Sławomir Cenckiewicz był jednym z najbliższych współpracowników i przyjaciół Karola Nawrockiego. Teraz Cenckiewicz opublikował niezwykle ostry wpis. Niewiele brakuje, by oskarżył w nim Nawrockiego o zdradę. Nie on jeden, bo decyzję prezydenta o I prezesie Sądu Najwyższego potępiły TV Republika i wiele prawicowych osobistości. Ta awantura jest objawem głębokiego sporu o historię.

Odkąd Karol Nawrocki został wybrany na prezydenta Polski, prawica nieustannie dzieli się i walczy ze sobą. PiS walczy z obiema Konfederacjami. Konfederacje wojują z PiS i między sobą. W PiS harcerze od Morawieckiego walczą z „maślarzami” Czarnka. W Konfederacji Wolność i Niepodległość pojawiają się otwarte i ostre spory między Bosakiem a Mentzenem.

Do tych wszystkich konfliktów na prawicy właśnie dołączył kolejny: między prezydentem Nawrockim a jego najbliższym otoczeniem. Wszystko w związku z decyzją prezydenta o powołaniu Zbigniewa Kapińskiego na I prezesa Sądu Najwyższego. Decyzja prezydenta, podjęta wbrew w zasadzie jawnemu sprzeciwowi Jarosława Kaczyńskiego, wywołała burzę w prawicowej rodzinie.

Co części prawicy przeszkadza w Kapińskim? Jedna rzecz: był jednym z sędziów, którzy w sierpniu 2000 r. uznali, że Lech Wałęsa złożył prawdziwe oświadczenie lustracyjne, deklarując, że nigdy nie był tajnym współpracownikiem komunistycznej Służby Bezpieczeństwa. Do tego sędziowie uznali: „Granicząc z pewnością, można orzec, że nigdy nie istniały materiały świadczące o tym, że Wałęsa był kiedykolwiek agentem”.

Sławomir Cenckiewicz, były szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego, 20 maja na łamach portalu Niezależna.pl opublikował długi tekst analizujący wspomniany wyrok. Zarzucił składowi sędziowskiemu, że w 2000 r. dysponował „materialnymi dowodami na współpracę Wałęsy z SB”. Zdaniem Cenckiewicza nic, poza „propagandowo-polityczną presją wywieraną na sąd”, nie stało na przeszkodzie, by doszedł wtedy do takich samych wniosków jak autorzy książki „SB a Lech Wałęsa”. To praca, którą Cenckiewicz opublikował wspólnie z Piotrem Gontarczykiem w 2008 r. Autorzy przekonywali, opierając się na dokumentach źródłowych, że Wałęsa był agentem SB o pseudonimie Bolek, współpracującym ze służbą w latach 1970-76.

Cenckiewicz zaapelował też o niepowoływanie Kapińskiego na stanowisko. Prezydent nie posłuchał. Jego rzecznik, który przyszedł z Karolem Nawrockim z IPN, uzasadniał decyzję głowy państwa tym, że w 2000 r. sąd nie dysponował dowodami jednoznacznie potwierdzającymi agenturalną współpracę Wałęsy, bo te pojawiły się dopiero później.

Cenckiewicz odpowiedział na to długim, uderzającym w najbardziej patetyczne tony wpisem na portalu X. „Karolu, popełniłeś straszliwy błąd i nawet to, kto i w jaki sposób cię do tego namówił, nie tłumaczy tego błędu” — zaczął. Cały wpis utrzymany był w podobnej poetyce. Cenckiewicz zarzuca w nim prezydentowi, że uzasadnienie nominacji jest „wierutnym kłamstwem”, bo w 2000 r. przeszłość Lecha Wałęsy była znana. A Kapiński razem z innymi sędziami orzekającymi w tej sprawie „złamał prawo” i dopuścił się „pogwałcenia wszelkich zasad sądowej rzetelności”.

„Tłumaczyć dziś, że wówczas nic się nie stało, a Polska w 2026 r. musi mieć za »pierwszego sędziego« Rzeczpospolitej kogoś, kto dopuścił się takiego kłamstwa jak Kapiński — jest zwyczajnie niegodne i dla Polski bardzo złe” — konkluduje swój wywód Cenckiewicz.

Można odnieść wrażenie, że niewiele brakuje, by oskarżył prezydenta o zdradę. Podobny język jest tym bardziej zaskakujący, bo Cenckiewicz uchodził za szczególnie bliskiego współpracownika, a nawet przyjaciela Nawrockiego. Był przedstawiany jako ktoś w rodzaju intelektualnego mentora prezydenta, który pomógł mu na wczesnym etapie jego kariery. Z całą pewnością kontrowersje wokół sędziego Kapińskiego pokazują jednak, że jakiego wpływu Cenckiewicz nie miałby kiedyś na prezydenta, to dziś Nawrocki jest w stanie podjąć decyzję wbrew swojemu dawnemu szefowi BBN.

Można odnieść wrażenie, że Cenckiewicz całą sprawę traktuje bardzo osobiście. Tak, jakby prezydent, powołując Kapińskiego, podważał ustalenia Cenckiewicza jako historyka i jego długotrwałą walkę o „ujawnienie prawdy o Wałęsie”. W Telewizji Republika były szef BBN mówił wręcz, że powtarzane przez rzecznika prezydenta argumenty, że sąd nie mógł w 2000 r. orzec o współpracy Wałęsy z komunistyczną bezpieką, to „robienie wariatów” z autorów książki „SB a Lech Wałęsa”.

Wtórował mu prowadzący z nim rozmowę Tomasz Sakiewicz. Twierdził, że może i Kapiński wydaje decyzje niepodobające się obecnej władzy, ale wciąż „powinien wytłumaczyć się” z wyroku sprzed ponad ćwierć wieku. W sporze prezydenta z Cenckiewiczem po stronie tego drugiego stanęła zresztą cała Republika. Na antenie decyzję prezydenta krytykował nie tylko były szef BBN, ale też poseł Konfederacji Przemysław Wipler. Zarzucił prezydentowi, że popełnił podobny błąd jak Andrzej Duda, wetując ustawy sądowe Ziobry w 2017 r. „Zrobienie kogoś takiego I prezesem Sądu Najwyższego to zbrodnia, idiotyczny politycznie ruch” — atakował prezydenta Konfederata.

Czerwone paski stacji biły po oczach z hasłami typu „czy prezydent pozwoli na recydywę postkomunistycznej kasty sędziowskiej w SN?” albo „Kapiński pomógł Wałęsie i Giertychowi — prezydent Nawrocki powołał go na pierwszego prezesa Sądu Najwyższego”. Można było odnieść wrażenie, że Republika stała się na chwilę najbardziej opozycyjnym medium wobec prezydenta, którego wybór wspierała dzielnie przez całą kampanię w 2025 r.

Od sporu z Cenckiewiczem w całej sprawie ważniejsze jest coś innego: prezydent, powołując Kapińskiego, przeciwstawił się samemu prezesowi Kaczyńskiemu. Ten bowiem jasno dał przecież do zrozumienia, że nie życzy sobie wyboru Kapińskiego, ogłaszając przez swoje konto na portalu X: „26 lat, jakie dzielą nas od pseudoprocesu lustracyjnego Lecha Wałęsy, i 18 lat od wydania książki IPN, która opisała nie tylko sprawę agenturalnej przeszłości L. Wałęsy, ale również sądową lustrację z 2000 roku, nie wyobrażam sobie, aby sędzia, który brał w tym udział, został I prezesem Sądu Najwyższego”. Za Kapińskim lobbować mieli z kolei Mateusz Morawiecki i Andrzej Duda. Karol Nawrocki postanowił więc zamanifestować niezależność wobec Kaczyńskiego i sprzymierzyć się z jedną — „harcerską” — frakcją dzielącego PiS sporu.

Spór o Kapińskiego można przy tym czytać jako spór o to, co dziś jest ważniejsze: historyczne zaszłości czy walka z rządem. Prezydent nie wskazał Kapińskiego ze względu na jego niezawisłość — choć środowisko sędziowskie przedstawia go jako „mniejsze zło” na tle bardziej jastrzębich kontrkandydatów. Obrońcy decyzji prezydenta najczęściej wskazują jednak na jego decyzje krytyczne wobec obecnego rządu. Zwłaszcza na wyrok stwierdzający, że Dariusz Barski — jeden z najbliższych sojuszników Ziobry — ciągle pełni funkcję prokuratora krajowego. Kapiński zakwestionował tym samym twierdzenia Adama Bodnara, wówczas ministra sprawiedliwości, że Barski nie został nieprawidłowo przywrócony do służby po przejściu w stan spoczynku.

Dla Cenckiewicza i Kaczyńskiego historyczne spory z początków transformacji są ważniejsze niż ewentualna użyteczność Kapińskiego na stanowisku I prezesa dla obozu prawicy. Dla prezydenta Nawrockiego i jego sojuszników jest, jak widać, odwrotnie.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version