„Windfall” Netflixa to idealna klasa Rage Noir

0
244

Zauważyłeś kiedyś, jak domy ultrabogatych wyglądają, jakby nikt w nich nie mieszkał? Jest niesamowita jakość, przeciwieństwo zuchwalstwa. Nowy film Netflix Gratka otwiera się długim, powolnym ujęciem mebli ogrodowych przy basenie rezydencji, prosto z an Przegląd architektury rozprzestrzeniać się. Ptaki ćwierkają, kwitną kwiaty, stolik kawowy na zewnątrz to solidna betonowa płyta. To wszystko krzyczy drogo. W długiej, pozbawionej słów scenie śledzimy bezimiennego mężczyznę (Jason Segel, określany jako „Nikt”), który wędruje po tej wspaniałej posiadłości, sącząc mrożoną kawę przy basenie i ostatecznie wchodząc do pustego domu. Jego pokoje są równie eleganckie jak teren, z hiszpańskimi kafelkami, nieskazitelnymi tynkowymi ścianami i wszędzie abstrakcyjną ceramiką. Mężczyzna prawie odchodzi, a potem nie. Zamiast tego wraca do domu i zaczyna plądrować. Zapina Rolexa na nadgarstku, zbiera biżuterię, wszystkie pieniądze, jakie może znaleźć, wpycha do kieszeni znoszonych spodni. To włamanie, choć lakoniczne. Złodziej wychodzi, gdy właściciele przyjeżdżają na romantyczny wypad w ostatniej chwili. Łapią go, zanim udaje mu się wymknąć. I choć ten człowiek jest totalnym amatorem, dokłada zbrodnię do zbrodni, biorąc zamożną parę jako zakładnika.

Właściciele, miliarder technologiczny (Jesse Plemons) i jego szykowna żona (Lily Collins), próbują przemówić do włamywacza, oferując mu wszystko, co zdoła złapać. Prawie udaje im się zmusić go do odejścia. Ale kiedy „Nikt” podejrzewa, że ​​został złapany na taśmie, prosi o wystarczającą ilość pieniędzy na rozpoczęcie nowego życia, więc trio musi czekać na pół miliona w gotówce, które zostaną dostarczone następnego dnia. Patrząc na zegar, włamywacz i jego więźniowie spacerują po ładnych, nasłonecznionych terenach, wijąc się przez rozległy gaj pomarańczowy, siedząc wokół fantazyjnego paleniska i zwięźle rozmawiając. Miliarder nie może uwierzyć, jakim idiotą jest jego porywacz i znajduje wymówkę, by go drażnić. Dowiadujemy się, że źródłem fortuny miliardera jest algorytm zwolnień i że nie czuje się źle, że ją stworzył; nie marnuje czasu pytając złodzieja, czy był jednym z pechowców, którzy stracili pracę z powodu jego pracy. A włamywacz jest głupek; usiłuje rozpiąć torebkę żony, nie może utrzymać wiązanych butów i ma napady złości za każdym razem, gdy coś nie idzie po jego myśli, co zdarza się często. Tymczasem, gdy żona odgrywa rolę rozjemcy między dwoma mężczyznami, zaczyna dławić się stanem swojego małżeństwa.

Reżyser Charlie McDowell przoduje w wystawianiu nieszczęśliwych par na próbę podczas niedoszłych odosobnionych rekolekcji. W swoim filmie z 2014 roku Ta którą kocham, inny mąż i żona spotykają niespodziewanych nieznajomych w sennym domu wakacyjnym, próbując ożywić swój związek. Ale mając na uwadze, Ta którą kocham miał twista science-fiction, Gratka jest napędzany przez kryzys w prawdziwym życiu: ziejącą przepaść między niewiarygodnie bogatymi a resztą z nas i niemożność pokonania jej bez szwanku. Mimo lśniącej oprawy, Gratka uderza w ton noir, a jego historia przesycona jest cynizmem tak rozległym, jak widoki, z których roztacza się jego dwór.

Przypomniało mi się, że przyglądałem się, jak włamywacz Segla wpada w coraz bardziej ponurą sytuację Wychowawcy, niemiecko-austriacki dramat kryminalny z 2004 roku opowiadający o trójce młodych radykałów, którzy postanawiają dać bogatym nauczkę, włamując się do ich domów tylko po to, by ich zaniepokoić. Ale kiedy Wychowawcy ma sympatię do swojej podklasy, Gratka jest bezlitosny. Łatwo byłoby, gdyby ten film stał się moralitetem — biedny schlub okrada bogatych dupków, hurra! — ale to nie triumf proli. Jeśli już, to świadectwo amoralności wszechświata, a Fargo bez Marge Gunderson w zasięgu wzroku. Włamywacz Segla nie jest współczesnym Robin Hoodem; jest tylko głupcem, który zebrał wystarczająco dużo odwagi, by popełnić napad i wystarczająco dużo głupoty, by stać się chciwym i prosić o więcej. Choć jej bohaterowie są przedstawiani jako archetypy, nie ma tu bohatera.

Przez pierwszą godzinę Gratka gra jak czarna komedia. Nieudolność włamywacza podsyca zabawne chwile, na przykład gdy żąda więcej pieniędzy i prosi o 150 000 dolarów w gotówce. Bogaci ludzie, których wymusza, mówią mu, że będzie potrzebował czegoś więcej, jeśli próbuje stworzyć zupełnie nową tożsamość. Nikt w trio nie wydaje się agresywny i wszyscy są bardziej zirytowani niż przestraszeni. Żona Collinsa nie jest niewinną usidloną osobą, która powoli zaczyna uświadamiać sobie, że warunki jej układu z diabłem nie były aż tak korzystne. Miliarder Plemons, zarozumiały i pogardliwy, technicznie rzecz biorąc jest ofiarą, ale tak bardzo nieprzyjemną, że trudno jest wzbudzić w nim współczucie, kiedy zostaje związany i splądrowany.

Ale sytuacje z zakładnikami rzadko kończą się tym, że wszyscy wychodzą na swoje wesołe drogi bez szwanku. Nie powiem więcej o tym, co się dzieje, poza tym, że jest scena około 70 minut, która tak mnie zszokowała, że ​​zeskoczyłem z kanapy. (Niechęć do gore, ostrzegam!) Żarty na bok, to jest cierpki, paskudny thriller. Mimo skromnej skali pozostawia mocno cierpki posmak.

Zawartość

Treść tę można również przeglądać w witrynie, z której pochodzi.


ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj