-
Myszołowy zwyczajne często siedzą na słupach i innych konstrukcjach przy drogach, obserwując teren w poszukiwaniu zdobyczy i padliny.
-
Główną zdobyczą tych ptaków są norniki zwyczajne, ale żywią się też innymi gryzoniami, drobnymi ptakami oraz padliną zwierząt potrąconych przez samochody.
-
Obserwowanie tych ptaków bliżej dróg wynika ze zmiany ich zwyczajów, a nie wzrostu liczebności, która według danych spada.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Kiedy się jedzie drogą szybkiego ruchu między polami i łąkami, można napotkać je co kilkaset metrów. Siedzą na słupach przy jezdni niemal jeden przy drugim i wpatrują się to w drogę, to w kierowców, jakby czekały na coś.
Istotnie, czekają. To myszołowy zwyczajne, które do perfekcji opanowały umiejętność czatowania na zdobycz z takich miejsc. To typowy dla tego szponiastego ptaka obyczaj wypatrywania zdobyczy, który mocno go pod tym względem wyróżnia.
Myszołowy mają pewien patent na wyszukiwanie ofiar, którym posługują się także pustułki czy błotniaki – to zawisanie niemal nieruchomo w powietrzu i kołysanie się na podmuchach wiatru niczym latawiec.
Nieco zaokrąglone skrzydła kapitalnie nadają się wtedy do takiego biernego lotu. Dzięki temu myszołowy zwyczajne wypatrują naziemnej zdobyczy, oszczędzając energię na aktywny lot. Podstawę ich diety stanowią właśnie zwierzęta przemykające na dole, po ziemi.
Myszołów mógłby się nazywać nornikołowem
To głównie gryzonie, a aby być bardziej precyzyjnym – jeden gryzoń. – Zwierzę zwie się myszołowem, ale bardziej adekwatna brzmiałaby „nornikołów”. Przytłaczająca większość zdobyczy myszołowa to norniki zwyczajne, zwane polnikami. To w zasadzie przeszło dwie trzecie łapanych drobnych kręgowców, którymi się żywi – informuje prof. Tadeusz Mizera z Uniwersytetu Przyrodniczego, który bada ptaki szponiaste.
Reszta to inne norniki i nornice, także myszarki polne, karczowniki, wychodzące z kopców krety, w mniejszym stopniu jeże, szczury, nawet łasice i gronostaje, drobne ptaki czy nawet dżdżownice i owady takie jak chrząszcze.
Każdą z tych ofiar łatwo wypatrzeć z powietrza, a poza tym można w ten sposób dostrzec także padlinę, którą myszołów też się żywi. Zwłaszcza jesienią i zimą ptaki te wypatrują okazji, jaką są zwłoki padłego zwierzęcia (najlepiej niedużego) albo resztki uczty innych drapieżników.
A gdzie łatwiej znaleźć padlinę niż na drogach, gdzie sporo zwierząt leży rozjechanych przez samochody? To lisy, kuny, borsuki, jenoty, także koty i psy czy jeże – pokarm nie do pogardzenia dla takiego ptaka jak myszołów, łowcę okazji.
Myszołów potrzebuje punktu obserwacyjnego
Myszołów nauczył się łączyć umiejętności i zwyczaje, które dała mu natura z nowymi wyzwaniami, które podsuwa mu świat. Jego strategią łowiecką jest zawisanie nieruchomo nad otwartą i dobrze widoczną przestrzenią, jaką stanowią pola, łąki i podobne tereny pełne gryzoni i małych zwierząt.
Łączy ją z wyborem punktów obserwacyjnych, dzięki którym może omiatać wzrokiem tę przestrzeń nawet bez konieczności zawisania w powietrzu. To dlatego myszołowy lgną do takich pól i łąk, na których znajdą rosnące pośrodku drzewa, ustawione stogi siana albo kopce ziemniaków, a nawet powbijane tyczki i płoty. Mogą na nich przysiąść i obserwować, a wtedy nie umknie im nic, co przemyka dołem, po ziemi.

A tak się składa, że takimi punktami obserwacyjnymi często stają się przedmioty czy instalacja postawione przez ludzi. Wszelkie słupy, znaki drogowe i drogowskazy, tablice reklamowe, żerdzie, lampy, płoty, ekrany akustyczne i inne podobne świetnie się do tego nadają. – One przyciągają myszołowa, ale pod jednym ważnym warunkiem, Przyciągną go, o ile stoją w pobliżu łąki czy pola – zaznacza prof. Tadeusz Mizera.
To wówczas idealne rozwiązanie dla ptaka, bo z jednej strony może on obserwować drogę i sprawdzać, czy pędzące samochody znowu nie potrąciły jakiegoś zwierzęcia, a z drugiej strony – lustrować sąsiednie pole czy łąkę w poszukiwaniu norników.
Myszołowów wcale nie jest więcej. To tylko złudzenie
Jeżeli zatem jedziemy samochodem drogą szybkiego ruchu i zobaczymy siedzące na palikach drapieżne ptaki taksujące nas wzrokiem, to mamy pewność, że w pobliżu jest pole czy łąka.
Wtedy takich myszołowów może przysiąść na drogowych żerdziach sporo, całe tłumy, co kilkaset metrów. I możemy ulec wrażeniu, że tych ptaków jest wokół mnóstwo.
– Wcale nie jest ich więcej niż kiedyś – mówi prof. Tadeusz Mizera. – Liczba ptaków nie rośnie, a fakt, że widzimy je częściej jest mylący i wynika stąd, że przesuwają się bliżej dróg. Populacja myszołowa zwyczajnego szacowana jest na 48-55 tys. par w latach 2013-2018. W porównaniu do 2000 r. liczebność spada.
Myszołowy czatujące na okazję przy szybkich drogach sporo ryzykują. Zła ocena odległości i prędkości nadjeżdżających aut podczas zjadania padliny kończy się tragicznie i to w wielu wypadkach. Musimy pamiętać, że prędkość samochodu jest czymś nadzwyczajnym w świecie przyrody. Tu mało kto porusza się tak szybko i dla zwierząt prawidłowa ocena prędkości pędzącego samochodu nie jest sprawą łatwą.


