Szef Telewizji Republika dzięki rządom PiS został milionerem. Teraz chce władzy, jak większość milionerów.

To jest jednak spory talent: podejmować w bokserkach asystentkę w swym mieszkaniu, a interwencję policji — podjętą na skutek fałszywego alarmu — przedstawić jako najazd służb Tuska na wolne media. To jest właśnie cały Tomasz Sakiewicz, szef Republiki.

„Sakiewa” zbudował telewizję, której Jarosław Kaczyński potrzebuje, a jednocześnie się jej boi. Dziś to prezes jest petentem Sakiewicza, choć do niedawna było odwrotnie.

Za rządów PiS był pariasem. Jego drobny koncern medialny stanowiły tygodnik „Gazeta Polska” i dziennik „Gazeta Polska Codziennie”, a także niszowa wówczas Telewizja Republika. To były manufaktury prawicowej propagandy z okolic Macierewicza (który jest swoją drogą chrzestnym jednego z bliźniaków, których Sakiewicz adoptował wraz ze swą drugą żoną).

W tamtym czasie PiS miało TVP i Polskie Radio, a do tego gazety regionalne kupione przez Orlen — Kaczyński nieszczególnie potrzebował więc Sakiewicza.

Co prawda nakazał skierować do „domu wolnego słowa” — jak zwie swoje media Sakiewicz — strumień pieniędzy, ale to był ułamek środków, które dotarły do ojca Tadeusza Rydzyka. Dziesiątki milionów wobec setek. Przez lata to Rydzyk był głównym baronem medialnym PiS, zapewniając partii wsparcie Radia Maryja, czyli co najmniej kilka setek tysięcy głosów. Sakiewicz nienawidzi Rydzyka.

Do najostrzejszego starcia między nimi doszło za pierwszych rządów PiS. Pod koniec 2006 r. „Gazeta Polska” zlustrowała kandydata na metropolitę warszawskiego bp. Stanisława Wielgusa. Szkopuł w tym, że Wielgus był człowiekiem Rydzyka. Gdy Watykan odwołał nominację, Rydzyk się wściekł. W gruzach legł jego plan zdobycia najważniejszej polskiej archidiecezji i zwiększenia wpływów w episkopacie. Wytoczył przeciwko Sakiewiczowi armaty — wypomniał mu rozwód i zarzucił szkodzenie Kościołowi. Gdy później przypadkowo spotykali się na prawicowych uroczystościach, nie podawał mu ręki, tylko krzyczał za nim „Wielgus, Wielgus!”.

Sakiewicz odpowiedział skargą na Rydzyka do papieża. Opisał w niej nowe wątki dotyczące rządów Wielgusa jako biskupa płockiego — w tym pedofilię i molestowanie kleryków „przez wysokich rangą duchownych diecezji”.

Wojnę zaostrzyło utworzenie Republiki, którą Rydzyk zwalcza. Gdy powstała, wydał nawet specjalne oświadczenie: „Nie współpracujemy z panem redaktorem Tomaszem Sakiewiczem”. To logiczne — Sakiewicz konkuruje z Rydzykiem o czytelników, widzów i pieniądze.

O ile za rządów PiS górą był Rydzyk, o tyle dziś warunki dyktuje Sakiewicz. To dlatego, że Rydzyk stracił na upadku rządów PiS, a Sakiewicz na tym zyskał.

Po zmianie władzy ekipa Tuska siłowo weszła do mediów państwowych z TVP na czele. Zwolnieni zostali propagandyści z czasów Kurskiego — a Sakiewicz niemal w komplecie zatrudnił ich w Republice. Efekt był natychmiastowy — jego stacja stała się naturalnym wyborem dla milionów widzów osieroconych przez TVP. Słupki oglądalności poszybowały, a stacja regularnie bije w oglądalności TVN24.

Sakiewicz szybko to spieniężył. Wzorem Rydzyka postawił na regularne zbiórki. To głównie dzięki nim stacja działa, bo reklamodawcy omijają ją szerokim łukiem.

Rekordy w oglądalności i miliony w zbiórkach tylko zwiększyły apetyty. Szef Republiki zaczął uprawiać politykę. Wszedł w bliskie konszachty z ukrywającym się w Monako szefem kryptogiełdy Zondacrypto Przemysławem Kralem i czerpał pełnymi garściami z tego skażonego przestępczą działalnością źródełka. Dzięki temu Republika mogła pomóc w wyborach Karolowi Nawrockiemu, finansując część jego kampanii poza oficjalnymi rejestrami.

Związki Sakiewicza z Kralem przeraziły Kaczyńskiego, dlatego prezes zaczął dystansować się od Republiki. Faktem jest, że stracił nad Sakiewiczem kontrolę i nie ma dziś większego wpływu na Republikę ani jej interesy.

Nawet Nawrocki dostał parę ciosów od Republiki, gdy zmieniał szefostwo Biura Bezpieczeństwa Narodowego i Sądu Najwyższego nie po myśli Sakiewicza. To pokazuje, że „Sakiewa” chce wpływać na konkretne decyzje liderów PiS.

Niedawno zarejestrował Stowarzyszenie Przyjaciół Republiki. W PiS postrzegane jest to jako zalążek jego własnej partii. Na pewno w interesie Sakiewicza jest budowanie w Kaczyńskim przekonania, że nie może w ciemno liczyć na wsparcie przed wyborami. Im słabszy prezes, tym bardziej skazany jest na Republikę. Widać wyraźnie, że Sakiewicz dołącza do tych, którzy uznają Kaczyńskiego za schodzącego ze sceny staruszka i ustawiają się w kolejce do walki o to, co po nim. A kolejka robi się coraz dłuższa.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version