Putin, któremu coraz trudniej udawać, że „trzydniowa specjalna operacja wojskowa” idzie zgodnie z planem, musi wprawdzie świecić oczami przed swoim społeczeństwem, które godzinami stoi w kolejkach po 20 litrów benzyny, ale po stronie sukcesów może sobie zapisać spory plus: udało się w końcu skłonić Ukraińców i Polaków, żeby wzięli się za łby.
Ponad dekadę temu jedna z sieci komórkowych reklamowała się sympatycznymi maskotkami Serca i Rozumu. Serce było emocjonalne i niefrasobliwe, a Rozum spokojny i przewidujący. Serce potrafiło np. utopić w kąpieli laptopa, budząc przerażenie Rozumu, po czym kwitowało, że nic się nie stało, bo urządzenie było w promocji za złotówkę. Główny przekaz brzmiał: niezależnie od tego, czy kierujesz się sercem, czy rozumem, u nas znajdziesz najlepsze usługi.
Dyplomacja to jednak nie salon obsługi kapryśnego klienta, tylko gra wymagająca doboru odpowiednich narzędzi i przede wszystkim rozmawiania. A rozmowa to nie wzajemne pokrzykiwanie, tylko wymiana poglądów i słuchanie drugiej strony. Tu strategia Serca sprawdza się rzadko, lepiej wybrać drogę Rozumu, na uniesienia (zarówno te pozytywne, jak i negatywne) pozwalając sobie w wyjątkowych sytuacjach.
Od kilku tygodni Ukraina i Polska zachowują się tak, jakby postradały dyplomatyczny Rozum: prezydent Zełenski w imię wewnętrznej polityki zaryzykował dobre stosunki z Polską i nadał jednej z brygad imię Bohaterów UPA. Wtedy do głosu doszły Serca po obu stronach granicy, które licytują się teraz na poparcie i sprzeciw wobec gloryfikowania ukraińskiej podziemnej armii, której członkowie dopuścili się mordów na Wołyniu.
Echa historii zagłuszyły szczęk prawdziwych wybuchów na ukraińskim froncie. Putin, któremu coraz trudniej udawać, że „trzydniowa specjalna operacja wojskowa” idzie zgodnie z planem, musi wprawdzie świecić oczami przed swoim społeczeństwem, które godzinami stoi w kolejkach po 20 litrów benzyny, ale po stronie sukcesów może sobie zapisać spory plus: udało się w końcu skłonić Ukraińców i Polaków, żeby wzięli się za łby. Wystarczyło cierpliwie podsycać antyukraińskie emocje w sieci i w plotkach, opowiadać, że Ukraińcy to skorumpowany naród potomków morderców z Wołynia — i w końcu kropla wydrążyła dziurę w kamieniu. Notowania dwóch odmian Konfederacji regularnie sięgają powyżej 10 proc., a PiS w desperacji próbuje nie być od nich gorsze w ukrainożerstwie. Facebook od tygodni codziennie podsuwa mi nowe jątrzące grafiki pracowicie generowane za pomocą AI przez asystentów posłów i europosłów wszystkich tych partii, antyukraińskie fake newsy krążą w sieci jak stado natrętnych much, a pobicia i słowne ataki w realu nie należą już do rzadkości.
W zeszłym tygodniu politycy spod znaku patriotycznego Serca przebili kolejny mur głupoty: zaczęli robić awanturę o przekazane Ukrainie rakiety Patriot, zmuszając rząd do ujawnienia listy uzbrojenia przekazanego walczącym sąsiadom. Przy okazji zaczęła się idiotyczna licytacja, kto jest lepszy, bo przekazał im mniej. Wiem, że wywiad rosyjski jest w stanie wydobyć nie takie informacje, ale po jaką cholerę podawać mu wszystko na tacy?
Wszystkim rozemocjonowanym Sercom polecam proste ćwiczenie wyobraźni: co będzie, kiedy wylądujecie w jednym okopie z żołnierzem ukraińskiej armii? Będziecie strzelać do Ruskich czy do siebie nawzajem? I nie mówcie, że to się nigdy nie zdarzy. Wielu Ukraińców też nie wierzyło w wojnę jeszcze w połowie lutego 2022 r.

