Propaganda zamiast przyznać się do „gospodarki niedoboru”, wolała mówić o „niedoborze w gospodarce”.
— Dlaczego w sklepach brakuje mąki? — pytali radzieccy słuchacze.
Niezawodne Radio Erewań odpowiadało:
— Ponieważ zaczęto dodawać ją do chleba.
To żart z gospodarki rolnej, a właściwie szerzej — z absurdów ekonomii komunistycznej.
W kołchozach zakochani byli towarzysze radzieccy. Na upaństwowionej ziemi oparli gospodarkę rolną. W Polsce powstawały głównie w pierwszych powojennych latach, za rządów Bolesława Bieruta. Ale on przeważnie bezkrytycznie powielał wszelkie radzieckie wzorce. Pod koniec lat 40. rozpoczął brutalną akcję przymusowej kolektywizacji. Kiedy jednak w październiku 1956 r. do władzy powrócił Władysław Gomułka, sytuacja się odwróciła. Z 10 tys. spółdzielni produkcyjnych pozostało tylko 1,5 tys.
Władysław Gomułka po prostu nienawidził kołchozów. Uważał je za niezawodne narzędzie na sprowadzenie klęski głodu. Dlatego w latach swoich rządów tolerował rolnictwo oparte na prywatnych gospodarstwach. Co jednak nie było proste ze względu na nacisk ze Wschodu. — Towarzyszu Breżniew, my byśmy może byli gotowi rozważyć zakładanie kołchozów, kiedy wy zaprzestaniecie importować zboże ze Stanów Zjednoczonych i z Kanady. I będziecie zdolni je eksportować. Gdyby u nas kolektywizacja spowodowała trudności, to żebyśmy mogli od was chociaż pszenicę kupić.
Radzieckie rolnictwo przodowało tylko ideologicznie. Realnie kołchozy były zupełnie nieefektywne — nikomu z pracujących nie zależało na rezultatach.
— Gdy na kołchozowych polach pozostaną niewykopane ziemniaki i niezebrana kapusta, a spadnie pierwszy śnieg, to co się najpierw zbiera?
Radio Erewań odpowiada:
— Najpierw zbiera się aktyw partyjny.
Poza kołchozami gospodarka komunistyczna Gomułce jednak bardzo odpowiadała. Była taka, jak lubił: centralnie sterowana i planowana. A on kochał plany i statystyki. Nikt ich w Polsce nie znał tak szczegółowo jak on. Polacy żartowali:
— Jaka jest różnica między planowaniem socjalistycznym a kapitalistycznym?
— W kapitalizmie jest ostra dyscyplina produkcji i chaos w konsumpcji, zaś w socjalizmie jest chaos w produkcji i dyscyplina w konsumpcji.
Zawiłości gospodarki komunistycznej tłumaczył mi kiedyś wicepremier do spraw ekonomii w latach PRL, Zdzisław Sadowski. Wyjaśniał na przykładzie jednego z towarów, których w Polsce Ludowej brakowało: papieru toaletowego.
— Wielkość produkcji papieru toaletowego była określona z góry przez plan centralny. Jeżeli ludzie potrzebowali go więcej, to nie stanowiło wystarczającego sygnału dla fabryk, żeby zwiększyć produkcję — mówił.
Gospodarka centralnie sterowana stała się absurdalna. Twórca przemian gospodarczych lat 90., Leszek Balcerowicz, wspomniał, że w latach PRL — kiedy zaczynał pracę jako ekonomista — wszyscy zdawali sobie sprawę, iż w polskiej gospodarce komunistycznej zawsze będzie brakować mięsa. Komisja Planowania przy Radzie Ministrów przyznawała więc nagrody za wymyślenie technologii przygotowywania kotletów schabowych z nabiału. A kiedy na Antarktydzie wykryto olbrzymie złoża kryla, uznano, że można będzie z niego przygotowywać nie tylko schabowe, ale też herbatniki. Urzędowo postanowiono, że kryl uratuje socjalistyczną gospodarkę żywieniową.
Do nieefektywności gospodarki komunistycznej przyczyniało się też ukryte bezrobocie. Bo tylko formalnie w PRL go nie było. Ludzi zatrudniano jednak bez potrzeby, dublowano stanowiska, żeby tylko mieli etat. Propaganda walczyła nawet z tymi, którzy unikali pracy — zwano ich „niebieskimi ptakami” — albo w niej się obijali. Słuchacze zapytują:
— Pewien towarzysz zaskoczył swoją żonę w łóżku z innym mężczyzną. W sprawie rozwodowej został uznany za winnego. Czy to w porządku?
Radio Erewań odpowiada:
— Jak najbardziej tak. Przecież wyszedł wcześniej z pracy.
Zdumiewające i niezwykłe prawa rządziły rzeczywistością Polski Ludowej.
Żartobliwie wyliczano siedem cudów komunizmu.
1. Każdy miał pracę.
2. Mimo że każdy miał pracę, nikt nigdy nie pracował.
3. Nawet mimo tego, że nikt nie pracował, plan zawsze wykonywano w ponad 100 proc.
4. Nawet mimo tego, że plan wykonywano w ponad 100 proc., nie można było niczego kupić.
5. Nawet mimo tego, że nie można było niczego kupić, wszyscy mieli wszystko.
6. Nawet mimo tego, że wszyscy mieli wszystko, wszyscy kradli.
7. Nawet mimo tego, że wszyscy kradli, nigdy niczego nie brakowało.
Gospodarka PRL miała ciekawą właściwość, związaną z cenami. Po pierwsze, Polacy nie strajkowali, gdy wprowadzano kartki. Protesty były rezultatem podwyżek cen. Ale Polacy godzili się na biedę, braki w sklepach, jeśli tylko obejmowała wszystkich.
W historii Polski Ludowej wprowadzano je trzykrotnie. Najpierw funkcjonowały w powojennym okresie 1945-1949, co było przedłużeniem reglamentacji okupacyjnej. W 1951 r. powrócono do kartek na mięso. Potem też masło, mydło, cukierki. Zniesiono je w 1953 r. Pewnie mało kto już pamięta, jak wcześnie „bony towarowe” pojawiły się w epoce sukcesu Edwarda Gierka. Kartki na cukier wprowadzono już w 1976 r. — sporo przed kartkami na mięso (oraz papierosy, alkohol, mąkę, benzynę — lista była dłuższa niż ta powojenna), które pojawiły się w 1981 r. Czyli — jesteśmy „za” reglamentacją, bo bieda dzieli się po równo, ale „przeciw”, jeśli niczego nie brakuje bogatszym, bo mogą kupić drożej w sklepach.
Stąd dowcip:
— Co to jest „socjalistyczny dobrobyt”?
— Kiedy każdy ma tyle samo. Czyli nic.
I po drugie — to nawet ważniejsze — podwyżki cen nie miały żadnego sensu. Powodowały tylko napięcia i rozruchy społeczne. Bo czy gospodarka zawaliła się, gdy w styczniu 1971 r. Edward Gierek wycofał się z podwyżek, wprowadzonych miesiąc wcześniej przez Władysława Gomułkę? Albo czy runęła, gdy odwołano je wkrótce po ogłoszeniu w 1976 r.? W obu przypadkach podwyżki wywołały tylko olbrzymie protesty społeczne. W 1970 r. władzę utracił Władysław Gomułka, a w rezultacie w 1976 r. zawiązały się opozycyjny Komitet Obrony Robotników i Ruch Obrony Praw Człowieka i Obywatela. Wprowadzanie cen rynkowych w gospodarce centralnie sterowanej to coś na kształt eksperymentu: wprowadzamy ruch lewostronny, ale tylko dla mercedesów. Żadne reformy nie uratują gospodarki komunistycznej, bo problem tkwi w założeniach, a nie w detalach.
Gospodarka niedoboru to oczywiście określenie dotyczące nie tylko PRL, ale wszystkich krajów komunistycznych, a już z całą pewnością Związku Radzieckiego.
Prezydent USA zapytał Pana Boga, kiedy w Stanach Zjednoczonych skończy się bezrobocie. Usłyszał, że za pół wieku.
— Nie dożyję — zmartwił się.
Breżniew zapytał Pana Boga, kiedy w ZSRR nastąpi dobrobyt.
— Nie dożyję — odpowiedział Pan Bóg.

