„Dyktator” i „szaleniec” — strona izraelska nie przebiera w słowach, gdy okresla prezydenta Turcji Recepa Tayyipa Erdogana. Bo i relacje między krajami są niezwykle napięte. — Nie chciałbym dawać fałszywego poczucia bezpieczeństwa — mówi „Newsweekowi” Ismail Numan Telci z Uniwersytetu Ibn Halduna w Stambule pytany o możliwy scenariusz militarny między dwoma sojusznikami USA.

Na marginesie trwającej od pół roku wojny Izraela i USA z Iranem rozgrywa się inny konflikt, który może okazać się dla Stanów Zjednoczonych jeszcze trudniejszy.

W zeszłym tygodniu spór między Izraelem a Turcją wszedł w nową fazę — izraelskie wojsko przeprowadziło atak na syryjską bazę lotniczą, którą zaledwie kilka godzin wcześniej odwiedziła turecka delegacja wojskowa. Tel Awiw oskarżył Damaszek o łamanie porozumień bezpieczeństwa poprzez zaproszenie Ankary do obecności wojskowej. Z kolei turecki rząd potępił izraelski atak jako naruszenie suwerenności Syrii. Wezwał do aresztowania izraelskiego premiera pod zarzutem ludobójstwa i innych zbrodni.

Wraz z eskalacją wojny na słowa w piątek biuro Benjamina Netanjahu określiło prezydenta Turcji Recepa Tayyipa Erdogana mianem „antysemickiego dyktatora” stojącego za „żałosną próbą zastraszenia przywódców i żołnierzy Izraela”. Biuro prasowe Erdogana szybko odpowiedziało, krytykując „małostkowe sztuczki polityczne” Netanjahu i jego próby „ukazania Turcji jako nowego zagrożenia”.

Napięcia nie wykazują oznak wygasania. W Izraelu zbliżają się gorące dla dla Netanjahu październikowe wybory. Na billboardzie pod Tel Awiwem twarz Erdogana widnieje obok wizerunków najwyższego przywódcy Iranu ajatollaha Modżtaby Chameneiego, burmistrza Nowego Jorku Zohrana Mamdaniego i sekretarza generalnego Hezbollahu szejka Naima Kassima z hasłem „Chcą, by Netanjahu przegrał. Nie pozwól im wygrać”.

Zdaniem niektórych analityków nie da się wykluczyć, że dojdzie do bezpośredniego starcia. Ismail Numan Telci, dyrektor Centrum Studiów nad Zatoką Perską i Polityką Globalną Uniwersytetu Ibn Halduna w Stambule, uważa, że bezpośrednia konfrontacja militarna między tymi dwoma sojusznikami USA nie jest na tym etapie „oczekiwanym scenariuszem”, choć „całkowite wykluczenie takiej możliwości byłoby przedwczesne”.

— Nie chciałbym dawać fałszywego poczucia bezpieczeństwa w tej kwestii — mówi Telci „Newsweekowi”. — Sytuacja w Syrii jest wyjątkowo trudna, brakuje marginesu na błędy, a wydarzenia są coraz bardziej determinowane przez kalendarze polityczne poszczególnych państw, co dodatkowo zwiększa nieprzewidywalność w już i tak niestabilnym otoczeniu. Ograniczone zaostrzenie sytuacji nie jest całkowicie wykluczone, zwłaszcza jeśli Izrael ponownie zdecyduje się przetestować determinację Turcji w okolicach bazy lotniczej.

Relacje między oboma krajami nie zawsze były tak napięte. Turcja jako pierwszy kraj muzułmański uznała nowo powstałe państwo Izrael w marcu 1949 r., zaledwie kilka tygodni po zakończeniu pierwszej wojny arabsko-izraelskiej.

W okresie zimnej wojny stosunki ulegały wahaniom, ponieważ Ankara związała się z Zachodem, przystępując do NATO w 1952 r., ale jednocześnie deklarowała poparcie dla palestyńskich dążeń niepodległościowych. Gdy Erdogan doszedł do władzy w 2002 r., początkowo dążył do pozytywnych relacji z Izraelem. Jednak już w 2009 r. — po pierwszej dużej wojnie w Gazie, napiętej wymianie zdań między Erdoganem a ówczesnym prezydentem Izraela Szimonem Peresem w Davos i powrocie Netanjahu do władzy kilka miesięcy później — relacje zaczęły się zdecydowanie pogarszać.

Podejmowano liczne próby pojednania i normalizacji, ale wzajemne oskarżenia Erdogana i Netanjahu zdominowały dwustronne relacje. Najostrzejsza retoryka pojawiła się od początku obecnego kryzysu na Bliskim Wschodzie wywołanego atakiem Hamasu na Izrael w październiku 2023 r. i następującą po nim wojną w Gazie. Wielu izraelskich urzędników, jak konsul generalny w Nowym Jorku Ofir Akunis, obwinia Erdogana za przyjęcie wrogiego stanowiska. W niedawnym wywiadzie dla „Newsweeka” Akunis nazwał Erdogana „ekstremistą” i „szaleńcem”, odnosząc się do jego poparcia dla flotylli aktywistów próbujących przełamać blokadę Gazy i oskarżając go o wspieranie wrogów Izraela.

— Może pewnego dnia, w niedalekiej przyszłości wydarzy się coś także w Turcji — mówił wówczas Akunis. — I może wtedy my znajdziemy się w znacznie lepszej sytuacji, takiej jaka obowiązywała, zanim ten szaleniec zmienił nastawienie wobec Izraela i zaczął zachęcać do ataków terrorystycznych.

Przedstawiciele tureccy ostro krytykują kierunek, w którym podąża Izrael pod rządami Netanjahu. Dyrekcja ds. komunikacji prezydenta Turcji niedawno określiła oskarżenia izraelskiego premiera i jego współpracowników jako „kolejny dowód bezradności rządu, który usiłuje uniknąć odpowiedzialności za zbrodnie wojenne i zbrodnie przeciwko ludzkości”.

Syria stanowi w tym sporze szczególnie wybuchowy punkt zapalny. Erdogan i Netanjahu byli przeciwnikami wieloletniego przywództwa pod rządami Baszara al-Asada, jednak człowiek, który obalił go w grudniu 2024 r. — były lider islamskich bojowników, a obecnie pragmatyczny prezydent Ahmad al-Sharaa — ściśle współpracuje z Turcją, jednocześnie doprowadzając do bezpośrednich interwencji Izraela. Co jeśli Tel Awiw będzie nadal atakował tureckie interesy w Syrii? — Turcja ma szerokie możliwości działania — od pogłębiania swojej obecności przy Damaszku po wzmocnienie własnej obrony przeciwlotniczej przy granicy syryjskiej — podkreśla Telci.

— Ankara dotychczas wybierała stanowczą retorykę zamiast odwetu na ziemi, co świadczy o powściągliwości, a nie słabości — tłumaczy ekspert. — To rozróżnienie często ginie w izraelskich komentarzach na ten temat.

Assaf Orion — były szef Dywizji Strategicznej Planowania Sztabu Generalnego Sił Obronnych Izraela, a obecnie analityk w Instytucie Studiów nad Bezpieczeństwem Narodowym — uznał obalenie Asada za „pozytywny rozwój sytuacji dla Izraela”, ponieważ odcięło ono kluczowy szlak łączący irańską koalicję Osi Oporu z liniami frontu w Izraelu.

— Jednak próżnię powstałą w Syrii coraz częściej wypełniają sunniccy aktorzy mający korzenie w ruchach dżihadystycznych. Są oni wspierani przez Turcję, której polityka wobec Izraela staje się coraz bardziej wroga — zauważa Orion. — W tym kontekście w ostatnich latach w Izraelu narodziło się przekonanie, że Syria wspierana przez Turcję może stanowić poważne wyzwanie dla izraelskiego bezpieczeństwa narodowego, a pod pewnymi względami nawet większe niż to, które stwarza Iran. Turcja to członek NATO, dysponuje dużą armią, znaczną gospodarką i przemysłem obronnym, ma głębokie powiązania z Zachodem i wyraźne ambicje rozszerzenia swojej obecności i wpływów w Syrii oraz Lewancie.

Erdogan nie jest jedynym światowym przywódcą, który poparł dojście do władzy al-Sharaa i jego zapowiedzi nowej przyszłości Syrii. Trump wielokrotnie przypisywał swojemu tureckiemu odpowiednikowi zasługi za przygotowanie gruntu pod reset stosunków między Waszyngtonem a Damaszkiem, który coraz wyraźniej staje się nowym partnerem USA w regionie.

Trump spotkał się z nowym prezydentem Syrii już trzykrotnie, ostatnio podczas szczytu NATO w Ankarze, który odbył się w lipcu. Ocieplenie relacji doprowadziło do pogłębienia współpracy w dziedzinie bezpieczeństwa oraz zniesienia amerykańskich sankcji, czego najnowszym przejawem była decyzja Departamentu Stanu o usunięciu Syrii z listy państw sponsorujących terroryzm po raz pierwszy od utworzenia listy w 1979 r.

Jednak otwarcie wyrażany podziw Trumpa dla Erdogana i syryjskiego prezydenta wywołał frustrację Netanjahu, który próbował przedstawiać Syrię jako cel wrogiej i ekspansjonistycznej polityki tureckiej. Biorąc pod uwagę stopień zaangażowania Ankary w rozszerzanie swojej obecności w Syrii, Orion stwierdził, że „wsparcie prezydenta Trumpa dla Erdogana i prezydenta al-Sharaa faktycznie budzi w Izraelu niepokój”.

Napięcia w relacjach na linii Trump—Netanjahu są coraz częściej zauważalne po sześciu miesiącach wspólnej wojny przeciw Iranowi. Trump ma też na koncie krytykę Izraela za ataki w Syrii, zwłaszcza podczas zeszłorocznych działań Netanjahu na rzecz wsparcia milicji Druzów (mniejszości etniczno-religijnej w Syrii) walczących z syryjskimi siłami bezpieczeństwa i lokalnymi plemionami. Ostatni atak spotkał się również z krytyką ze strony innych amerykańskich urzędników, a konkretnie ze strony Toma Barracka, ambasadora USA w Turcji i specjalnego wysłannika do Syrii. Potępił on „niepotrzebną eskalację” ze strony Izraela i stwierdził, że Izrael — wbrew wypowiedziom izraelskiego ministra obrony Israela Katza — nie poinformował wcześniej o ataku.

Wypowiedzi Barracka na temat Syrii wzbudziły ogromne kontrowersje. W udzielonym w ostatni piątek wywiadzie stwierdził, że Izrael nadal okupuje Wzgórza Golan od czasu ich zajęcia w 1967 r. Jednak w poniedziałek przyznał, że decyzja Trumpa z 2019 r. uznała ten sporny obszar za izraelski. Mimo to Telci określa Barracka jako kluczową postać w stosunkach amerykańsko-tureckich i uznaje jego wstępne wypowiedzi na temat Syrii za „jasny przykład” zmiany tradycyjnego amerykańskiego wsparcia dla Izraela. Tymczasem Orion dostrzega powody do niepokoju, jeśli obecny kierunek relacji zostanie utrzymany.

— Problemem nie jest samo istnienie rozbieżności między Tel Awiwem a Waszyngtonem, co nie jest nowością. Problemem jest tu możliwość pojawienia się głębszego strategicznego rozjazdu — administracja Trumpa postrzega Erdogana i al-Sharaa jako potencjalnych partnerów w kształtowaniu i stabilizacji nowego ładu regionalnego, natomiast Izrael widzi zarówno Turcję, jak i rodzącą się Syrię jako źródła zagrożeń, które należy powstrzymać — argumentuje.

Nowy porządek regionalny nie ogranicza się jedynie do osi Ankara—Damaszek. W tym miesiącu Turcja podpisała pakt o wzajemnej obronie z Arabią Saudyjską i Pakistanem — posunięcie, które Trump uznał za dowód na to, „że Bliski Wschód się jednoczy i że kraje te wreszcie będą mogły bronić się w bardziej znaczący sposób”.

Reakcja Izraela była znacznie bardziej powściągliwa. Wkrótce po ogłoszeniu porozumienia Netanjahu odbył rozmowę telefoniczną z premierem Indii Narendrą Modim. Oba kraje współpracują bezpośrednio z ZEA i USA w ramach czterostronnego mechanizmu I2U2.

Izrael zacieśnił także współpracę z Grecją i Cyprem w ramach nazywanego tak przez Netanjahu „sześciokąta sojuszy”. Oba państwa mają własne spory z Turcją we wschodniej części Morza Śródziemnego — odnosząc się do ogłoszonych niedawno przez Turcję dwóch „morskich parków” na północnym Morzu Egejskim, minister spraw zagranicznych Grecji Giorgos Gerapetritis, ostrzegł: — Każda próba naruszenia naszych suwerennych praw spotka się z dosadną odpowiedzią.

Kiedy Netanjahu realizuje własną wizję „nowego Bliskiego Wschodu”, Orion dostrzega w tzw. porozumieniu mekkańskim Turcji, Arabii Saudyjskiej i Pakistanu „potencjalne powstanie architektury regionalnej konkurującej z izraelską wizją opartą na porozumieniach abrahamowych, normalizacji stosunków z Arabią Saudyjską oraz sieci partnerstw z umiarkowanymi państwami arabskimi”.

Nawet jeżeli pakt ten nie był wymierzony bezpośrednio w Izrael i może mieć na celu odstraszanie Iranu, który atakował już Arabię Saudyjską i innych amerykańskich partnerów w regionie, Orion uważa, że koalicja „łączy trzy ważne sunnickie potęgi — w tym państwo posiadające broń jądrową — w nowej strukturze bezpieczeństwa”.

— Jeśli Turcji uda się uplasować w centrum bloku sunnickiego — obejmującego Arabię Saudyjską, Pakistan, a w przyszłości być może również kolejne państwa — wpływ Izraela na kształtowanie nowego regionalnego ładu według własnych interesów może ulec ograniczeniu — dodaje.

Jednocześnie ostrzega przed możliwością powstania „samospełniającej się przepowiedni”, jeśli Izrael będzie nadal stosować rozwiązania siłowe.

— Izrael działa, by zapobiec temu, by Turcja i Syria stały się zagrożeniem, ale jego działania mogą w rzeczywistości wzmocnić postrzeganie Izraela jako wspólnego wroga i zachęcić do większej współpracy przeciwko niemu — uważa.

Jeśli napięcia będą się utrzymywać, konsekwencje nawet ograniczonego starcia mogą okazać się dla Waszyngtonu poważniejsze niż już i tak destabilizujące skutki wojny amerykańsko-izraelskiej przeciwko Iranowi.

Rich Outzen — były doradca cywilny i wojskowy Departamentu Stanu USA, a później pracownik biura specjalnego przedstawiciela ds. Syrii w pierwszej administracji Trumpa — ostrzega, że „prawdopodobieństwo konfliktu jest dość wysokie, biorąc pod uwagę agresywną postawę Izraela od 2023 r. polegającą nie tylko na odstraszaniu, ale i prewencyjnych uderzeniach wobec domniemanych zagrożeń na szeroką skalę geograficzną Bliskiego Wschodu”.

— Gdy taka strategia obejmuje nie tylko wspieranych przez Iran pośredników faktycznie atakujących Izrael, ale także sojuszników USA mających potencjał do zagrożenia Izraelowi albo ograniczania izraelskich operacji wojskowych nad cudzym terytorium i przestrzenią powietrzną, taki model odstraszania to przepis na niekończącą się wojnę, która łatwo może wymknąć się spod kontroli — mówi Outzen „Newsweekowi”. — To także bezpośrednio koliduje z podejściem Ankary, która dąży do stabilizacji i rozwoju gospodarczego w takich krajach jak Syria, Liban czy Irak, czyli tam, gdzie tureckie firmy i doradcy wojskowi chcieliby budować instytucje i wzmacniać struktury państwowe.

Pytany o to, jak Biały Dom mógłby uniknąć katastrofalnego scenariusza, Outzen wskazuje możliwość mediacji, w tym utworzenia specjalnego kanału dekonfliktowego, wcześniej zaproponowanego przez Barracka. Jego zdaniem przy zaangażowaniu USA w rozwiązywanie konfliktu z Iranem zażegnanie kryzysu izraelsko-tureckiego wymagałoby także intensyfikacji działań dyplomatycznych na rzecz deeskalacji i wzmocnienia współpracy gospodarczej. Zauważa jednak, że klimat polityczny w USA zmierza w innym kierunku.

— Nastroje w USA po obu stronach sceny politycznej są coraz bardziej niechętne bezpośredniemu angażowaniu się w sprawy Bliskiego Wschodu. Chcemy, by sojusznicy przejmowali inicjatywę i poprawiali warunki gospodarcze i bezpieczeństwo — zwraca uwagę. — Silni sojusznicy są korzystni, ale jeżeli dwóch mocnych sojuszników organizuje się regionalnie i ze sobą nie rozmawia, możemy sami przyczyniać się do powstawania antagonistycznych bloków.

Tekst opublikowany w amerykańskim „Newsweeku”. Tytuł, lead i śródtytuły od redakcji „Newsweek Polska”.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version