Program pszczelarski pomaga zapobiegać ukąszeniom migrantów w wyniku pracy polegającej na wyzysku

0
133

Wielu z szacowanych na pół miliona pracowników migrujących we włoskim sektorze rolniczym cierpi z powodu niskich płac i złych warunków pracy.

Abdoul Sane miał jednak szczęście.

Przybywając w szczytowym momencie europejskiego kryzysu migracyjnego w 2015 r., po zdradzieckiej podróży z Senegalu, przed wyzyskiem uratował go program Bee My Job.

Ucząc pszczelarstwa i innych umiejętności, inicjatywa twierdzi, że pomogła setkom migrantów znaleźć zrównoważoną pracę w tym sektorze.

Po siedmiu latach 32-letni Abdoul prowadzi teraz małą hodowlę pszczół w prowincji Alessandria w Piemoncie w północno-zachodnich Włoszech, produkując własną markę Honey of Dreams.

Ale mogło być zupełnie inaczej; Abdoul powiedział Euronews, że początkowo był sceptyczny wobec oferty kursu pszczelarskiego.

„Nie byłem przekonany. Znałem tylko pszczoły afrykańskie, bardzo niebezpieczne, bałem się” – powiedział. „Ale to była okazja i wszyscy mnie uspokoili, mówiąc, że pszczoły europejskie są znacznie mniej niebezpieczne.

„Więc zaakceptowałem […] a kiedy zostałem użądlony i nic poważnego mi się nie stało, zdałem sobie sprawę, że może się dla mnie otworzyć przyszłość”.

„Imigranci traktowani jak liczby”

Historia Abdoula wyraźnie kontrastuje z losem wielu nielegalnych imigrantów pracujących na włoskich polach.

Otrzymują grosze za wyczerpującą pracę i pozostają wykluczeni z systemu prawnego i zdrowotnego kraju.

Szacuje się, że we włoskim sektorze rolniczym jest około pół miliona pracowników migrujących, co stanowi około połowy całej siły roboczej, jak wynika z briefingu Parlamentu Europejskiego.

Cztery na pięć osób bez umów w sektorze to migranci, mówi instytut badawczy Osservatorio Placido Rizzotto.

Nowi migranci przybyli do Włoch są przenoszeni do ośrodków powitalnych w całym kraju. Ale Mara Alacqua, prezes Cambalache, która prowadzi program Bee My Job, mówi, że te ogromne, bezosobowe schronienia nie zapewniają rozwiązania.

„Często migranci nie są traktowani jak ludzie, ale jak liczby” – powiedział Mara Euronews.

Jej organizacja zaczęła zapewniać migrantom opcje mieszkaniowe na mniejszą skalę, gdzie mogli uzyskać indywidualną pomoc, poradnictwo psychologiczne i nauczyć się umiejętności, które umożliwią im przyszłe zatrudnienie.

Mara ustanowiła inicjatywę Bee My Job, aby dać migrantom stopę w drzwiach świata pracy.

„Większość naszych migrantów pochodzi z Afryki, gdzie pszczoły są znacznie bardziej agresywne” – powiedziała. „Więc większość z nich jest naprawdę przerażona, gdy po raz pierwszy muszą pracować z pszczołami tutaj!”

Ośmiomiesięczny projekt zapewnia uczestnikom dwumiesięczne lekcje oraz cztero- do sześciomiesięcznego stażu na pszczelim gospodarstwie. W okresie nauczania migranci uczą się sztuki pszczelarskiej, a także umiejętności transferowalnych, takich jak język włoski i bezpieczeństwo w miejscu pracy.

„Prosimy gospodarstwa i firmy, które chcą wziąć udział w projekcie, aby podpisały umowę o poszanowaniu ludzi, regularnym wynagradzaniu i wspomaganiu procesu uczenia się pracowników” – powiedziała. „Sektor rolny jest naprawdę duży i nie ma kontroli nad zatrudnieniem i sposobem traktowania pracowników”.

Wielu uczestników programu szuka pracy na farmach pszczół lub innych działalnościach rolniczych, a Mara mówi, że wiele firm dzwoni co roku z prośbą o więcej pracowników migrujących. Kilku uczestników, w tym Abdoul, zdołało nawet założyć własną firmę.

Oprócz pomocy migrantom w znalezieniu stabilności prawnej i ekonomicznej, projekt wspiera borykający się z trudnościami przemysł. Włoski sektor pszczelarski potrzebuje pracowników i stoi w obliczu zagrożeń związanych z produkcją miodu w Europie Wschodniej i Chinach.

„Moja skóra została spalona słońcem i benzyną”

Abdoul mówi, że uciekł z Senegalu z powodu napięć politycznych w regionie, zamierzając początkowo udać się do Mali.

„Ale nie było możliwości i za radą poznanych przeze mnie Gambijczyków zdecydowałem się pojechać do Libii – miejsca, o którym nic nie wiedziałem, poza tym, że będę musiał przejść przez pustynię.

„W Libii było strasznie, przebywałem kilka miesięcy, mieszkałem w czymś w rodzaju więzienia, gdzie miejscowe gangi kazały płacić za miejsce do spania.

„Dopóki pewnej nocy udało mi się wypłynąć drogą morską, nie wiedziałem, dokąd się udam, ani kiedy podróż będzie niebezpieczna.

„Przyjechałem do Włoch ze skórą spaloną słońcem i benzyną. Po wylądowaniu na Sycylii, wkrótce po przeniesieniu do Piemontu”.

Opuszczając Senegal w pośpiechu, przybył do nowego kraju bez dokumentów i planu na przyszłość.

O Bee My Job dowiedział się po spotkaniu z Marą.

„W Senegalu byłem elektrykiem, pracowałem przy panelach słonecznych i miałem nadzieję, że będę mógł kontynuować pracę w tym sektorze, a przynajmniej pracować jako spawacz. Zamiast tego Mara opowiedziała mi o kursie pszczelarskim”.

Teraz odnoszący sukcesy przedsiębiorca chce sprowadzić żonę i dzieci do Włoch, a także pomóc w rozwoju pszczelarstwa w Senegalu.

„Bee My Job i ścieżka z Cambalache dały mi wiele narzędzi do budowania mojej przyszłości. Pracuję nad rozwojem pszczelarstwa w moim kraju. Nauczyłem już kilku technik moich braci mieszkających w Casamance, którzy zaczęli produkować miód. Chciałbym pomóc wielu innym osobom rozpocząć pracę w tym pięknym sektorze.”

Każdego dnia tygodnia Uncovering Europe przedstawia europejską historię, która wykracza poza nagłówki. Pobierz aplikację Euronews, aby otrzymywać codzienne powiadomienia o tym i innych powiadomieniach o najświeższych wiadomościach. Jest dostępny na urządzeniach Apple i Android

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj