O kompetencjach przyszłości najczęściej myślimy, zastanawiając się, czego powinniśmy uczyć młodych. Tymczasem z jedną z najważniejszych sami mamy coraz większy problem. Dlaczego w świecie pełnym gotowych odpowiedzi i informacyjnego chaosu umiejętność krytycznego myślenia staje się bezcenna? I jak ją rozwijać?
Krytyczne myślenie to nasza ochrona przed manipulacją, dezinformacją i innymi zagrożeniami, które czyhają na nas, żyjących w społeczeństwie informacyjnym. Rozwój technologii pozwala na niemal nieograniczony przepływ treści, te zaś realnie wpływają na nasze życie, na podejmowane przez nas decyzje, zachowania, światopogląd. Dlatego to bardzo ważne, by nasze dzieci umiały myśleć krytycznie i wybierać z oceanu informacji to, co im sprzyja, a pomijać treści szkodliwe.
Najnowszy Newsweek Psychologia już w sprzedaży!
Foto: Materiały prasowe
Co jest prawdą, a co nie
To trudna sztuka i naprawdę łatwo w niej o błędy. Właściwie — nie da się ich uniknąć. Każdy, kto przeczytał książkę Hansa Roslinga „Factfulness” i odpowiedział na pytania autora sondujące wiedzę (lub intuicję) czytelnika, mógł poczuć na własnej skórze, jak bardzo dał się wkręcić w popularne narracje i jak bardzo rozmijają się one z faktami. Ta książka powstawała niemal dekadę temu, od tego czasu chaos informacyjny tylko narastał. Szacuje się, że obecnie każdego dnia docierają do nas 74 gigabajty danych. Można się w tym pogubić. I gubimy się — choć wielu uważa, że umie wyczuć, co jest prawdą, a co nie.
Wyniki badania „Dezinformacja oczami Polaków. Edycja 2024” pokazują, że nie jesteśmy odporni na fałszywe przekazy. Aż 91 proc. badanych zdecydowanie zgodziło się z przynajmniej jedną teorią niemającą pokrycia w faktach. W badanych obszarach najwięcej pomyłek dotyczyło energetyki i zdrowia, na dalszych miejscach były technologie, polityka oraz klimat.
To nie jest dobra wiadomość. Ale można z niej wysnuć konstruktywne wnioski. Po pierwsze, sporo przed nami nauki. Po drugie, krytycznego myślenia możemy uczyć się razem z naszymi nastoletnimi dziećmi i pokazywać im, że nikt nie jest nieomylny. Jeśli zaś wytkną nam błędy, to tym lepiej. Przecież właśnie o to chodzi, by były dociekliwe i nie przyjmowały za pewnik tego, co im ktoś mówi.
Ktoś mógłby powiedzieć, że krytyczne myślenie było w cenie zawsze. Dlaczego więc miałoby być kompetencją przyszłości? Przyjrzyjmy się danym. Według Reuters Institute Digital News Report 2025 dla 77 proc. Polaków głównym źródłem informacji jest internet, przy czym 48 proc. czerpie wiedzę z mediów społecznościowych. Jest to przestrzeń, w której każdy może opublikować niemal wszystko, w dużej mierze są to opinie, a nie fakty. Dużo jest fałszywych wiadomości, które — jak zmierzono — rozprzestrzeniają się dużo szybciej od tych prawdziwych. Badacze z Oxford Internet Institute w 2020 r. zidentyfikowali zorganizowane kampanie dezinformacyjne w mediach społecznościowych w 81 krajach świata. Za akcjami dezinformacyjnymi stały rządy, partie, służby bezpieczeństwa, organizacje terrorystyczne i firmy, a treści miały siać zamęt w kwestiach społecznych, politycznych, zdrowotnych. Dołóżmy do tego rozwój i dostępność narzędzi sztucznej inteligencji, możliwość generowania obrazów, filmów, dźwięku i treści, zaprzęgania botów do tworzenia złudzenia, że jakaś teoria ma wielu zwolenników. Z weryfikacją takich informacji mają problem dobrze wykształceni dorośli. A dzieci?
Młodzi pod wpływem
W okresie dorastania odbiorca treści nie ma jeszcze doświadczenia ani zgromadzonej wiedzy z różnych dziedzin życia. Aż 75 proc. młodych osób w 2021 r. (badanie UNICEF) nie potrafiło ocenić, czy informacja z internetu jest prawdziwa, czy nie. Nastolatkowie nie znają metodologii badań, mają trudności z odróżnieniem jakościowych informacji od tego, co jest po prostu popularnym przekazem. Łatwo ulegają teoriom spiskowym (bo one dają proste wyjaśnienia złożonych problemów) i emocjom — a te utrudniają logiczne myślenie i dostrzeganie niuansów. Młodzi są też podatni na przekazy emocjonalne, wyraziste, sprzyjające polaryzacji i radykalizowaniu się postaw. Dzieci i młodzież to jedna z grup społecznych szczególnie podatnych na manipulację i do nich właśnie często kierowane są treści mające wprowadzić w błąd, szerzyć dezinformację, wypaczać fakty, nakłaniać do nielegalnych lub nieetycznych działań.
Kłopot w tym, że nie wystarczy skutecznie poinformować młodych, że w sieci jest dużo kłamstw. Ba — oni często zdają sobie z tego sprawę. Aż 36 proc. młodych dorosłych w badaniu Eurobarometr z 2025 r. wskazało dezinformację jako największe wyzwanie dla demokracji.
Młodzi nie ufają mediom i często nie wierzą w prawdziwe informacje, co może być równie groźne jak ufanie fake newsom. Zalew informacji, z których każda może być kłamstwem, to idealne warunki, by w ludziach narastały lęk, poczucie bezradności i niechęć do angażowania się w działania społeczne. No bo komu zaufać? Za czym pójść? Na czym się oprzeć? Tu otwiera się przestrzeń dla osób, które podadzą proste rozwiązania, atrakcyjne wizje, obietnice sukcesu i wykorzystają zagubienie młodych do swoich celów. Albo — dla rodziców i innych mądrych wspierających dorosłych, którzy będą otwarci na rozmowy, cierpliwi, spokojni i po prostu obecni. Mają wtedy szansę pomagać młodym osobom w oswajaniu chaosu i budowaniu kompetencji potrzebnych dla zachowania bezpieczeństwa.
Joanna Szulc — absolwentka socjologii i psychologii klinicznej, dziennikarka i redaktorka. Zajmuje się psychoedukacją i wspieraniem rodziców. Autorka książek i tekstów o rozwoju dzieci, problemach nastolatków i wyzwaniach rodzicielstwa. Mama dwóch córek

