Poznaj Włocha, który przejechał 3200 km, by odebrać ukraińskich uchodźców

0
160

Poparcie społeczne dla przyjmowania uchodźców ukraińskich, podobnie jak w wielu innych częściach Europy, jest silne we Włoszech, a jeden z niedawnych sondaży sugeruje więcej niż cztery na pięć osób było za.

W Internecie nastroje są takie same. Jedna z grup na Facebooku dla Ukraińców we Włoszech odnotowała gwałtowny wzrost ofert zakwaterowania i pracy od czasu inwazji Rosji.

Również klasa polityczna w Rzymie szybko zmobilizowała się w swoim wsparciu dla Ukraińców, podczas gdy darowizny na fundusz dla tych uciekających zbliżają się do 4 milionów euro.

Ale niewielu Włochów poszło na długość Daniele Bellofiore.

Urodzony w Turynie 44-latek ma dziesiątki lat doświadczenia w branży hotelarskiej i humanitarnej. Po porzuceniu studiów prawniczych i pracy w IT, które były dalekie od jego celów, postanowił połączyć swoją pasję do natury i pomagania innym, przenosząc się do Kenii i Tanzanii, gdzie założył dwa stowarzyszenia, aby pomagać małym firmom i rzemieślników. Spędził tam 12 lat, po czym wrócił do Włoch, otwierając B&B w Toskanii, który prowadzi do dziś.

Po ataku Rosji na Ukrainę i następującym po nim kryzysie humanitarnym Bellofiore był głęboko zaniepokojony. Jednak to bliski przyjaciel rodziny ukraińskiej – Oleg, odźwierny w bloku mieszkalnym jego matki w Rzymie – skłonił go do działania.

„Pierwszej nocy wojny zapytałem go, jak mogę pomóc i czy jest ktoś, komu mogę pomóc” – powiedział Bellofiore w rozmowie z Euronews. „Kilka dni później powiedział mi, że zna kilku ludzi, którzy chcą uciec”.

Bellofiore odkrył później, że tym osobom udało się uciec, ale była jedna osoba, która miała nadzieję uratować kuzyna. Do tego czasu słowa Olega wzmocniły determinację Bellofiore, a jego intencje zostały ustalone. Bez żadnego wsparcia finansowego poza kilkoma darowiznami od przyjaciół, Bellofiore spędził dni na pozyskiwaniu wsparcia i gromadzeniu grupy, aby zaplanować podróż do Polski.

„To była totalna katastrofa, nie do opisania”

Rankiem 6 marca Bellofiore i jego zespół opuścili toskańskie miasto Siena. Grupa przyniosła środki medyczne, żywność, ubrania, koce i inne niezbędne artykuły oraz spotkała się z innymi pomocnikami podczas podróży w górę półwyspu. Konwój miał osiem osób w sześciu samochodach.

Po zatrzymaniu się na noc w Wiedniu, Bellofiore dotarł do polskiego przygranicznego Przemyśla, niespełna 100 kilometrów od Lwowa, w poniedziałek po południu. Zostawili swoje zapasy i udali się do prowizorycznego ośrodka dla uchodźców w Tesco, gdzie Bellofiore był świadkiem scen, które głęboko go zmartwiły.

„To, co tam zobaczyłem, można porównać do tego, czego byłem świadkiem w Afryce” — opowiada. „To była totalna sytuacja awaryjna. To było nie do opisania”.

Następnego dnia zespół rozproszył się do innych miast, takich jak Medyka, ostatecznie zdołał odebrać od 10 do 20 osób, według szacunków różnych członków zespołu.

Sam Bellofiore towarzyszył 84-letniej kobiecie, która cierpiała na wadę wzroku, jej młodszej siostrzenicy i jej dwóm psom, aby sprowadzić je do Włoch, by w środę wrócić do Rzymu. „Przerażony i w stanie całkowitego niepokoju” na początku podróży, pod koniec Bellofiore opowiada, jak uczyli go ukraińskich piosenek i wspólnego śpiewania.

Będąc pierwszą tego typu podróżą drogową, kanały logistyczne wzdłuż tysięcy kilometrów były liczne. Ale plany Bellofiore na tym się nie kończą, ponieważ wkrótce spodziewa się, że 13 marca wyruszy w drugą podróż. Tym razem planuje coś większego – więcej ludzi, lepszą koordynację i minivana, który pomoże.

Między innymi Stefano Torrelli planuje ponownie dołączyć do Bellofiore w niedzielę. 33-letni mieszkaniec Reggio Emilia w północnych Włoszech powiedział Euronews, że „nie mógł spać ani pracować” po usłyszeniu wiadomości o inwazji na Ukrainę. Znalazł inicjatywę Bellofiore na Facebooku – co natychmiast zachęciło go do przyłączenia się do wysiłków.

„Przywieźliśmy jak najwięcej osób, które musiały wrócić do Włoch naszymi samochodami, wszyscy musieli udać się w różne miejsca” – powiedział. „Widzieliśmy strach i niepewność w oczach ludzi, widzieliśmy ludzi, którzy musieli przejść przez niewyobrażalne horrory. Na następną podróż planujemy mieć większy samochód, vany i pomóc jeszcze większej liczbie osób”.

Podczas podróży i po jej zakończeniu Bellofiore dokumentuje wszystko w mediach społecznościowych, udostępniając filmy na swojej stronie na Facebooku (zatytułowanej „Daniele Unpostonelmondo”, od nazwy swojego B&B). Ale podczas gdy komentarze i polubienia – w tym wiadomości z podziękowaniami od krewnych osób, którym pomógł – wciąż są dwucyfrowe, jego inicjatywa szybko się rozprzestrzenia, do tego stopnia, że ​​jest teraz zasypywany setkami wiadomości i próśb.

„Rozmawiamy o [refugees] jakby to były paczki, które trzeba przetransportować z miejsca na miejsce — ubolewał Bellofiore. „Ale to są ludzie, z których każdy ma swoje potrzeby. W ramach tej misji staramy się pomóc tym ludziom odnaleźć wewnętrzny spokój od samego początku podróży”.

„Ludzie w domu są przerażeni”

Spoglądając zza ruchliwej autostrady w Rebibbia – bardzo oczernianej dzielnicy więziennej w Rzymie – mała ukraińska flaga trzepocze gwałtownie w lodowatym północnym wietrze, który od kilku tygodni mrozi włoską stolicę.

Obok słupa w zamkniętej alejce prowadzącej do małego bungalowu widać dwujęzyczny plakat reklamujący ukraińską restaurację, a następnie napis: Associazione Cristiana Culturale Italo Ucraina (Włosko-Ukraińskie Chrześcijańskie Stowarzyszenie Kulturalne).

Choć niepozorna w swoim wyglądzie, brama skrywa jedną z głównych organizacji stojących na czele herkulesowych wysiłków na rzecz pomocy ukraińskim uchodźcom uciekającym do Włoch.

Na długo przed rosyjską inwazją na Ukrainę ośrodek – założony przez byłego włoskiego piechoty morskiej Mario Tronca – pomagał i gościł Ukraińców chcących przybyć do Włoch.

Jednak liczba przyjazdów dramatycznie wzrosła, odkąd Rosja wysłała swoje wojska.

Gdy słońce zaczyna zachodzić, kolejny autokar z pasażerami wjeżdża na rozległy parking w centrum. Wolontariusze spieszą witać niedawnych przybyszów, zmęczonych samą długością podróży. Jak zdradził jeden z asystentów Igor, wielu z nich czeka już ponad dwanaście godzin z powodu kolejek na granicy z Austrią.

Małe wypieki i zabawki są szybko rozprowadzane. Pewna matka, owinięta w puchowe płaszcze i rękawiczki, towarzysząca swojej dziesięcioletniej córce, wspominała swoje traumatyczne przeżycia po opuszczeniu domu w Kijowie.

„Wyjechaliśmy drugiego dnia wojny, zatrzymując się w różnych miastach, w środku bombardowań i gruzów, po tym, jak kilku przyjaciół przyjechało z samochodem, aby nas wywieźć” – powiedziała Euronews.

„We Włoszech są przyjaciele, którzy będą nas gościć. Wciąż znamy tak wielu ludzi w domu, wszyscy są przerażeni”.

Kobieta jest jedną z ponad 23 000 Ukraińców uciekających do Włoch, z których większość uciekła od inwazji 24 lutego.

Samochody nadal podjeżdżają, rozmowy płynnie przełączają się między włoskim a ukraińskim, a ludzie przyjeżdżają z pomocą. Jedna z pomocnic, niosąca pudła, mimochodem zdradza, że ​​jej rodzina wciąż tkwi na Ukrainie i że jedyne, co może teraz zrobić, to pomóc tym, którzy się wydostali.

Gdy zapada zmrok, niedawno przybyłe osobniki szybko się rozpraszają, pozostawiając parking tak pusty i cichy, jak pół godziny wcześniej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj