Jeśli zwolnienie będzie oznaczać dla Ukraińców ryzyko deportacji, to zaczną oni godzić się na znacznie gorsze warunki pracy. A to uderzy w ich polskich kolegów. Staniemy też przed dylematem: albo szukać pracowników z bardziej odległych od nas kulturowo obszarów niż Ukraina, albo pogodzić się z niższym PKB.

Ukraińcy są na polskim garnuszku? Te wyliczenia rozwiewają wątpliwości

Według sondażu IBRiS dla „Rzeczpospolitej” ponad dwie trzecie (67,2 proc) ankietowanych popiera deportację na front niepracujących, przebywających w Polsce Ukraińców w wieku poborowym. W tym 43,8 proc. pytanych popiera ją zdecydowanie. Wśród wyborców prawicowej opozycji samych popierających zdecydowanie jest 61 proc., a w sumie taką politykę poprzeć gotowych byłoby poprzeć 78,2 proc. wyborców partii w spektrum od Rozwoju Plus po Konfederację Korony Polskiej.

PiS, składając swoją propozycję, dobrze wyczuł – albo dobrze wcześniej przebadał – nastroje społeczne.

Te liczby są po prostu dramatyczne. Pokazują jak bardzo negatywne, antyukraińskie emocje – pracowicie latami podsycane przez skrajną prawicę i rosyjskie działania hybrydowe – zawładnęły opinią publiczną w Polsce. Do tego stopnia, że znacznie będą utrudniały, jeśli nie umożliwiały dyskusję o racjonalnej polityce wobec Ukrainy i Ukraińców w najbliższych miesiącach.

Bo deportacja wszystkich mężczyzn w wieku poborowym, którzy nie pracują, jest całkowicie nieracjonalną polityką. Od razu pojawiają się pytania co np. z osobami z niepełnosprawnościami, opiekującymi się starszym członkiem rodziny albo pracującymi w branżach, gdzie praca ma sezonowy charakter.

Niezależnie od tych trudności, podobna polityka to niemal pewna recepta na popsucie polskiego rynku pracy. Jeśli dla Ukraińców zwolnienie będzie oznaczać ryzyko deportacji, to zaczną oni godzić się na znacznie gorsze warunki pracy. A to uderzy także w ich polskich kolegów.

Jakaś część Ukraińców zacznie się też zastanawiać, czy jest sens dalej wiązać swoje życie w Polską. A jeśli wyjadą, to staniemy przed dylematem: albo szukać pracowników z bardziej odległych od nas kulturowo obszarów niż Ukraina, albo pogodzić się z niższym PKB. Bo bez pracowników gotowych wykonywać prace, jakich dziś podejmują się Ukraińcy – a często nie chcą się podejmować Polacy – PKB rosnąć będzie wolniej.

Polski rynek pracy coraz bardziej zależy od migracji. Według raportu „Migracja w Polsce” ZUS szacuje, że w Polsce pracuje dziś od 2 do 2,5 mln cudzoziemców. Wkład cudzoziemców pracujących w kraju w polskie PKB miał wynieść w zeszłym roku 416 mld złotych – czyli 10,7 proc. naszego PKB w 2025.

Szczególną rolę odgrywa tu migracja z Ukrainy. I w naszym interesie jest, byśmy jako kraj pozostali atrakcyjni dla migrantów z Ukrainy i by ci, którzy już znaleźli się na terenie Polski, pozostali tu jak najdłużej.

Ukraińscy migranci stosunkowo łatwo się bowiem integrują, na ogół uczą się języka, nie sprawiają też znaczących problemów np. z przestępczością – w zeszłym roku byli odpowiedzialni za 1,3 proc. przestępstw popełnionych w kraju. Stopień aktywności zawodowej wśród Ukraińców jest też bardzo wysoki, zbliżony do tego wśród Polaków.

Można więc powiedzieć, że migracja z Ukrainy w Polsce jest przykładem sukcesu imigracyjnego. Lepszej migracji: bardziej produktywnej, gotowej do integracji, przestrzegającej prawa na tę skalę raczej nie znajdziemy. Rozwalanie tego sukcesu w imię złych emocji narastających wokół takich kwestii jak spór o historię sprzed prawie 80 lat byłoby dowodem, że Polska debata publiczna zupełnie odrywa się od rzeczywistości i zaczyna się toczyć wokół całkowicie irracjonalnych kryteriów.

Liczby popierające deportacje Ukraińców są tym bardziej zdumiewające, gdy pamiętamy, że jeszcze 4,5 roku temu, w lutym 2022 roku, gdy Putin rozpoczął pełnoskalową inwazję na Ukrainę, polskie społeczeństwo zmobilizowało i zorganizowało się w niezwykłym stopniu, by pomóc ukraińskim uchodźcom. Wolontariusze pojawili się przy granicy i na dworcach kolejowych w całym kraju. Ukraińcy mogli liczyć na ciepły posiłek, transport samochodem spod granicy do miejsca, gdzie chcieli się zatrzymać, pomoc w znalezieniu zakwaterowania i pracy. Całkiem sporo Polaków pozwoliło Ukraińcom zamieszkać w swoich domach, do czasu aż staną w kraju na nogi i znajdą sobie swoje własne miejsce do życia.

Ta mobilizacja była wyjątkowa na tle innych krajów regionu, które w 2022 roku masowo przyjęły uchodźców z zaatakowanej Ukrainy. Polskie społeczeństwo ma z niej prawo być dumne, to jak zareagowaliśmy w 2022 roku – odruch bezwarunkowej solidarności połączony ze sprawną, obywatelską organizacją – wystawia nam jak najlepsze świadectwo i pięknie zapisuje się w polskiej historii.

Tym bardziej smutne jest obraz wyłaniający się z sondażu IBRiS. PiS, sprzedając ten pomysł, tłumaczył, że chodzi o polskie bezpieczeństwo i pomoc walczącej Ukrainie, która potrzebuje rekrutów. Jest oczywiste, że poparcie dla tych postulatów nie wynika ze wsparcia dla ukraińskiego wysiłku wojennego, ale z negatywnych emocji wobec Ukraińców, czy wręcz skierowanego przeciw nim sadyzmu społecznego.

Jak znaleźliśmy się w tym miejscu? Było oczywiste, że entuzjazm z zimy 2022 roku na dłuższą metę jest nie do utrzymania. Że w związku z obecnością Ukraińców w kraju pojawią się różnego rodzaju napięcia. Swoją cegiełkę dołożyła też polityka ukraińskich władz i brak szacunku dla polskiej wrażliwości w takich sprawach jak zbrodnia wołyńska. Jednocześnie nie byłoby takich liczb, gdyby nie konsekwentny antyukraiński przekaz polskiej prawicy. Jej konfederacka część jest albo otwarcie antyukraińska, albo ukrainosceptyczna. Ta bardziej pisowska próbuje prowadzić politykę łączącą wsparcie dla wysiłku zbrojnego Ukrainy z obsługą coraz bardziej antyukraińskich emocji. Efekt jest podobny: wzmacnianie społecznych postaw wobec Ukraińców w kraju, które są całkowicie nieracjonalne z punktu widzenia polskich interesów.

Co ma w tej sytuacji robić rząd Tuska? Na pewno nie powinien wdawać się w antyukraińską licytację z prawicami. Jakie nie byłoby poparcie dla pomysłu deportacji, jest on fatalny i zadaniem odpowiedzialnych polityków jest wytłumaczyć to społeczeństwu. Jednocześnie rząd może i powinien pokazać, że poważnie traktuje poważne przestępstwa popełnianie przez migrantów – także z Ukrainy – i jest gotów sięgnąć wobec nich po takie narzędzia jak deportacje.

Podstawowe zadanie to uspokojenie społecznych emocji, tak by nie dochodziło do kolejnych wymierzonych w Ukraińców aktów przemocy oraz przywrócenie jakiejś elementarnej racjonalności w polskiej debacie publicznej na temat relacji Polski z Ukrainą i między obywatelami obu tych państw.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version