W walce o prezydenturę Krakowa główne partie nie mają znanych i mocnych kandydatów. Czy to szansa dla Łukasza Gibały, lokalnego milionera, który od lat obsesyjnie marzy o tym fotelu? — W politycznym Krakowie jest dzisiaj total mess — mówi analityk Marcin Duma. Jego zdaniem z powodu wielkiej liczby kandydatur faworyci wcale nie mogą się czuć pewnie.

Senator Monika Piątkowska została kandydatką Koalicji Obywatelskiej i PSL, bo nikt poważniejszy nie chciał startować.

Krakowskiego radnego Michała Drewnickiego z PiS nawet w jego partii uznają za nieopierzonego i mało poważnego kandydata.

I jest Łukasz Gibała, też radny, niegdyś biznesmen z branży alkoholowej, a potem w branży drukarek 3D, który na prezydenta Krakowa startował już trzy razy. Jego determinacja graniczy z obsesją i bywa przedmiotem żartów. Wyrósł, bo ma pieniądze, a w Krakowie nie ma silnych polityków dominujących partii. Dwa lata temu otarł się o wygraną w drugiej turze — zabrakło mu raptem 5 tys. głosów.

Faworytem byłby Gibała, dla niego lepszej okazji, by zrealizować marzenie o prezydenturze już pewnie nie będzie. Ale wciąż nie ogłosił, że będzie kandydował. Hamletyzuje, że musi poczekać na ogłoszenie terminu i zobaczyć wszystkich kandydatów, bo może poprze któregoś z nich.

Moment jest wyjątkowy, bo w referendum udało się odwołać Aleksandra Miszalskiego z funkcji prezydenta miasta. Miszalski to crème de la crème Platformy Obywatelskiej (dziś ta nazwa jest już tylko historyczna, ale w partii wciąż jej używają). Od 2009 r. członek PO, od 2016 r. szef PO w Krakowie. Od 2017 r. był szefem partii w Małopolsce.

Były poseł PO. Był biznesmenem w branży hostelowej — jednym z największych w Polsce — ale przepisał udziały w firmach na rodzinę. Dziś jest bez pracy.

Regionalne struktury partii zostały rozwiązane przez Donalda Tuska za nieudacznictwo. A jeszcze w 2024 r. premier okadzał Miszalskiego jako „kwintesencję rzetelności”, nazywał „swoim przyjacielem” i zapewniał, że powierzyłby mu nawet własne miasto.

Teraz musiał urządzać szybką łapankę na kandydata na następcę Miszalskiego. W Koalicji Obywatelskiej wszyscy byli przekonani, że Miszalski w referendum się wybroni. Nie było planu B. Nie szukano zawczasu kandydatury na jego miejsce, choć sondaże tuż przed referendum pokazywały, że prezydent miasta będzie odwołany.

Jedyne, co sprawnie zrobiono w obozie KO, to protest wyborczy — przygotowano około 4 GB danych, setki grafik. Protest złożył nie sztab Miszalskiego, ale wspierający go lokalny działacz Komitetu Obrony Demokracji Edward Nowak.

Choć pozornie to rzecz błaha, może mieć znaczenie dla wyniku wyborów. Kluczem — tak jak w referendum — znów może być frekwencja. Im dłużej sąd będzie się zajmował protestami wyborczymi — a ma na ich rozpatrzenie 14 dni — na tym późniejszy termin premier może rozpisać nowe wybory. Dzięki temu wybory nie odbędą się w sierpniu, a druga tura w pierwszy weekend września. Wakacje i pierwsze dni września to terminy, które nie sprzyjają wysokiej frekwencji. A duża frekwencja raczej sprzyja partiom liberalnym. Głosowanie najpewniej odbędzie się w drugiej połowie września.

— Edek to trochę wariat. Składa protesty, opóźnia wybory — mówi polityk z Krakowa.

Sam Nowak mówi, że w ogóle nie myślał o terminie kolejnych wyborów. — To była moja inicjatywa. Jestem aktywny na Facebooku i napisałem komentarz o okropnej kampanii uderzającej w prezydenta Miszalskiego. Mała zorganizowana grupa z kasą może dowolnie manipulować demokracją. Zaczęli się do mnie zgłaszać ludzie, którzy widzieli nieprawidłowości i przesyłali mi materiały, a kolejni pomogli je opracować tak, by można było wysłać protest do sądu. Z KO nie współpracowałem. Termin wyborów to dla mnie drugorzędna kwestia — zapewnia Nowak.

Kto jest najbardziej zainteresowany wyborami nowego prezydenta Krakowa? — Najbardziej zmotywowani do głosowania są ci, którzy poszli odwołać Miszalskiego. Dwie trzecie tych, którzy zagłosują w wyborach, to będą wyborcy z referendum, a oni odrzucili KO. Podobna sytuacja była w Zabrzu i tam wybory po referendum kandydatka KO przegrała. Dziś faworytem w Krakowie jest Gibała — mówi Łukasz Pawłowski z Ogólnopolskiej Grupy Badawczej. Tu zastrzeżenie: OGB robiła badania dla Gibały przed referendum i trafiła z szacowaną frekwencją.

Jak dodaje Pawłowski, premier Tusk robi rozsądnie, nie chcąc się angażować w tę kampanię. — Gdy ogłasza kandydaturę Piątkowskiej razem z Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem, to zabezpiecza się na wypadek klęski, bo będzie się mógł podzielić odpowiedzialnością — ocenia.

Inny spec od badań, Marcin Duma z IBRiS, mówi z kolei, że „w politycznym Krakowie jest dzisiaj total mess”, bo przez wielość kandydatur wyniki pierwszej tury będą spłaszczone, a to zagrożenie dla faworytów — o wejściu do drugiej tury może przesądzić niewielka liczba głosów.

Kandydatur będzie nawet kilkanaście. W tym tak egzotyczne jak Marian Banaś i Marianna Schreiber. Ale i Duma upatruje faworyta w Gibale. — Monika Piątkowska będzie mieć trudniej niż Miszalski w 2024 r. Wtedy ani Nowa Lewica, ani partia Razem nie wystawiły kandydatur, a teraz mają, i to dwie kandydatki. W Krakowie lewica ma wysokie poparcie, co widać po wynikach Adriana Zandberga i Magdaleny Biejat — łącznie 17 proc. w wyborach prezydenckich 2025 r. Razem wystawiło już Aleksandrę Owcę — radną miejską wybraną z komitetu Gibały (dziś jest niezrzeszona), a Nowa Lewica Darię Gosek-Popiołek. To one będą odbierać głosy faworytowi.

Przynajmniej w pierwszej turze. W drugiej elektorat Razem i ogólnie ten antysystemowy może się przerzucić na Gibałę. Czy wystartuje? — Nie po to Gibała wydawał pieniądze na obalenie Miszalskiego, żeby potem nie startować na prezydenta miasta. Z milion wydał na pewno — mówi człowiek znający kulisy krakowskiej polityki. Łukasz Gibała zaciągnął u swojego ojca pożyczkę na kwotę 210 mln zł — oddał ją w formie udziałów w swojej firmie w 2024 r.

Start w wyborach zapowiedział już Jan Hoffman — inicjator referendum, przewodniczący rady dzielnicy Stare Miasto. Do drugiej tury zapewne nie wejdzie, ale zdobyte głosy mógłby przerzucić potem na Gibałę. Hoffman jest powszechnie uważany za „pokemona” Gibały — narzędzie w jego rękach.

Monika Piątkowska nie była pierwszym wyborem Tuska. Premier wolał, aby kandydował Rafał Sonik — rajdowiec, zwycięzca Rajdu Dakar, biznesmen z branży deweloperskiej. Ale Sonik wahał się i potrzebował czasu na decyzję. Premier nie chciał czekać i namaścił Piątkowską, która bardzo chciała kandydować.

Sonik na papierze wyglądał bardzo obiecująco. Nie jest członkiem żadnej partii, jest filantropem, człowiekiem sukcesu. Ale też w polityce żółtodziobem. — To człowiek, który żyje sobie w cieplarnianych warunkach. W kampanii przetrzepaliby jego biznesy w deweloperce i miałby przez to problemy. Zderzenie z polityczną i medialną rzeczywistością byłoby dla niego ciężkim przeżyciem — mówi jeden z krakowskich polityków. Sonik towarzysko jest osadzony w środowisku Platformy — zna Pawła Grasia, a także duchownych, jak ks. Andrzej Augustyński (lider Stowarzyszenia Siemacha, społeczny doradca prezydenta Jacka Majchrowskiego).

Tusk, ogłaszając kandydaturę Piątkowskiej, robił dobrą minę: — Jestem bardzo szczęśliwy, że bez żadnego problemu z Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem mieliśmy dokładnie ten sam pomysł i ten pomysł okazał się trafiony tak bezdyskusyjnie, bo trafił też w marzenia pani senator Moniki Piątkowskiej. Jest kandydatką wyśmienitą.

Premier nie dodawał, że największą zaletą jest jej chęć walki o prezydenturę. Piątkowska, by zaistnieć w polityce, skakała z kwiatka na kwiatek. Raz kandydowała z listy SLD (2010 r.). Raz z PSL (2011 r.). Potem była w Polsce 2050. A w 2025 r. startowała jako kandydatka KO do Senatu i wstąpiła do tej partii.

W latach 2003-2012 kierowała Wydziałem Strategii i Rozwoju Urzędu Miasta Krakowa — u prezydenta Majchrowskiego. Pełniła tam też funkcję pełnomocnika ds. marki miasta. Za pierwszych rządów PO-PSL była dyrektorką departamentu komunikacji i rzecznikiem prasowym w Ministerstwie Gospodarki. Była prezesem firmy INNOVO. A od 2018 r. kierowała Izbą Zbożowo-Paszową — największą organizacją branżową sektora zbożowego. W 2025 r. Piątkowska została wybrana do Senatu, bo mandat oddał Bogdan Klich, który wyjechał do USA kierować ambasadą.

Dziś Piątkowska mówi, że „Kraków to jej jedyna partia polityczna”.

Najmłodszy w tej stawce jest kandydat PiS. Michał Drewnicki, rocznik 1990. Urodzony w Nowej Hucie. Wychowany na Osiedlu Złotego Wieku. Radnym jest od 2014 r. — był najmłodszym radnym miasta.

— On jest jak Karol Nawrocki, chłopak z ludu. Znają go dobrze zwłaszcza w Nowej Hucie. To typ miejskiego działacza. Można go przeciwstawiać milionerowi z „krakówka”, jakim był Miszalski i jakim jest też Gibała — mówi człowiek z PiS, entuzjasta tej kandydatury.

Drewnicki chciał kandydować. Ale ma marne szanse na wejście do drugiej tury, za to może się wypromować. W PiS ma słabą pozycję. Jest kojarzony z frakcją byłej premier Beaty Szydło. Był nawet szefem PiS w Krakowie, ale prezes Jarosław Kaczyński w 2024 r. — po wojnie wewnątrz partii w Małopolsce — go wyrzucił i zastąpił Barbarą Nowak, byłą kuratorką oświaty.

Inny rozmówca z tego obozu: — Michał to sympatyczny człowiek, ale ciągle naturszczyk. Może dostać gonga w tych wyborach.

Gong wisi na poziomie 15 proc. W 2024 r. kandydat PiS Łukasz Kmita zdobył niecałe 20 proc. — uznano to za słaby wynik. — Drewnicki nie może wygrać — mówi człowiek z małopolskiego PiS.

Sam Drewnicki był w partii sekowany. W PiS wspominają, jak Andrzej Adamczyk — wówczas szef partii w regionie — w 2023 r. przed wyborami do Sejmu zabronił mu prowadzić kampanię w powiecie krakowskim — mówią działacze z Małopolski. — Miał się nie wychylać z Nowej Huty, gdzie jest jego matecznik. Gdy policzono głosy, okazało się, że otarł się o mandat poselski — słyszymy. Michał Drewnicki — 6159. Agnieszka Ścigaj — 6262. Zabrakło mu 104 głosów, by dostać się na Wiejską. — Był wkurzony, bo chciał do Sejmu — mówią jego znajomi.

Na konferencji Drewnickiego, gdy inaugurował swoją kampanię, ten sam Adamczyk wiwatował na jego cześć, trzymając baner z jego nazwiskiem. W PiS ten widok wywołał wesołość. Człowiek z krakowskiego PiS: — Struktury partyjne nie bardzo go będą wspierać. Chłopak sam musi gryźć trawę.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version