Rosja atakuje Ukrainę. Relacje mieszkańców Charkowa i Kijowa na temat sytuacji w kraju

0
95

Na ukraińskie miasta spadają pociski rakietowe, w sklepach brakuje jedzenia, ludzie uciekają w głąb kraju. Łukasz Wieczorek skontaktował się z obywatelami Ukrainy z różnych części kraju. Opowiedzieli reporterowi, jak wygląda dziś życie w miastach i wsiach, gdzie w każdej chwili może spaść rakieta. Materiał magazynu „Polska i Świat”.

W Charkowie do ataku doszło w dzielnicy, w której mieszka pan Andrzej. – Dzieci i kobiety wciąż płaczą. Nikt nie był przygotowany na taki atak – mówi mężczyzna. Pan Andrzej szykuje się do ucieczki z miasta.

Pani Katarzyna już uciekła z rodziną z ostrzeliwanego Kijowa. Jej córka 1 marca skończyła 6 miesięcy. – Uciekłam z Kijowa przez zagrożenie dla mojego dziecka. Obudziłam się w nocy od strasznego wybuchu. Niebo było całe czerwone. Zrozumiałam, że muszę zostawić miasto dla swojego bezpieczeństwa – wyjaśnia kobieta.

Nikt nie jest pewny jutra

Artem ciągle jest w stolicy. Pokazał reporterom, gdzie spędza noc. – Śpię w korytarzu, ponieważ polecono nam, żeby pomiędzy ulicą były przynajmniej dwie, trzy ściany. Nie mogę spać w swoim mieszkaniu, w swoim łóżku – podkreśla mieszkaniec Kijowa.

Toczą się ciężkie walki o CharkówSERGEY KOZLOV/PAP/EPA

Trudno jednak mówić o spaniu, gdy słychać syreny czy wybuchy. – W nocy jest strasznie, idziesz spać i nie wiadomo, czy nie rzucą na ciebie bomby i możesz się nie obudzić – stwierdza Artem.

– Nikt nie jest pewny, że będzie żył jutro. Strasznie jest cały czas, tu jest prawdziwa wojna. W centrum Kijowa strzelają – mówi mieszkająca w obwodzie winnickim pani Anna. – Wiedzieliśmy, co się dzieje w Charkowie, że tam rozstrzelali centrum miasta. To wygląda, jak II wojna światowa. Na razie rozmawiam z panem, to nie mam żadnej gwarancji, że nie będą strzelać – dodaje.

W Charkowie zaczyna brakować jedzenia. Ale nie tylko jedzenia. – Nie ma możliwości kupić pieluszek, tego wszystkiego już nie ma. Jakieś mleko, jedzenie dla dzieci. Apteki są pozamykane wszędzie – zwraca uwagę Wika Dawidowa z Charkowa.

Na ukraińskie miasta spadają bombySERGEY KOZLOV/PAP/EPA

Matki rezygnują z przebywania w schronach, bo jest tam zimno. Dzieci chorują. – Władze Kijowa poprosiły apteki, żeby się otworzyły, bo większość jest zamknięta – mówi Roman Kabaczij. – Widziałem przed chwilą zdjęcia, moja koleżanka mieszka w rejonie wieży telewizyjnej, gdzie był ostrzał wczoraj, że w sklepach praktycznie nic nie ma – dodaje. Pan Roman sam nauczył się piec chleb.

Zbyt późno na ucieczkę z miasta

Wika Dawidowa chciała uciec z Charkowa. Dziś jest to jednak zbyt niebezpieczne. – W całym mieście są ostrzały. Nie wiesz, gdzie ta bomba wleci. Nie ma gdzie zatankować samochód, nie ma benzyny – wylicza.

Nie brakuje za to woli walki. Ukraińcy wierzą, że obronią swój kraj. – Mam własny sklep, magazyn, na przykład z powerbankami. Daliśmy to wszystko dla wojska, ponieważ to będzie im potrzebne, żeby utrzymać komunikację – mówi Artem.

Pani Katarzyna z Rosją nie chce mieć już nic wspólnego. Zna rosyjski, ale obiecała sobie, że już w tym języku nie powie ani słowa. – Rosyjscy żołnierze zabijają rodziców, dzieci, i nie chcę mieć nic wspólnego z tym językiem – podkreśla.

OGLĄDAJ NA ŻYWO W TVN24 GO

Źródło zdjęcia głównego: SERGEY KOZLOV/PAP/EPA

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj