W żeglarskim światku krążą historie o egzotycznych dostawach śmigłowcem lub hydroplanem: Dom Pérignon, bajgle z Zabar’s, pracownice seksualne, rzadki gatunek melona z Hokkaido. Branża wyspecjalizowała się w sprzedaży rzeczy, o których ludzie nie wiedzieli, że są im potrzebne.
Nikt nie potrafi dokładnie stwierdzić, ilu stronników Putina ma własne superjachty — nazywane przez profesjonalistów „białymi łodziami” — ponieważ świat białych łodzi jest z zasady enigmatyczny. Właściciele ukrywają się zwykle za spółkami fasadowymi, zarejestrowanymi w otoczonych mrokiem tajemnicy rajach podatkowych, które obsługują prywatni bankierzy i prawnicy. Jednak władze skwapliwie sięgnęły po wezwania administracyjne i uprawnienia policyjne, by przejąć jednostki podejrzane o powiązania z rosyjską elitą.
W Hiszpanii rząd zatrzymał jacht o wartości stu pięćdziesięciu milionów dolarów kojarzony z Siergiejem Czemiezowem, szefem konglomeratu Rostiech; jego związki z Putinem sięgają czasów, w których obaj byli agentami KGB w NRD. (Jak to zwykle bywa w takich wypadkach, łódź nie jest zarejestrowana na Czemiezowa; oficjalnym właścicielem jest podstawiona spółka powiązana z jego pasierbicą, nauczycielką, której pensja wynosi pewnie około dwóch tysięcy dwustu dolarów miesięcznie).
„Siedem mórz”, jacht Stevena Spielberga widziany w Portofino we Włoszech
Foto: EPA/LUCA ZENNARO/PAP
W Niemczech władze skonfiskowały największy jacht świata, Dilbar, z powodu jego powiązań z miliarderem działającym w branży górniczej i telekomunikacyjnej, Aliszerem Usmanowem. We Włoszech policja przechwyciła najprawdziwszą flotę, w tym jacht należący do jednego z najbogatszych ludzi w Rosji, Aleksieja Mordasowa, oraz mierzącego sto czterdzieści metrów kolosa Scheherazade, który, jak się podejrzewa, może należeć do samego Putina.
Społeczność żeglarska w Palm Beach obawiała się podobnej kontroli. „Powiedzmy, że twój superjacht znajduje się w Azji, dochodzi do poważnego konfliktu i Chiny najeżdżają Tajwan”, powiedział mi Denison [firma Boba Denisona Denison Yachting jest jednym z największych brokerów na świecie]. „Chiny mogłyby to przedstawić tak: »Spójrzcie tylko na tych amerykańskich oligarchów!«”. Zastanawiał się, czy konfiskata superjachtów oznacza wzrost politycznej niechęci wobec superbogaczy.
„Kiedy sytuacja gospodarcza lub polityczna jest niepewna — stwierdził — trudno uzasadnić wydawanie szalonych sum pieniędzy na coś, co wymaga dużych nakładów na utrzymanie, traci na wartości i służy wyłącznie rozrywce”.
Esencja bogactwa
Nikt nawet nie udaje, że superjacht jest dobrą lokatą majątku. Autor artykułu w „The Financial Times” zatytułowanego Superjacht to fatalna inwestycja zauważył: „Posiadanie superjachtu jest jak posiadanie stosu dziesięciu obrazów Van Gogha, tyle że trzymasz je nad głową, gdy brodzisz w wodzie i próbujesz utrzymać je w suchości”.
Jeszcze nie tak dawno status w gronie elity mierzyło się w dziełach dawnych mistrzów i rzeźbach z okresu włoskiego renesansu. Joseph Duveen, znany marszand z początku XX wieku, wmanewrowywał ówczesnych oligarchów — Andrew Mellona, Jules’a Bache’a, J.P. Morgana — w rywalizację o dzieła Donatella i Van Dycka. „Kiedy płacisz wysoką cenę za coś bezcennego — mawiał — kupujesz to tanio”.
W latach pięćdziesiątych XX wieku szczytem aspiracji były eleganckie francuskie meble — FFF (fine French furniture), jak nazywano je w niektórych kręgach przy Piątej Alei i w Palm Beach. Wkrótce coraz więcej pieniędzy zaczęło wzlatywać w powietrze. Hugh Hefner, pionier ery prywatnych odrzutowców, urządził apartament na pokładzie samolotu, który nazwał Big Bunny, i przyjmował tam Elvisa Presleya, Raquel Welch i Jamesa Caana. Magnat naftowy Armand Hammer okrążał glob swoim Boeingiem 727, a podczas lotu wręczał łapówki i nagrywał dowody za pomocą mikrofonów ukrytych w spinkach do mankietów. Jednak gdy wydawało się, że już każdy plutokrata ma własny samolot, szał minął.
W każdym razie samolot to tylko środek transportu. Duży statek to pływająca rezydencja, której pozycję w hierarchii wyznacza sama nazwa. Jeśli na pokładzie pracuje załoga, jest to jacht. Jeśli ma ponad trzydzieści metrów długości, jest to superjacht. Dalej definicje pozostają przedmiotem dyskusji, ale ogólnie przyjmuje się, że jednostki o długości ponad siedemdziesięciu metrów to megajachty, a powyżej dziewięćdziesięciu metrów — gigajachty.
Na świecie jest około pięciu tysięcy czterystu superjachtów i około stu gigajachtów. Obecnie gigajacht jest najdroższą rzeczą, jakiej posiadanie wymyślił nasz gatunek. W 2019 roku miliarder Ken Griffin, właściciel funduszy hedgingowych, kupił czteropiętrową kamienicę przy Central Park South za dwieście czterdzieści milionów dolarów, co jest najwyższą ceną, jaką kiedykolwiek zapłacono za dom w Ameryce. W maju nieznany nabywca wydał sto dziewięćdziesiąt pięć milionów dolarów na portret Marilyn Monroe wykonany techniką sitodruku przez Andy’ego Warhola.
W świecie luksusowych jachtów są to zupełnie przeciętne kwoty. „Wiele łodzi buduje się za ponad dwieście pięćdziesiąt milionów dolarów”, powiedział mi Jamie Edmiston, broker z Monako i Londynu. Jego klienci są coraz młodsi i coraz chętniej wypływają w długie rejsy. „Szybki internet, telefonia i nowoczesne środki komunikacji ułatwiły pracę”, stwierdził. „Do tego ludzie zarabiają teraz znacznie więcej w młodszym wieku”. Pewien dyrektor generalny z Doliny Krzemowej przyznał, że jedną z zalet łodzi jest to, że mogą „wchłonąć nadwyżkę kapitału”. „Gdy patrzymy na to racjonalnie — wyjaśnił — wydanie pół miliarda dolarów na dom, a potem pięćdziesięciu milionów na jacht, na którym spędzasz dwa tygodnie w roku, wydaje się sensowne, prawda? Ale jest dokładnie na odwrót. Ludzie nie chcą mieszkać w domu o powierzchni tysiąca metrów kwadratowych. Jest to dziwne optycznie. Ale łódka za pół miliarda dolarów jest w sumie całkiem fajna”.
Rzadki melon z Hokkaido
Staluppi z Palm Beach Gardens jest zadowolony, że wydaje trzy lub cztery razy więcej na swoje jachty niż na domy. Po części atrakcyjna jest tu elastyczność. „Jeśli jesteś na swojej łodzi i nie spodoba ci się otoczenie, mówisz do kapitana: »Płyńmy gdzie indziej«”, stwierdził. Na lądzie ucieczka od nielubianego sąsiada wymaga więcej wysiłku: „Musisz spróbować go wykupić lub utrudnić mu życie czy coś w ten deseń”. Wzrost zainteresowania inwestycjami oceanicznymi zmienił proporcje upodobań. Do niedawna, jak przyznał dyrektor generalny z Doliny Krzemowej, „pięćdziesiąt metrów uważano za dobry rozmiar łodzi. Teraz byłoby to dość żenujące”. W ciągu ostatnich dwudziestu lat średnia długość luksusowego jachtu wzrosła o jedną trzecią, do ponad pięćdziesięciu dwóch metrów.
Jacht rosyjskiego miliardera Romana Abramowicz w Sankt Petersburgu
Foto: PAP/Photoshot
Ekonomista Thorstein Veblen, który w 1899 roku opublikował Teorię klasy próżniaczej, twierdził, że siła „konsumpcji ostentacyjnej” nie wynikała z artystycznego kunsztu, lecz z czystej zbędności. „Żeby cieszyć się poważaniem — napisał — musi być zbyteczna”. W żeglarskim światku krążą historie o egzotycznych dostawach śmigłowcem lub hydroplanem: Dom Pérignon, bajgle z Zabar’s, pracownice seksualne, rzadki gatunek melona z Hokkaido. Branża wyspecjalizowała się w sprzedaży rzeczy, o których ludzie nie wiedzieli, że są im potrzebne. Przy przeglądaniu prasy żeglarskiej nasuwa się myśl, jak to możliwe, że do tej pory można się było obyć bez prywatnej łodzi podwodnej, kriosauny, która „atakuje cię mrozem” do minus stu dziesięciu stopni Celsjusza, czy też pełnej menażerii „luksusowych skór”, na przykład z węgorza i płaszczki.
Jednak te świątynie nadwyżki mają być rozpoznawalne dla wąskiej warstwy społeczeństwa, a dla wszystkich innych pozostawać niemal niewidzialne. Jeszcze przed inwazją Rosji na Ukrainę społeczność żeglarska starała się zarządzać swoją reputacją pływających fabryk dwutlenku węgla (szacuje się, że jeden bogato wyposażony jacht z dieslowskim silnikiem wytwarza tyle samo gazów cieplarnianych co półtora tysiąca samochodów osobowych) — nie wspominając już o tym, że świat białych łodzi jest przytłaczająco biały. W szczerej rozmowie z francuskim dokumentalistą amerykański właściciel jachtu Bill Duker powiedział: „Jeśli reszta świata dowie się, jak wygląda życie na takim jachcie, przywrócą gilotynę”.
Luka dla rajów podatkowych
W 2022 roku holenderska prasa poinformowała, że Jeff Bezos, założyciel Amazona, buduje jacht żaglowy tak wysoki, że Rotterdam będzie musiał tymczasowo zdemontować most, który przetrwał nazistów, żeby umożliwić jednostce wyjście na otwarte morze. Rotterdamczycy nie byli zachwyceni. Na Facebooku jeden z mieszkańców namawiał ludzi, żeby „wzięli pudełka zgniłych jajek i gremialnie obrzucili nimi superjacht Jeffa, kiedy będzie przepływał”. Co najmniej trzynaście tysięcy osób wyraziło zainteresowanie wydarzeniem. Wśród całego tego zamieszania zastępca burmistrza ogłosił, że plan rozbiórki mostu został „na razie” wstrzymany. (Bezos częściowo wzorował jacht na jednostce swojego przyjaciela Barry’ego Dillera, który wielokrotnie go gościł. Wdzięczność ostatecznie rozciągnęła się na personel i Bezos zatrudnił u siebie jednego z kapitanów Dillera).
Gdy w mediach społecznościowych wzrosło zainteresowanie przypadkami nadzwyczajnego bogactwa, część twórców tych platform zaczęła szukać mniej widocznych miejsc, w których mogłaby korzystać z majątku. Jednak od czasu do czasu pozwalają oni sobie na pewne zawoalowane prowokacje. W 2006 roku, kiedy inwestor kapitału wysokiego ryzyka Tom Perkins zaprezentował swój jacht w Stambule, większość przechodniów widziała w kolorowych flagach wyłącznie ozdobniki, ale znawcy sygnalizacji morskiej mogli rozszyfrować przekaz. „Rzadko ma się przywilej być świadkiem rażącej ostentacji na taką skalę”, powiedział mi doświadczony właściciel jachtów. „Jeśli nie czujesz się z tego powodu winny, to jesteś szczurem”.
Była agentka CIA Alex Finley, która obserwowała namnażanie się jachtów w pobliżu swojego domu w Barcelonie, prowadziła rozważania na temat ery superjachtów i związanego z nią niezadowolenia w tekstach i na Twitterze, używając hashtagu #YachtWatch. „Dla mnie jachty to nie tylko jachty”, powiedziała mi. „W wypadku Rosji są ucieleśnieniem oligarchów, którzy pomagają dyktatorowi destabilizować naszą demokrację, jednocześnie ciągnąc korzyści dla siebie”. Finley dodała jednak, że błędem jest myślenie, że ta toksyczna symbolika dotyczy tylko Rosji. „Jachty opowiadają całą historię o kapitalizmie faustowskim, idei, że jesteśmy gotowi sprzedać demokrację dla krótkoterminowego zysku”, stwierdziła. „Są porejestrowane w rajach podatkowych. Wykorzystują każdą lukę prawną, którą stworzyliśmy dla nielegalnych pieniędzy i rajów podatkowych. Odgrywają więc rolę w tej oczywistej walce między autokracją a demokracją”.
Fragment książki „Bogaci, bogatsi, najbogatsi” Evana Osnosa wydanej przez Wydawnictwo Port. Tytuł, lead i skróty od redakcji „Newsweeka”.

