Minister Jolanta Sobierańska-Grenda zaprezentowała w środę propozycje zmian w systemie ochrony zdrowia. Na pierwszy plan wysunęła się walka z tzw. kominami płacowymi czyli najwyższymi, nierzadko bulwersującymi opinię publiczną zarobkami lekarzy. Państwo chce mieć wgląd w to, ile zarabiają medycy. Ustawa w tej sprawie przeszła przez parlament i czeka na podpis prezydenta. Na tym nie koniec.
Minister zapowiedziała jednocześnie wprowadzenie maksymalnego wynagrodzenia godzinowego dla lekarzy – 240 brutto zł za godzinę. Stawka ta, jak mówiła na konferencji prasowej, ma dotyczyć nie tylko etatów, ale także kontraktów. – To wychodzi miesięcznie około 40 tys. zł brutto – wyliczała minister.
Poza wprowadzeniem maksymalnych poziomów wynagrodzeń indywidualnych mają zostać określone także maksymalne wydatki na wynagrodzenia w ramach budżetów szpitali ze środków NFZ, nieprzekraczające 80 proc. Za przekroczenie limitów mają grozić kary.
Poza tym minister zapowiedziała wprowadzenie centralnej e-kolejki na zbiegi planowe, co ma ukrócić nadużycia takie jak „saloniki VIP” i spowodować, że „każdy pacjent będzie mógł transparentnie obserwować swoje miejsce w kolejce„.
Z kolei do końca 2027 roku ma powstać e-rejestracja do lekarzy 39 specjalizacji dla wszystkich pacjentów.
Marek Balicki: Monitoring kolejek? Pacjenci oczekują ich skrócenia
– Ogólne wrażenie po konferencji pani minister jest rozczarowujące – mówi Interii Marek Balicki, były minister zdrowia, lekarz psychiatra i członek prezydenckiej Rady ds. Zdrowia.
– Po pierwsze, premier oczekiwał od Ministerstwa Zdrowia i NFZ przedstawienia działań służących realnej naprawie systemu. To, co usłyszeliśmy na konferencji, taką naprawą nie jest. Przedstawiono jedynie kilka fragmentarycznych rozwiązań, nie wskazując przy tym celów istotnych dla pacjentów. Przykładowo, w kwestii kolejek oczekuję informacji, kiedy i o ile te kolejki realnie się skrócą – mówi.
– Tymczasem słyszę od pani minister, że będzie lepszy monitoring kolejki. Przejrzystość jest ważna, ale jeśli ktoś poważnie choruje, to zależy mu żeby szybciej uzyskać pomoc – dodaje.
Jednocześnie Balicki zwraca uwagę, że czas oczekiwania na zabiegi planowe ewidentnie się wydłuża, mimo że nakłady na ochronę zdrowia rosną.
Ochrona zdrowia. „Czas pracy lekarzy musi być ujęty w ramy”
Na środowej konferencji zabrakło także konkretnych rozwiązań dotyczących czasu pracy lekarzy. Dopiero dopytywana o tę kwestię przez dziennikarzy minister zdrowia stwierdziła, że resort „skłania się do tego, żeby przyjąć poziom dwóch etatów”.
– To jedynie ogólne stwierdzenia, a przecież wiemy, że za niecałe półtora roku wygasa ustawowy zapis o klauzuli opt-out dla lekarzy zatrudnionych na umowę o pracę. W przypadku kontraktów nie ma obecnie żadnych reguł, co prowadzi do wielogodzinnych, niebezpiecznych dyżurów. Naczelna Izba Lekarska postuluje stworzenie ram prawnych zapewniających bezpieczeństwo zarówno pacjentom, jak i lekarzom – mówi Interii Marek Balicki.
Jak dodaje były szef resortu, według dyrektywy unijnej lekarz nie powinien pracować więcej niż 48 godzin tygodniowo.
– Przy dobrowolnym podpisaniu oświadczenia opt-out, zachowując niezbędne okresy odpoczynku, maksymalny czas pracy może wynieść do 78 godzin tygodniowo. Tymczasem przyjmując średnio 160 godzin na etat miesięcznie, dwa etaty to około 320 godzin. Pani minister nie powiedziała tu niczego nowego, całkowicie pomijając kwestię umów kontraktowych. Czas pracy lekarzy musi być ujęty w ramy – podkreśla.
I zwraca szczególną uwagę na lekarzy pracujących na SORach. – Tutaj te normy czasu pracy powinny być zbliżone do uregulowań, które mają kierowcy – proponuje. Standardem na SOR są zmiany 12-godzinne i odpoczynek.
Odnosząc się do propozycji „maksymalnie 240 zł brutto za godzinę” dla lekarza, Marek Balicki stwierdza, że „większość medyków zarabia mniej, więc się ucieszy”.
– Niemniej w przypadku bardzo wąskich specjalności i złożonych procedur, limitowanie stawki do 240 zł może stworzyć problemy w funkcjonowaniu systemu – zaznacza. A to zła wiadomość dla pacjentów.
„System doszedł do ściany. Od lat powtarzany jest ten sam błąd”
– Ten system doszedł do ściany – podkreśla Marek Balicki.
– Mamy 300 właścicieli szpitali i żaden z nich z osobna nie jest w stanie sprawować skutecznego nadzoru. Pokazał to przykład Warszawy. Potrzebujemy odpolitycznionych agencji na poziomie wojewódzkim, które przejęłyby rolę właścicielską nad wszystkimi szpitalami w regionie, z wyjątkiem instytutów i szpitali klinicznych. Tylko wtedy można skutecznie zarządzać budżetami i udziałem wynagrodzeń. Pani minister próbuje wprowadzać elementy centralnego planowania, pozostawiając jednocześnie dotychczasowe reguły rynku wewnętrznego, które są źródłem obecnych problemów – wskazuje.
– Potrzebujemy realnej naprawy, o której mówił premier. Powinna ona zacząć się od rzetelnej diagnozy, przedstawienia kilku scenariuszy zmian, debaty publicznej i ostatecznie przyjęcia „białej księgi” zawierającej konkretne już rozwiązania – wylicza.
Bo z systemem ochrony zdrowia w Polsce jak z ciężko chorym pacjentem. Nie można rozpocząć leczenia, bez postawienia diagnozy.
– Pani minister próbuje stosować kurację objawową, która będzie bezskuteczna, bo nie wyeliminuje przyczyny problemów. Od lat powtarzany jest ten sam błąd: fragmentaryczne naprawy, które skutkują kolejnymi aferami i wydłużaniem się czasu oczekiwania na pomoc. Tylko zmiana reguł systemowych pozwoli skutecznie uregulować kwestie czasu pracy, zatrudnienia lekarzy i szereg innych problemów – kwituje Marek Balicki.
Jolanta Kamińska-Samolej (kontakt: jolanta.kaminska@firma.interia.pl)
-
Lekarz rekordzista zarobił pół miliona w dwa miesiące. Teraz tłumaczy
-
Nowe doniesienia ws. Kacprzyka. Pracował w szpitalu w innej części Polski


