Mundial to czas wyjęty z kontekstu. Codzienność się nie zatrzymuje, ale jednak zwalnia, może nawet trochę się chowa. Wbrew pozorom wcale nie chodzi tylko i wyłącznie o piłkę nożną.
„Boisko piłkarskie to egalitarna przestrzeń, wykluczająca wszelkie formy faworyzowania i przywilejów. Na trawiastym prostokącie wytyczonym przez białe linie, człowiek jest ceniony za to, kim jest. Za umiejętności, poświęcenie, pomysłowość i skuteczność” — pisał w przededniu startu mistrzostw świata w 1982 r. Mario Vargas Llosa. Peruwiańczyk miał już za sobą „Rozmowy w Katedrze”, ale od Nobla dzieliły go dekady. Na mistrzostwa świata w Hiszpanii przyjechał jako dziennikarz.
Powołując się na wykład brazylijskiego antropologa Roberto da Matty, zobaczył w futbolu model społeczeństwa rządzonego jasnymi i prostymi regułami, które każdy rozumie i przestrzega. „I których złamanie pociąga natychmiastową karę. Nazwiska, pieniądze i sława nie mają żadnego wpływu na to, ile strzelisz goli, to, czy z trybun usłyszysz oklaski, czy gwizdy”.
Dziś ta metafora wybrzmiewa jeszcze bardziej. W czasie niestabilności i niszczenia status quo boisko piłkarskie staje się jeszcze bardziej atrakcyjną przestrzenią. Tam wciąż zasady są jasne: gra się jedenastu na jedenastu, a piłkę ręką może dotykać tylko bramkarz. Wciąż też nie ma znaczenia, czy zarabiasz 10 mln euro rocznie, czy kopiesz piłkę dla przyjemności. Kiedy wychodzisz na boisko, przynajmniej teoretycznie, jesteście równi. I obie drużyny mają takie same szanse.
Mundial 2026 nie dzieje się w próżni
Szef FIFA Gianni Infantino i prezydent Donald Trump mundialu nie popsują, choć trzeba przyznać, że bardzo się starają. Pierwszy od miesięcy składa amerykańskiemu prezydentowi niesmaczne hołdy, tuż przed atakiem na Wenezuelę przyznał mu nawet nowopowołaną Nagrodę Pokojową FIFA, która w zamierzeniu była substytutem Pokojowej Nagrody Nobla. Drugi jest prawdopodobnie najbardziej nielubianym prezydentem USA za granicą w historii, nie da się też napisać, by przyjmował gości z otwartymi ramionami. Reprezentacja Iranu, choć mecze będzie rozgrywała w USA, stacjonuje w Meksyku. Napastnik reprezentacji Iraku Aymen Hussein był przesłuchiwany siedem godzin na lotnisku w Chicago, bo służby podejrzewały go o działalność terrorystyczną. Somalijski sędzia Omar Abdulkadir Artan — najlepszy arbiter z Aryki — stracił mundial, bo Amerykanie nie chcieli go wpuścić. W końcu organizacje broniące praw człowieka ostrzegają kibiców przed bezwzględnością funkcjonariuszy ICE.
Mundial jest jednak większy niż szwajcarski technokrata i amerykański prezydent. Przetrwał rządy różnych skorumpowanych bonzów w FIFA i mecze odbywające się w okrutnych dyktaturach. Przetrwa też edycję rozdętą do 48 zespołów tylko po to, by wycisnąć z niego więcej pieniędzy. Mundial jest także soczewką skupiającą problemy tego świata, nie dzieje się w próżni.
„Całe dalsze życie spędzasz na poszukiwaniu emocji, jakie wywołał w tobie mundial, gdy miałeś 11 lat” — napisał kilka dni temu irlandzki pisarz Paul Howard. Ci, dla których będzie to pierwszy wielki turniej, mają przed sobą magiczny czas. Lecz mundial, choć odbieramy go inaczej, nigdy się nie zużywa. I zawsze ma głęboki sens.
„Nie ma lepszego wynalazku”
W mundialu chodzi przecież o sprawdzanie, kim jest ten rewelacyjny 17-letni Meksykanin Gilberto Mora, poznawanie historii Curacao, zachwyt koszulką reprezentacji Uzbekistanu. Mundial wyznacza też upływający czas. Przecież dosłownie przed chwilą Cristiano Ronaldo, ten wyżelowany goguś, jechał na swoje pierwsze mistrzostwa świata. Turniej w Ameryce będzie jego szóstym.
Mundial — w końcu — jest dla wszystkich. I dla tych, którzy obejrzą 104 mecze od deski do deski, i dla tych, którzy ograniczą się do śledzenia turnieju na TikToku, i dla tych, którzy rozbiorą każdą akcję na czynniki pierwsze, i dla tych, którzy skupią się na tym, co dzieje się na trybunach.
To zawsze jest czas wyjęty z kontekstu. Codzienność się nie zatrzymuje, ale jednak zwalnia, może nawet trochę się chowa.
Świetnie ogląda się fazę grupową, w pierwszym turniejowym dniu bez meczu nie wiadomo, co z sobą zrobić, najwięcej emocji jest w ćwierćfinałach.
Nie ma lepszego wynalazku od mundialu. Być może jego największą tajemnicą jest to, że piłka nożna, choć mitotwórcza, nie jest na nim najważniejsza.

