Znużeni wojną Ukraińcy z nadzieją na najlepsze, a wodzowie miast przygotowują się na najgorsze

0
222

Mężczyzna w niebieskim stroju ochronnym przeczesuje zaśnieżone pole w poszukiwaniu niewybuchów min, granatów i bomb pod Hirskiem na wschodzie Ukrainy.

Zamach jest symbolem tego, że miasto żyje pomimo ośmiu lat w pobliżu linii frontu wojny, w której zginęło ponad 14 000 osób.

Może to również wyjaśniać, dlaczego niektórzy miejscowi odrzucają groźbę rosyjskiej inwazji, przed którą Stany Zjednoczone ostrzegają od tygodni.

Podczas gdy niektórzy podejmują środki ostrożności, wiele osób, z którymi Euronews rozmawiało w Hirske, po prostu postępuje jak zwykle.

„Ludzie tutaj byli przyzwyczajeni do wojny od 2014 roku i codziennie widzieli zniszczenia i strzelaniny” – powiedział Oleksiy Bobchenko, który kieruje administracją cywilną i wojskową w okręgu Hirske. „To sprawiło, że są silni psychicznie, więc żyją z niebezpieczeństwami”.

„Zawsze jesteśmy w stanie wojny”

Hirske znajduje się około pięciu kilometrów od linii frontu. Wojna wybuchła w 2014 roku, kiedy wspierani przez Rosję separatyści ogłosili niepodległość dwóch regionów wschodniej Ukrainy – Doniecka i Ługańskiego od Kijowa.

Walki, które zmusiły separatystów do walki z armią ukraińską, stały się w ostatnich latach coraz bardziej sporadyczne w związku z próbami zawieszenia broni.

Rosja wielokrotnie zaprzeczała amerykańskim twierdzeniom, że jest gotowa do inwazji. Mimo to i poczucia apatii wśród mieszkańców Hirske Bobchenko poważnie traktuje ostrzeżenia.

„Tak, myślę, że Rosja zaatakuje” – powiedział Bobchenko, który ma w swoich gestii kilka miast, z których jedno jest częściowo kontrolowane przez separatystów.

„Jeśli widziałeś ruchy sił rosyjskich, musisz wiedzieć, że jeśli ludzie chcą pokoju, nie robią takich rzeczy”.

Bobchenko przygotowuje się na najgorsze. Opracował plan ewakuacji miasta, ulokował tymczasowe schrony do czasu pełniejszego exodusu i przygotował plan oporu dla tych, którzy chcą chwycić za broń przeciwko Rosjanom lub separatystom.

Ale pomimo wprowadzenia planów awaryjnych, stonuje swoje ostrzeżenia dla mieszkańców, obawiając się wywołania paniki.

„Jesteśmy w stanie wojny” – dodał Bobchenko. „Zawsze jesteśmy w stanie wojny. Te zagrożenia nie są niczym nowym”.

Tymczasem w miejscowym szpitalu urzędnicy rozpoczęli przygotowywanie piwnicy budynku, aby w razie zbombardowania miasta można było zbierać pacjentów. Na razie gotowych jest tylko kilka pokoi, a na korytarzach i pokojach wciąż są śmieci.

„Nie sądzę, aby doszło do nowej inwazji”, powiedziała dyrektor szpitala Yana Sergiivna Omel’chenko. „Nie wpadamy w panikę. Nie ma powodu, żeby to robić”.

Brak zatrudnienia, trudne inwestycje

Nie jest trudno znaleźć innych ludzi wokół Hirske – który był czasowo pod kontrolą separatystów wspieranych przez Rosję w 2014 roku – wyrażających podobne poglądy do Omelczenko.

Euronews rozmawiał z Maximem Maximovem, który mieszka w pobliżu Hirske i był w mieście na turnieju piłki nożnej.

„Punkty kontrolne zaczęły działać, sytuacja się poprawia” – powiedział 34-latek. „Mieszkam blisko linii demarkacyjnej [frontline] a ostatnio widzę tylko dobre zmiany. Nic się nie zmienia i nie boję się, że wydarzy się coś nowego. Nikt tego nie chce”.

Kawą w piłce nożnej serwuje Aleksiej Honczaruk, właściciel jedynej kawiarni w mieście.

Jest to jedna z historii sukcesu w Hirske, gdzie jest mało pracy, a inwestycje są trudne do zdobycia tak blisko linii frontu.

„Martwię się sytuacją” – powiedział Honcharuk, dodając, że nie sądzi, aby Rosja dokonała inwazji. „Nie chcę, żeby to się stało, chcę kompromisu. To wpływa na naszą małą firmę, nasze życie i wszystko. Od tego zależy wszystko”.

Rozsypane bloki mieszkalne kształtujące miasto kruszą się, a kilka nowo wybrukowanych dróg nie kryje faktu, że dawno nikt nie inwestował w tej okolicy. Honcharuk mówi, że miasto rozkwitłoby, gdyby wojna się skończyła i zapanował pokój.

Honcharuk nie ma planu awaryjnego na wypadek najgorszego i inwazji Rosji. W tym momencie nie widzi potrzeby. Zapytany, dlaczego po prostu nie wyprowadza się i nie rozpoczyna działalności w bezpieczniejszym miejscu, odpowiada, że ​​to jego ojczyzna.

„Mieszkałem i pracowałem tutaj przez całe życie” – powiedział. – To moja rodzina. To wszystko.

„Rozumiem, że muszę użyć wszystkich swoich mocy, aby uczynić to miejsce lepszym. Miejscem, w którym mieszkam, a nie miejscami, w których jest bezpieczniej, wygodniej”.

„Musimy poprawić sytuację. Nic nie będzie, jeśli wszyscy odejdziemy”.

Każdego dnia tygodnia Uncovering Europe przedstawia europejską historię, która wykracza poza nagłówki. Pobierz aplikację Euronews, aby otrzymywać codzienne powiadomienia o tym i innych powiadomieniach o najświeższych wiadomościach. Jest dostępny na urządzeniach Apple i Android.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj