Bernie Sanders czy były senator z Alabamy Doug Jones — to nie ma znaczenia. Demokraci coraz chętniej sięgają po słowo „walka”, budując wizerunek osób nieustępliwych i gotowych do boju tuż przed tegorocznymi wyborami śródokresowymi.
Słowo to wciąż powtarzane jest na wiecach, podczas spotkań z wyborcami i w mailach fundraisingowych. Grupa progresywnych senatorów zaczęła wręcz nazywać siebie „fight clubem”. Lewica chce w ten sposób jasno pokazać wyborcom, że zamierza na poważnie stawić czoła MAGA i Donaldowi Trumpowi.
Brad Lander ujął to wprost w swoim przemówieniu po zwycięstwie nad urzędującym reprezentantem Danem Goldmanem w 10. okręgu Nowego Jorku: — Kiedy ogłaszałem swój start, mówiłem, że nie chodzi tu o spór progresywnych z umiarkowanymi. Chodzi o tych, którzy walczą, i tych, którzy się poddają.
Nie on jeden jest takiego zdania.
Demokratyczny motyw „walki”
— Gdy pytam ludzi: „czego oczekujecie?”, nie zawsze odpowiadają mi konkretnymi rozwiązaniami. Mówią: „chcę kogoś, kto pójdzie dla mnie na całość i będzie walczył o moje sprawy” — powiedziała podczas marcowej rozmowy z „Newsweekiem” kandydatka na senatorkę z Illinois, Juliana Stratton.
— Kalifornia potrzebuje wojownika z prawdziwymi osiągnięciami — stwierdził w kwietniowej debacie Xavier Becerra, ubiegający się o stanowisko gubernatora Kalifornii. — Stanąłem do walki z Trumpem i wygrałem.
— Kolorado potrzebuje gubernatora, który potrafi walczyć — mówił w reklamie wyborczej ze stycznia Phil Weiser, który we wtorek zwyciężył w partyjnych prawyborach. — Jako gubernator będę nadal walczył o prawa i wolność wszystkich mieszkańców Kolorado.
W niemal każdej demokratycznej prawyborczej kampanii w tym roku — od Maine, przez Nowy Jork i Illinois, aż po Kalifornię — kandydaci odwoływali się do motywu walki na wiecach, spotkaniach z wyborcami i w wywiadach. Hasło „wojownik” działa na polityczną wyobraźnię i portfele. Jak wynika z danych Federalnej Komisji Wyborczej, od czasu objęcia urzędu przez Donalda Trumpa zarejestrowano co najmniej 43 polityczne komitety akcji (PAC) powiązane z demokratami, które w nazwach mają wariację słowa „walka”.
Donald Trump po zamachu na jego życie w Butler w stanie Pensylwania próbował przejąć rolę „wojownika” republikanów. Wznosząc pięść i skandując słowo „walka”, zainspirował powstanie takich komitetów jak Fight Like Hell PAC czy Fight! Fight! Fight! PAC. Jednak teraz, gdy republikanie rządzą w Waszyngtonie, demokraci starają się przejąć to słowo.
„Walka” to nowy „opór”?
Skąd wzięła się ta nagła popularność pojęcia „walki”? Faiz Shakir, główny strateg kampanii prezydenckiej Berniego Sandersa w 2020 r., założyciel organizacji medialnej More Perfect Union i jeden z czołowych progresywnych myślicieli w USA, ma na ten temat własną teorię, która pokazuje, jak Partia Demokratyczna zmieniła się pod wpływem pierwszej kadencji Trumpa.
— To przypomina mi używanie słowa „opór” podczas pierwszej kadencji Trumpa — powiedział Shakir „Newsweekowi”. — Miało ono kojarzyć się z emocjami antytrumpowskimi wśród większości społeczeństwa.
„Opór” był kluczowym hasłem demokratów podczas pierwszej kadencji Trumpa, ponieważ wierzyli oni, że MAGA to tylko chwilowa moda. Ameryka po raz pierwszy doświadczyła jego politycznej kariery, a sam Trump odniósł przecież porażkę na rzecz Hillary Clinton w tzw. popular vote, czyli głosowaniu powszechnym. Chodziło wtedy o utrzymanie przekonania, że normy społeczne nie zostały trwale naruszone.
Jednak historia pokazała, że Trump to nie przypadek. Zamiast przeczekać i liczyć na powrót do normalności, demokraci zrozumieli, że muszą walczyć o taką przyszłość, jakiej pragną. Właśnie dlatego, jak mówi Shakir, postacie takie jak Sanders, kongresmenka Alexandria Ocasio-Cortez czy burmistrz Nowego Jorku Zohran Mamdani są najskuteczniejszymi rzecznikami przedstawiającymi nie tylko to, z czym partia walczy, ale też o co walczy.
— To kluczowe, żebyśmy nie ograniczali się tylko do haseł „opór” czy „walka” — podkreśla Shakir. — Musimy mówić Amerykanom konkretnie, jak zamierzamy to osiągnąć, jakie mamy uprawnienia, jaką mamy wizję oraz to jaki plan czy program mamy do zaoferowania.
Demokratyczni wojownicy i outsiderzy
Jedną z osób, które wcieliły tę energię w życie, jest strateżka kampanii demokratycznych Rebecca Katz. W styczniu 2025 r. — jeszcze zanim słowo „walka” stało się modne — Katz współzałożyła firmę doradczą Fight Agency, która pomogła odnieść sukces w prawyborach takim kandydatom jak Mamdani, Lander czy Graham Platner z Maine. Członkowie Fight Agency wcześniej prowadzili zwycięskie kampanie senatorów Rubena Gallego i Johna Fettermana.
Katz uważa, że wyborcy są sfrustrowani systemem, polityką w Waszyngtonie i patrzeniem na to, jak elity biznesowe bogacą się w czasach rosnących kosztów życia. „Wojownicy”, których promuje jej agencja, to outsiderzy skoncentrowani na walce z tymi zjawiskami.
— Nie chodzi tylko o używanie słowa „walka”. Ważne jest, o kogo walczysz i z czym się zmagasz — powiedziała „Newsweekowi”. — Jeśli tego nie wiesz, nie jesteś w tym szczery i dalej bierzesz pieniądze od ludzi, przeciwko którym rzekomo walczysz, to się nie liczy. Myślę, że wyborcy to dostrzegą.
Katz, która w przeszłości kierowała centrum szybkiego reagowania senatora Harry’ego Reida, zauważa, że w czasach rozczarowania polityką i gospodarką zwykli wyborcy oczekują wojownika. Zwraca jednak uwagę na to, że w Waszyngtonie zaczęto to rozumieć dopiero wtedy, gdy liderzy zobaczyli sukces trasy Fighting Oligarchy Tour Sandersa i Ocasio-Cortez.
— Tryb wojownika zrodził się z poczucia, że nikt inny nie walczy o zwykłych ludzi — mówi Katz. — Myślę, że wielu polityków zaczęło na to reagować.
Trudno przewidzieć to, jak długo potrwa ta akcja. Choć hasło walki z Trumpem dobrze działa na wyborców demokratycznych w prawyborach, niekoniecznie przekonuje niezdecydowanych wyborców z tzw. fioletowej Ameryki, a okres prawyborów powoli się kończy.
Jak powiedział „Newsweekowi” Liam Kerr, współzałożyciel Welcome PAC, skupiającego się wyłącznie na wyborach umiarkowanych demokratów, o ile to hasło może rozgrzewać elektorat partii w prawyborach, to nie trafia już tak mocno do wyborców środka, którzy cenią sobie polityczną uprzejmość i wolą konkretne efekty od wielkich słów. Być może więc „walka” to rzeczywiście hasło chwilowe. Jeśli Kerr ma rację, w sezonie wyborów śródokresowych „walka” podzieli los wcześniejszego „oporu”.
— Przypomina mi się tu cytat Margaret Thatcher: bycie silnym jest jak bycie damą. Jeśli musisz to wszystkim powtarzać, to znaczy, że wcale nią nie jesteś — powiedział Kerr w rozmowie z „Newsweekiem”. — Mówienie „jestem wojownikiem” zazwyczaj oznacza coś odwrotnego. Oznacza, że mówię ci to, co chcesz usłyszeć, składam złudne obietnice i próbuję wpasować się tam, gdzie jeszcze nie pasuję.
Tekst opublikowany w amerykańskim „Newsweeku”. Tytuł, lead i śródtytuły od redakcji „Newsweek Polska”.

