Kilkaset wysłużonych tankowców w wątpliwym stanie technicznym, bez odpowiedniego ubezpieczenia i działających poza międzynarodowymi standardami morskimi.
Flota cieni jest dziś sposobem Federacji Rosyjskiej na obchodzenie sankcji nałożonych przez koalicję państw G7+ po rozpoczęciu pełnoskalowej inwazji na Ukrainę.
Setki statków we flocie cieni
Nie znamy dokładnych rozmiarów floty cieni. Eksperci Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych wskazują, że jej wielkość wynosi od 600 do 1600 statków, w zależności od przyjętej definicji. TankerTrackers.com wyliczył, że w grudniu 2025 r. flota liczyła 1480 aktywnych jednostek, zaś przed 2022 r. było ich ok. 600.
Jak czytamy w raporcie PISM „Rosyjska flota cieni. Bilans sankcji”, obecnie na listach sankcyjnych znajduje się ok.1300 statków.
Stan techniczny poszczególnych jednostek jest różny, wszystkie jednak nie należą do najnowszych. „Funkcjonują poza typowym 20‑letnim cyklem funkcjonowania tankowców i często nie podlegają rygorystycznemu nadzorowi technicznemu wymaganemu przez głównych ubezpieczycieli” – podaje PISM.
Średni wiek tankowca floty cieni to 22 lata. Średnia dla globalnej floty tankowców w 2024 r. to 13,2 roku – wylicza S&P Global.
– 22 lata to dużo – komentuje w rozmowie z Interią prof. dr hab. Andrzej Makowski z Akademii Marynarki Wojennej w Gdyni. – Statki handlowe są eksploatowane bardzo intensywnie. Do 15, maksymalnie 17 lat możemy mówić o statku w dobrym stanie – wyjaśnia. Tymczasem rosyjska flota cieni to „statki o bardzo podejrzanej kondycji”, a ich awaryjność jest znacznie większa niż tych 15-letnich.
Były wojskowy zauważa też, że flota cieni dzieli się na tzw. szarą flotę i ciemną flotę. – Ta pierwsza działa na pograniczu prawa. Mam na myśli wybiórcze przestrzeganie przepisów. Natomiast ciemna flota, czyli dark fleet, to są statki i stare, i bez wymaganych ubezpieczeń. Czasem nie wiadomo, czy mają legalną banderę – mówi prof. Makowski.
Flota cieni. Rosyjski sposób na ominięcie sankcji
Przed lutym 2022 roku sprzedaż ropy i gazu stanowiła 40 proc. dochodów budżetowych Rosji (w 80 proc. był to handel ropą i produktami ropopochodnymi, a 20 proc. handel gazem), a głównym odbiorcą tych surowców byłaUnia Europejska.
Po wprowadzeniu sankcji udział UE w zakupach rosyjskiego gazu spadł z 40 proc. w 2021 r. do poniżej 5 proc. w 2025 r., a w przypadku rosyjskiej ropy – z 25 proc. do 2-3 proc.
Rozbudowa floty cieni ma pomóc Rosji w odrabianiu tych strat i ograniczeniu skuteczności restrykcji. Spotkało się to z odpowiedzią koalicji G7+ – nałożono sankcje na należące do floty jednostki oraz rosyjskie i zagraniczne podmioty wspierające ich działalność.
– Rosja szybko adaptuje się do restrykcji: statki regularnie zmieniają bandery, mają nieprzejrzyste struktury własności i manipulują systemami pozycjonowania, by ukryć pochodzenie ropy – mówi Interii Elżbieta Kaca z PISM, jedna z autorek wspomnianego raportu.
– Powszechne są także transfery ładunków na morzu, które skutecznie zacierają ślad dostaw. Cały ten mechanizm wspiera sieć firm rejestrowanych m.in. w ZEA, Hongkongu, Chinach czy na Wyspach Marshalla.
Jak wskazuje, istotną barierą w walce z flotą są ograniczenia prawne konwencji UNCLOS (Konwencja Narodów Zjednoczonych o prawie morza). – Państwa mają niewielkie możliwości zatrzymywania podejrzanych statków na wodach międzynarodowych. W praktyce widać to choćby po tym, że 61 proc. objętych sankcjami tankowców zmieniło banderę co najmniej dwukrotnie, wybierając rejestry Kamerunu, Sierra Leone, Panamy czy Omanu – zauważa Elżbieta Kaca. W rezultacie flota cieni może działać niemal anonimowo, skutecznie podtrzymując eksport ropy mimo obowiązujących sankcji.
Tankowce floty cieni są też często trudne do monitorowania. Rutynowo wyłączają, manipulują lub fałszują sygnały AIS (Automatic Identification System, system automatycznej łączności) przedstawiając nieprawdziwe pozycje.
Od ryzyka kolizji po sabotaż
Flota cieni to nie tylko omijanie sankcji. Stan techniczny statków stwarza ryzyko kolizji i wycieków ropy. Jak czytamy w raporcie PISM, jednostki te są wykorzystywane także do działań hybrydowych, takich jak sabotaż infrastruktury krytycznej (np. kabli podmorskich na Bałtyku) oraz zbieranie danych wywiadowczych.
– Najgroźniejsze są te incydenty, które pokazują, że rosyjska flota cieni działa poza jakąkolwiek kontrolą i stanowi ryzyko zarówno dla środowiska, jak i bezpieczeństwa państw europejskich. Od 2022 r. odnotowano ponad 25 poważnych zdarzeń z udziałem takich statków – wskazuje Elżbieta Kaca.
W grudniu 2024 roku na Morzu Bałtyckim między Estonią a Finlandią zatrzymano 18-letni tankowiec Eagle S, pływający pod banderą Wysp Cooka. Miało to związek z uszkodzeniem podmorskiego kabla energetycznego oraz czterech kabli telekomunikacyjnych łączących Finlandię z Estonią.
Według ekspertki najbardziej alarmującym przykładem incydentu z udziałem floty cieni pozostaje eksplozja powiązanego z flotą Iranu i Rosji tankowca Pablo z maja 2023 r.
– Mimo że miał być niemal pusty, po wybuchu odnotowano wycieki ropy u wybrzeży Indonezji. Wrak przez osiem miesięcy dryfował bez właściciela i bez nadzoru, co pokazało, jak brak przejrzystości i obowiązkowych ubezpieczeń zwiększa ryzyko poważnych katastrof ekologicznych.
– Oba przypadki pokazują, że flota cieni to nie tylko problem środowiskowy, lecz także realne zagrożenie dla bezpieczeństwa europejskiej infrastruktury – podsumowuje Kaca.
Rosyjska ropa płynie przez Bałtyk
Największa część rosyjskiego eksportu ropy przechodzi przez Bałtyk. W raporcie PISM akwen określany jest jako strefa podwyższonego ryzyka. – Około 45 proc. całego morskiego eksportu ropy i produktów ropopochodnych. – Oznacza to intensywny ruch tankowców, w tym jednostek należących do floty cieni, które często operują poza standardami bezpieczeństwa – zauważa Elżbieta Kaca.
W tak zatłoczonym i strategicznym obszarze, jak podkreśla, rośnie ryzyko kolizji, awarii czy celowych działań wymierzonych w infrastrukturę krytyczną.
– Dodatkowo Bałtyk jest morzem płytkim, półzamkniętym i bardzo wrażliwym ekologicznie, więc każdy wyciek ropy miałby wyjątkowo poważne i długotrwałe skutki – mówi ekspertka.
Jak zaznacza, w 2025 r. co najmniej pięć tankowców powiązanych z Rosją pozostawiło na Bałtyku widoczne plamy ropy i kontynuowało działalność mimo obowiązujących sankcji.
A jakby tak nie wpuszczać Rosji na bałtyckie wody?
Z ekspertyzy firmy Politea dla szwedzkich sił zbrojnych wynika, że w przypadku zamknięcia Bałtyku Rosja mogłaby stracić 90 mld dolarów rocznie lub 30 mld dolarów, w przypadku częściowej blokady.
Według Elżbiety Kacy wyliczenia można uznać za realistyczne. – Zwłaszcza że w 2025 r. łączna wartość rosyjskiego eksportu ropy i produktów naftowych sięgnęła około 144 mld euro. Na tę ocenę wpływa również fakt, że od marca bieżącego roku dochody Rosji ze sprzedaży ropy wyraźnie wzrosły, co było bezpośrednio związane z napiętą sytuacją w cieśninie Ormuz i obawami o stabilność globalnych dostaw – podkreśla.
Także prof. Andrzej Makowski uważa, że wyliczenia Szwedów nie mijają się z prawdą. Jego zdaniem jednak zamknięcie Bałtyku dla Rosji mogłoby wywołać poważne reperkusje. – Uważam, że Moskwa potraktowałaby to jako casus belli. Po prostu byłby to pretekst do podjęcia działań odwetowych. Mówię to, wiedząc jakie znaczenie ma Morze Bałtyckie ma dla Rosji – wskazuje były wojskowy.
A jakie ma znaczenie? Kluczowe.
– Mimo że w najnowszej rosyjskiej doktrynie morskiej z 2022 roku jako najważniejsze akweny wskazano Ocean Arktyczny i Pacyfik, Bałtyk wciąż ma dla Federacji Rosyjskiej strategiczne znaczenie – mówi ekspert z Akademii Marynarki Wojennej.
– Do teraz wielkim bólem dla Rosji jest podstawa operacyjna ich działania wojskowego na Morzu Bałtyckim. Ta po rozpadzie Związku Radzieckiego w zasadzie ogranicza tylko do enklawy kaliningradzkiej, Petersburga i Wyspy Kotlin z bazą Kronsztadt – wylicza i konkluduje: Na Bałtyku Rosja cofnęła się do XVII wieku.
Jak tłumaczy prof. Makowski, dziś w kontekście Morza Bałtyckiego podstawowym ośrodkiem dla Rosji jest Sankt Petersburg ze swoimi stoczniami, placówkami naukowo-badawczymi, biurami projektowo-konstrukcyjnymi. – To jest naprawdę ogromny potencjał. Jeśli zaś spojrzymy na działalność bałtyckich portów, to pod względem przeładunkowym pierwszym portem jest rosyjska Ust-Ługa, drugim polski Gdańsk, trzecim rosyjski Primorsk, a czwartym również rosyjski Sankt Petersburg. To też w jakimś sposób pokazuję kwestię ważności Bałtyku dla Rosji – dodaje.
Sankcje, sankcje i jeszcze raz sankcje
A co dalej z flotą cieni? Jak z nią walczyć?
PISM w swoim raporcie rekomenduje między innymi dalsze zwalczanie ekosystemu floty cieni poprzez nałożenie sankcji na nowe tankowce wchodzące do floty oraz na podmioty wspierające ją logistycznie.
Zaleca też stworzenie „list krajów wysokiego ryzyka”, do których sprzedaż tankowców byłaby zakazana lub ściśle nadzorowana.
Anna Nicz (anna.nicz@firma.interia.pl), Justyna Kaczmarczyk (justyna.kaczmarczyk@firma.interia.pl)
-
Ukraina rozszerza morski front. Daleki atak na statek pod banderą Kamerunu
-
Straszyli Rosjan „ostrym kursem”. Brytyjczycy bezradni na kluczowych szlakach


