Kiedyś symbolem statusu była opalona skóra przywieziona z riwiery. Dziś, w dobie płonących lasów na Rodos i 40 st. C wskazywanych przez termometry w Rzymie, luksus zyskał nową definicję: rześkie powietrze, brak tłumów i możliwość oddechu pełną piersią.

W sierpniu Rzym pustoszeje. Nie dlatego, że przestaje przyciągać turystów, ale dlatego, że zarówno mieszkańcy, jak i odwiedzający szukają ucieczki przed falą upałów zamieniającą Wieczne Miasto w rozgrzaną betonową wyspę. Przełom nastąpił w ostatnich latach, gdy ekstremalne temperatury stały się normą. Według Copernicus Climate Change Service rok 2023 był jednym z najcieplejszych w historii pomiarów. Wtedy zaczęto coraz częściej mówić o „izotermicznym raju” – miejscach oferujących stabilne 20-22 st. C. Kierunki podróży masowo przesunęły się na Północ, a termin coolcation (połączenie słów „cool” i „vacation”) na stałe wszedł do słownika trendów jako odpowiedź na realny problem klimatyczny.

W ostatnich latach Europa doświadczała wyjątkowo wysokich temperatur, a rekordy padały nawet za kołem podbiegunowym. To jeden z powodów, dla których Skandynawia coraz częściej pojawia się w letnich rankingach podróżniczych. Linie lotnicze SAS informowały w 2025 r. o wyraźnym wzroście rezerwacji do Norwegii z Hiszpanii, Francji i Włoch. Niektóre miasta zanotowały wzrost liczby odwiedzających o ponad 50 proc. Trend zauważalny jest również w Danii.

– Dzięki letnim temperaturom, które zazwyczaj mieszczą się w przedziale 20-25 st., oraz temu, że żadne miejsce w Danii nie znajduje się dalej niż 52 km od wybrzeża, ochłoda tutaj może oznaczać kąpiel w samym sercu stolicy, odkrywanie smaganych wiatrem nadmorskich krajobrazów lub delektowanie się nordycką kuchnią nad wodą – opowiada Kathrine Lind Gustavussen z VisitDenmark. – Zachodnie wybrzeże to raj dla surferów i fanów wellness w duchu slow. W regionie Aarhus można z łatwością łączyć gastronomię czy kulturę z naturą. Kopenhaga natomiast oferuje wyjątkowy miejski styl, skupiony wokół czystych wód – dodaje.

Zmienia się także turystyka morska, dotąd kojarzona głównie z żarem śródziemnomorskich portów. Rejsy po fiordach liniami Stena Line czy Costa Cruises nie są już domeną wyłącznie seniorów. Coraz częściej wybierają je rodziny z dziećmi i młodsi podróżni, dla których kluczowe stają się kontakt z naturą i chłodniejszy klimat. Największą atrakcją są wyprawy na płaskowyż Kjerringa, jeden z najbardziej wysuniętych na zachód punktów widokowych Norwegii.

Chłodna Europa najczęściej kojarzona jest ze Skandynawią, ale prawdziwym „czarnym koniem” trendu coolcation stały się kraje bałtyckie. Litwa, Łotwa i Estonia, jeszcze niedawno traktowane raczej jako kierunki weekendowe, dziś stają się alternatywą dla przegrzanego Południa Europy. Są chłodniejsze, mniej zatłoczone i wciąż wyraźnie tańsze od Skandynawii.

Trend świadomie wykorzystuje Wilno. Zamiast rywalizować z Barceloną czy Rzymem liczbą zabytków, promuje doświadczenia, których brakuje w przegrzanych metropoliach. Litewska stolica jest jednym z niewielu miast Europy, nad którym można legalnie latać balonem nad historycznym centrum. O świcie nad dachami starówki unoszą się kolorowe balony, a miasto wygląda bardziej jak Kapadocja niż klasyczna stolica w regionie Europy Środkowej. Miasto coraz mocniej stawia również na wydarzenia sportowe i miejskie doświadczenia.

– Mało która stolica może pochwalić się piętnastoma plażami oddalonymi o zaledwie pół godziny jazdy od centrum, w tym trzema z Błękitną Flagą. Wilno to także lasy, parki i setka kilometrów szlaków pieszych okalających miasto. Lato tutaj nie oznacza jednak nudy: od festiwalu chłodnika, przez Noc Kultury, po liczne koncerty i wystawy plenerowe, sezon w Wilnie jest intensywny i odświeżający – mówi Vilma Daubariene, Head of Tourism Go Vilnius.

Fakt, że kraje bałtyckie stają się azylem dla uciekających przed upałami, potwierdzają też hotelarze. – Wyraźnie widzimy zmianę w letnich nawykach podróżnych i rosnącą liczbę gości z Europy Południowej, Bliskiego Wschodu, a także z Polski. Wybierają Rygę, by uciec przed ekstremalnymi falami upałów. Stawiają na „metropolitalne orzeźwienie” i możliwość delektowania się wyrafinowaną kulturą miejską w komfortowym klimacie – zdradza nam Paweł Pańczak, general manager hotelu Pullman Riga Old Town.

– Ryga oferuje luksus, przestrzeń i ciszę, co mocno rezonuje z wymagającym polskim rynkiem. Wytchnienie od gorąca można znaleźć, spacerując zacienionymi uliczkami dzielnicy secesyjnej lub podczas rejsu Kanałem Ryskim. W samym hotelu azylem dla gości stała się strefa wellness. Kryty basen i spa to dziś główne magnesy dla osób pragnących regeneracji – dodaje Pańczak.

Również Wielka Brytania coraz częściej pojawia się w letnich zestawieniach popularnych kierunków turystycznych. Szkocja czy Kornwalia przyciągają nie tylko klimatem, lecz także zielonymi krajobrazami i możliwością ucieczki od tłumów Południowej Europy. Natomiast na stolicę globalnego trendu coolcation wyrasta Islandia – kraina gejzerów, lodowców i wulkanicznych bezdroży. Latem wyspa oferuje temperatury oscylujące w granicach niezwykle komfortowych 15-20 st. oraz białe noce. Ten dodatkowy zastrzyk energii sprzyja wielogodzinnym trekkingom po polach lawowych oraz podróżom samochodowym kultową drogą nr 1, podczas których słońce nigdy nie znika na dobre za horyzontem.

W 2025 r. kraj ten odwiedziło rekordowe 2,5 mln turystów, co przy 370 tys. stałych mieszkańców jest wynikiem astronomicznym. Do popularyzacji tego kierunku w Polsce znacząco przyczyniły się Polskie Linie Lotnicze Lot, które dzięki bezpośrednim rejsom z Warszawy do Keflaviku otworzyły wyspę na nurt turystów szukających chłodu. – Zauważamy rosnącą popularność rejsów do krajów nordyckich i Islandii, ale także kierunków, które oferują bardziej komfortowe temperatury, kontakt z naturą i możliwość aktywnego wypoczynku – mówi nam Krzysztof Moczulski, rzecznik prasowy PLL Lot. – Coraz więcej podróżnych szuka dzikiej przyrody, przestrzeni, surowego krajobrazu i miejsc, które pozwalają odpocząć od ruchliwych centrów wielkich miast. Dodatkowym impulsem dla podróży w sierpniu będzie całkowite zaćmienie słońca, widoczne m.in. w Bergen, Oslo, Stavanger i Keflaviku. To potwierdza, że współczesne podróże coraz częściej budowane są wokół wyjątkowych wydarzeń i przeżyć – dodaje Moczulski.

W najwyższych partiach gór trend coolcation przybiera formę „ucieczki pionowej” – każdy tysiąc metrów w górę to rześki spadek temperatury o około sześć stopni. Szwajcaria pozycjonuje się jako lider tego nurtu, promując podróże pociągiem panoramicznym Ekspres Lodowcowy, który pozwala podziwiać alpejskie lodowce z poziomu klimatyzowanych, przeszklonych wagonów. Z kolei włoskie Dolomity przyciągają fanów tras via ferrata. Te „żelazne drogi” w cieniu ścian Południowego Tyrolu oferują klimat sprzyjający wysiłkowi nawet w szczycie lata. Równie mocno Polacy kochają słowackie Tatry, będące alternatywą dla obleganych szlaków w kraju.

– W słowackich Tatrach trend coolcation widać w twardych danych, odnotowaliśmy siedmioprocentowy wzrost zainteresowania letnimi pobytami w porównaniu z rokiem poprzednim. Słowacka część Tatr jest znacząco większa od polskiej, co przekłada się na mniejsze zagęszczenie turystów – opowiada Marian Galajda, rzecznik prasowy Tatry Mountain Resorts. – Idealną ucieczką od upałów jest wjazd na szczyt Łomnicy (2634 m n.p.m.) czy spacer do Wodospadów Zimnej Wody, gdzie rozpylona woda tworzy rześki mikroklimat. Turyści coraz chętniej odkrywają też letni spokój pod Chopokiem oraz chłód jaskiń krasowych. Logistycznym przełomem okazało się bezpośrednie połączenie Wizz Air z Gdańska do Popradu. Dzięki niemu mieszkańcy północnej Polski mogą w niecałą godzinę zamienić bałtyckie plaże na górską gastronomię i orzeźwiające szlaki Szczyrbskiego Jeziora.

Trend coolcation to nie tylko domena Starego Kontynentu, lecz globalna migracja w poszukiwaniu termicznego komfortu. Podczas gdy północna półkula walczy z upałem, Australia i RPA oferują rześką zimę, która dla Europejczyka jest synonimem idealnej wiosny. W Sydney czy Kapsztadzie temperatury od czerwca do sierpnia oscylują w granicach 12-20 st. Właśnie ten łagodny klimat napędza popyt na nowe kierunki. Według danych Trip.com Group z 2026 r. zainteresowanie „odwróconymi wakacjami” wzrosło o 74 proc. rok do roku.

W RPA to czas pory suchej – trawy w Parku Krugera są niskie, a zwierzęta tłumnie gromadzą się przy wodopojach, co czyni safari bezpieczniejszym, choćby ze względu na mniejszą aktywność komarów. Z kolei w Kanadzie, w sercu Gór Skalistych, lipiec to czas, gdy powietrze staje się krystaliczne, a temperatury sięgają 21 st. Właśnie w tym regionie odnotowano rekordowy, ponadtrzykrotny wzrost wyszukiwań ofert typu coolcation wśród turystów z południowych stanów USA.

Ciekawostką jest, że w australijskich Górach Śnieżnych w tym czasie panuje pełnia sezonu narciarskiego, co dla podróżników uciekających z rozżarzonego Madrytu czy Rzymu jest doświadczeniem niemal surrealistycznym. To globalne przesunięcie pokazuje, że turystyka coraz rzadziej goni za słońcem, a coraz częściej szuka komfortu.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version