Nie wiem, czy do nowych prezydentów po pierwszym wecie przychodzi wróżka-wetuszka, ale jeśli tak, to pod poduszką Karol Nawrocki powinien znaleźć od niej prezent: grudkę węgla, górniczy kilof albo 740 zł, bo tyle kosztuje megawatogodzina prądu wyprodukowanego z „czarnego złota” (dane za Forum Energii).
- Więcej ciekawych historii przeczytasz na stronie głównej „Newsweeka”
Dziękujemy, że jesteś z nami!
Foto: Newsweek
Prezydent Nawrocki poczuł się zaszantażowany przez koalicję rządzącą, która do ustawy wiatrakowej wrzuciła zapis o przedłużeniu mrożenia cen energii do końca roku. Oburzenie prezydenta popieranego przez PiS byłoby bardziej wiarygodne, gdyby nie osiem lat ustawowych wrzutek, które serwował nam PiS, zwłaszcza w pandemii, kiedy to do ustaw covidowych trafiały takie kwiatki jak przepisy o bezkarności dla urzędników, ubezwłasnowolnienie PKW czy skrócenie kadencji prezesa UKE.
Nawrocki zawetował ustawę wiatrakową i zawarte w niej przepisy o mrożeniu cen prądu, co oznacza, że już jesienią rachunki dla konsumentów mogą pójść w górę, bo państwo przestanie im do energii dopłacać. Aby zatuszować tę PR-ową wpadkę, Nawrocki trąbił o podpisaniu przepisów o mrożeniu cen prądu. Ale to tylko projekt ustawy (tak jak ten o odwróceniu budowy CPK), który dopiero trzeba wysłać do Sejmu i gdzie musi znaleźć poparcie większości parlamentarzystów. Na razie Nawrocki podpisał świstek papieru.
Taki ustawowy kadłubek może i da się uchwalić, ale sam przepis o dopłacaniu do energii bez pomysłu na to, jak systemowo obniżyć jej ceny, to absurd rodem z gospodarki centralnie sterowanej i przepis na wyrzucanie pieniędzy w błoto.
Im więcej węgla, tym droższa energia
Jeden z pomysłów na wymuszenie zmian na rynku energii elektrycznej zawierała właśnie ustawa wiatrakowa. Obniżała do 500 m minimalną odległość wiatraków od zabudowań, dzięki czemu wiatraków lądowych mogłoby powstawać więcej. A energia z OZE, czyli odnawialnych źródeł, takich jak właśnie wiatr, słońce czy woda, jest w Polsce dwa razy tańsza (270-340 zł za MWh) niż ta z węgla (to też dane Forum Energii). Słowem: im więcej wiatraków, fotowoltaiki czy elektrowni wodnych, tym tańszy będzie prąd. Im więcej węgla w tzw. miksie energetycznym, tym energia droższa, zwłaszcza że do każdej tony wydobywanego węgla dopłacamy jeszcze 300 zł w podatkach (znów dane Forum Energii). Nie wiem, czy prezydent znał te kwoty, kiedy w kampanii krzyczał, że „węgiel trzeba fedrować”. Zapewne za chwilę pozna je bardzo dokładnie na Radzie Gabinetowej dotyczącej finansów publicznych, którą sam zwołał. Minister finansów ochoczo wskaże mu w budżecie pozycję „dopłaty do górnictwa”, które tylko w tym roku wyniosą 9 mld zł.
– Jestem głosem Polaków i tak na to patrzę, że tam, gdzie możemy Polskę wzmocnić, będziemy to robić. A tam, gdzie większość parlamentarna nie wsłuchuje się w głosy Polaków, to prezydent Polski będzie za społeczeństwem stał – mówił Karol Nawrocki na konferencji po swoim pierwszym wecie. Tego samego dnia ukazał się sondaż IBRIS, z którego wynika, że blisko 56 proc. Polaków popiera zawetowaną ustawę wiatrakową. Przeciw jest niespełna 34 proc. Wygląda na to, że wystarczy zamknąć za sobą drzwi pałacu prezydenckiego, by stracić słuch społeczny.

