Mateusz Morawiecki we wtorek 28 lipca gościł w programie „Gość Wydarzeń” w Polsat News. W trakcie wywiadu musiał przerwać, by posłuchać na żywo wystąpienia rzecznika PiS Rafała Bochenka. Polityk ten ogłaszał bowiem decyzję władz partii w sprawie osób, które nie podpisały „lojalki”.
PiS podjął decyzję ws. rozłamowców. Jest zaskoczenie?
Wszyscy spodziewali się, że PiS po upływie terminu ultimatum wyrzuci grupę parlamentarzystów z partii. Tymczasem zdecydowano się na zupełnie inne rozwiązanie. – Komitet Polityczny podjął decyzję i zatwierdził listę osób, które takiej deklaracji nie złożyły. Na tej liście są czterdzieści cztery osoby i nie są to tylko osoby ze Stowarzyszenia Pana Mateusza Morawieckiego, są również inni nasi parlamentarzyści, którzy złożyli na złej formatce, na złym wzorze to oświadczenie – ogłaszał Bochenek.
Rzecznik zapowiedział dalej, że sprawa zostanie skierowana do rzecznika dyscypliny partyjnej. – To jest wymóg, który wynika ze statutu Prawa i Sprawiedliwości, który będzie podejmował w tym zakresie już takie działania formalno-prawne i na tym właściwie rola Komitetu Politycznego w tym momencie się kończy – oznajmił.
Morawiecki o decyzji PiS ws. rozłamu. „Duży błąd”
Poproszony o komentarz do tych słów, Mateusz Morawiecki zaczął od stwierdzenia, że nie jest przygotowany, ponieważ dopiero poznał decyzję partii. Po chwili jednak wrócił do swojej myśli, którą wypowiedział jeszcze przed przerwą na komunikat rzecznika PiS. – To najlepszy przykład tego, co dzisiaj w przypadku takiej procedury będzie działo się w odniesieniu do tego rządu – zaczął.
– Rząd będzie się bardzo cieszył z tego powodu, jeżeli my kolejny tydzień, kolejne dwa, trzy tygodnie będziemy zajmować się samymi sobą. I taka procedura w ogóle nie ma na uwadze tego, że naszym głównym wrogiem jest antyrozwojowy, antydemokratyczny rząd, który niszczy nasze szanse rozwojowe. W związku z tym jest to duży błąd – oceniał Morawiecki.
– To może trwać zapewne pół roku albo rok, ponieważ ja na przykład zostałem chyba w lutym, jeśli dokładnie, pamiętam, panie redaktorze, wezwany przed Komitet Etyki publicznie przez właśnie pana Bochenka, ale nigdy nie dostałem wezwania. Więc takie wezwanie może trwać na świętego nigdy albo na świętego Hieronima, jak ktoś mówi – dodawał.


