Miał być sztywnym technokratą bez charyzmy, ale to Mateusz Morawiecki jest pierwszym, który nie dał się okiwać Kaczyńskiemu i zabiera mu aż 40 posłów. Jaki jest jego ostateczny cel?
Był prezesem dużego banku, zarabiał wielkie pieniądze. Piotr Gajdziński, który pracował w banku Morawieckiego, wspomina, jak ten pewnego dnia miał go spytać: „Myślisz, że mnie naprawdę interesuje zwiększanie lub zmniejszanie oprocentowania kredytów? Moim prawdziwym celem jest polityka”. Przy innym spotkaniu uściślił, że ma życiowy plan na fotel prezydenta.
— Uparty. Jak podejmie decyzję, rzadko odpuszcza — przyznaje polityk PiS, który został przy Jarosławie Kaczyńskim.
— Jest cholernie ambitny, nie lubi być od kogoś zależny — mówi rozmówca z otoczenia Morawieckiego. — Rola premiera zależnego od prezesa go bolała, ale gdyby nie był premierem, nigdy nie zbudowałby sobie środowiska. Środowiska, które stoi za nim murem i stawia pod ścianą odwiecznego prezesa największej partii w Sejmie.
***
— Jarosław nie docenił Mateusza — mówi polityk bliski Nowogrodzkiej. — Długo wydawało się, że on jest dość nieporadny politycznie. Ziobryści byli znacznie głośniejsi, agresywni, było ich widać, a w tym czasie Mateusz po cichu budował swoje wpływy.
— Przytulał posłów, którzy nie mieli szans na kontakt z prezesem. Nie byli w żadnej frakcji, nigdy ich nikt nie zaprosił na Nowogrodzką, tymczasem Mateusz zapraszał ich na obiad, wpadał na herbatę, potem na spotkania z wyborcami, żeby sobie stanęli za nim na konferencji, aż w końcu w rozmowach zaczęło się pojawiać: „co by było, gdyby…” i że PiS nie docenia takich wartościowych ludzi. Każdy chce być doceniony — opowiada jeden z polityków.
Już będąc premierem, sięgnął po ludzi, którzy nienajlepiej dogadywali się ze starym „zakonem” prezesa. Choćby po Michała Dworczyka, który po konflikcie z Mariuszem Błaszczakiem w MON odnalazł się w kancelarii premiera. Wszystko to odbywało się bardzo naturalnie i bez wielkich deklaracji. Jakby w cieniu partyjnej polityki. Do tego stopnia, że dwa lata temu w czasie budowania list do Parlamentu Europejskiego prezes dał bardzo dużo miejsc ludziom związanym mniej lub bardziej z Morawieckim — Dworczyk, Müller, Buda, Obajtek (był w drużynie Morawieckiego, ale zrejterował), Bielan (od miesięcy łączony z frakcją byłego premiera). W Sejmie też ma swoich zwolenników: byłych ministrów Janusza Cieszyńskiego, Annę Gembicką, Marcina Horałę, Łukasza Schreibera i paru jeszcze. Nie jest to może pierwsza liga nazwisk, ale wystarczy.
— A niech pani popatrzy na wpływy, jakie Mateusz ma na przykład w pałacu u Nawrockiego — mówi mi jeden z rozmówców. — We wszystkich ciałach doradczych prezydenta są ludzie Morawieckiego. To dlatego, że Andruszkiewicz [Morawiecki miał wziąć byłego narodowca na pokład po namowach swojego ojca] tymi radami kręci i ich tam upycha.
***
Rocznik 1968. Według legendy, a raczej własnej bajki, rzucił wyzwanie komunie już w dzieciństwie. Wydawanie podziemnej prasy zaczął w wieku 11 lat, dywersję dwa lata później. Jako 17-latek publikował w prasie podziemnej. W życiorysie prezentowanym w związanych z PiS periodykach jest też porwanie przez esbeków, którzy każą kopać grób w lesie, są pobicia i ucieczka ze szpitala na maturę. Działacze wrocławskiej Solidarności z dystansem podchodzą do tych historii.
— Jedyne, co w latach 80. słyszałem o Mateuszu, to skargi koleżanki, nauczycielki z dziewiątki, że młody Morawiecki nie umie się zachowywać — wspominał w rozmowie z „Gazetą Wyborczą” Władysław Frasyniuk.
„Nigdy nie mówił, że działał w Solidarności Walczącej. Podobnie twierdzi wielu pracowników Banku Zachodniego WBK, których o to pytałem. Mateusz Morawiecki zaczął o tym mówić mniej więcej rok przed wejściem do rządu Beaty Szydło” — piszą w książce „Delfin. Mateusz Morawiecki” Piotr Gajdziński i Jakub N. Gajdziński.
Przyjaciel ojca z opozycji miał pomóc Mateuszowi w dostaniu się na studia MBA, a potem na staż w niemieckim banku w połowie lat 90. Kiedy młody Morawiecki wrócił z Niemiec, nie miał już problemu ze znalezieniem pracy. Wybrał Bank Zachodni. Podobno dlatego, że ówczesnemu prezesowi bardzo zależało na ludziach związanych z opozycją. Sam miał rodowód PZPR-owski, chciał więc sobie zapewnić bardziej zróżnicowane otoczenie. Dziewięć lat później Mateusz Morawiecki został prezesem BZ WBK.
***
— Potrafi doskonale wyczuć, kto rozdaje karty, i nawiązać z tą osobą relację. Roztoczyć wizję. Tak zrobił karierę w banku i tak samo było z Jarosławem. Jeździł do niego na Nowogrodzką i czarował — wspominają politycy PiS. Premierem został, bo roztaczał przed Kaczyńskim wielkie wizje, jak to owinie sobie wokół palca Unię Europejską, z którą nie może sobie poradzić Beata Szydło. Jak rozpędzi gospodarkę i zagwarantuje prezesowi sukces w dziedzinach, które nigdy nie były domeną PiS. Prezes uwierzył i oddał mu rząd.
— Uważam, że jest manipulatorem, hipokrytą — mówi o Morawieckim Krzysztof Bosak z Konfederacji.
Pierwsze polityczne kroki stawiał nieśmiało, wchodząc do Rady Gospodarczej w rządzie Donalda Tuska. — Trochę kujon, ale bez tego nieznośnego rysu politykierstwa — słyszę od osoby, która zasiadała z nim w radzie. Zawsze był przygotowany do dyskusji, w której nie chodziło ani o ideologię, ani o polityczną walkę, ale jego pozycja była raczej żadna, bo takie ciała w otoczeniu Donalda Tuska nigdy nie miały wielkiego znaczenia. A że jeszcze trafił w radzie na Jana Krzysztofa Bieleckiego, przez którego do ucha premiera nie mógł przebić się nikt, Morawiecki dość szybko zaczął nawiązywać kontakty z Nowogrodzką.
Mateusz Morawiecki odbiera nominację na członka Rady Gospodarczek z rąk premiera Donalda Tuska, Warszawa, 9 marca 2010 r.
Foto: Leszek Szymański / PAP
Zmiana patrona, ideologiczna wolta, manipulacja, drobne i grubsze kłamstwa to dla niego bułka z masłem.
— Będąc w radzie Tuska, był zwolennikiem podnoszenia wieku emerytalnego i liberalnej polityki gospodarczej, a nagle wszystko się zmieniło — śmieje się polityk PiS.
Do tej pory niektórzy wypominają mu słowa, które padły na spotkaniu z aktywem PiS, gdy był wicepremierem w rządzie Beaty Szydło: „W dłuższej perspektywie to nam nie zbuduje PKB. Państwu bardziej niż konsumpcja potrzebne są inwestycje i oszczędności. A przypominam, że 500+ jest na kredyt. Zadłużyliśmy się o dodatkowe 20 mld zł, bo chcemy promować dzietność. Jesteśmy we własnym gronie i nie musimy mówić sobie tylko pięknych słów”. Następnego dnia udawał, że właściwie nie to miał na myśli.
Szybko się nauczył, że w polityce zdanie można zmieniać z dnia na dzień, a prawda jest konstruktem dość archaicznym. W rządzie PiS głosował za ograniczeniem prawa do terminacji ciąży, ale po wyborach 2023 r. twierdził, że właściwie zawsze był zwolennikiem kompromisu aborcyjnego. Nic mu nie przeszkadza jednocześnie opowiadać o zagrożeniach dla polskiego górnictwa i zamykać kopalń. Każde niemal wystąpienie Morawieckiego to seria niedomówień i manipulacji.
***
Wizerunek Pinokia to jednak nic w porównaniu z zarzutami wagi średniej i ciężkiej.
Transakcje kupna ziemi od Kościoła i sprzedania jej z wielokrotnym zyskiem przez żonę Morawieckiego wciąż są przedmiotem wątpliwości i analiz. Wiadomo, że jest milionerem, ale zanim został premierem, robił wszystko, żeby ukryć przed opinią publiczną swój majątek, a potem wszystko przepisał na żonę. Ma już zarzuty za wybory kopertowe, ale prawdziwą miną może być afera Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych. Kierował nią zaufany harcerz Morawieckiego Michał Kuczmierowski, a pół miliarda zarobił na podejrzanych kontraktach właściciel marki odzieżowej Red is Bad Paweł S. Ten ostatni zaczął sypać i kolejne osoby dostają zarzuty.
— To Morawiecki postawił na jej czele Kuczmierowskiego, a jako premier sprawował nad nią jednoosobowy nadzór — mówi Jacek Harłukowicz, dziennikarz Onetu, autor książki „Chłopcy z ferajny” o środowisku Morawieckiego i sprawie RARS. — A Paweł S. zeznał o spotkaniach z Morawieckim w 2023 r. w rządowej willi, gdzie omawiane były realizowane przez jego firmy dostawy dla RARS. Choćby z tego powodu nie powinien uniknąć odpowiedzialności karnej. Bo albo wiedział i akceptował okradanie agencji, albo — jeśli nie wiedział — ponosi odpowiedzialność z tytułu nienależytego nadzoru nad jej działalnością.
Zasadniczym pytaniem jest dla Harłukowicza to, gdzie są pieniądze wyprowadzone z RARS. — Prokuratura zabezpieczyła niewiele ponad 100 mln zgromadzonych na rachunkach Pawła S. i Dominika B. — drugiego przedsiębiorcy, który zajmował się dostawami dla agencji, a który — cóż za przypadek! — wcześniej prowadził kampanię wyborczą właśnie Mateusza Morawieckiego — opowiada dziennikarz Onetu. — Śledczy ustalili, że przynajmniej część tych pieniędzy wykorzystana miała być na różnego rodzaju działania promocyjne, obsługę pracujących na rzecz Morawieckiego botów i farm trolli, czym zajmował się zresztą Paweł S. Słychać o tym w nagranych przez CBA jego rozmowach ze współpracownikami.
***
Od przegranych wyborów w 2023 r. Morawiecki chciał przejąć PiS. Uznał, że walka o prawą flankę nie ma sensu i trzeba poszerzać elektorat do centrum. Prezes doszedł jednak do wniosku, że trzeba przesunąć się najbardziej na prawo, jak się da.
— No, nie jest to mądry plan — mówi nam zwolennik Morawieckiego. — Prezes nie rozumie chyba, że nie mamy z nimi szans. Nigdy nie będziemy tak radykalni jak Braun ani tak populistyczni jak Mentzen.
Po przegranej walce o sukcesję w PiS Morawieckiemu nie pozostało nic innego, niż pójść na swoje.
— Był premierem, bo tak chciał prezes. A jak prezes chciał wejść do jego rządu, to wszedł i siedział obok premiera na obradach gabinetu, co nigdy wcześniej się nie zdarzyło. Kiedy jednak prezes wyznaczył Czarnka na kandydata na premiera, w Mateuszu coś pękło — tłumaczą jego ludzie z PiS.
— Dużo można znieść. Mateusz brał na siebie politykę, której znaczna część była pisana na Nowogrodzkiej. Po przegranych wyborach podjął się misji budowania trzeciego rządu, chociaż wiadomo było, że to porażka. Pracował dla Nawrockiego w kampanii. Ale kazać mu pracować na tego krzykacza Czarnka to już było za wiele — słyszymy.
Nie chodzi tylko o Czarnka. Większym problemem byli jego sojusznicy ziobryści, z którymi Morawiecki darzy się od lat bardzo szczerą nienawiścią.
— Zbyszek myślał, że może być delfinem, Morawiecki widział w nim zagrożenie i realnego hamulcowego jego polityki, zwłaszcza wobec Unii — tłumaczą politycy PiS.
A Morawiecki nadal chce być premierem. Ale tym razem takim prawdziwym. Bez wiszącego nad nim Jarosława Kaczyńskiego. Chce być taki jak Donald Tusk, autor słynnego powiedzenia, że władzy nie można dostać, trzeba ją sobie wziąć.
Ale na co liczy były bankster i były premier z bogatą kartoteką w prokuraturze? Z kim mógłby rządzić?
O alergii na niego konfederatów już była mowa.
„Zdrajca” — to najdelikatniejsze z określeń, jakie słyszę od jego byłych już partyjnych towarzyszy w PiS.
— Niemożliwe — rzecznik rządu Adam Szłapka ucina pytanie o potencjalną koalicję albo układ z nowym ugrupowaniem Morawieckiego.
— Od miesięcy przyłaził i opowiadał nam głodne kawałki. Na chwilę odpuścił, ale ostatnio znowu zaczął badać grunt — opowiada polityk PSL. — Na dziś nie wiem, jak moglibyśmy związać się z twarzą rządu PiS, przeciwko któremu zawarliśmy koalicję z Tuskiem.
Ale to „na dziś” jest zastanawiające. A jeśli jeszcze Morawiecki zaczarowałby Nawrockiego i został przez niego namaszczony, wtedy „bankster zdrajca” na całego puściłby prezesa z torbami.

