Na razie awantura w PiS całkowicie dominuje scenę polityczną, a rządząca koalicja konsekwentnie dolewa oliwy do ognia, by zainteresowanie wyborców tym konfliktem nie słabło. Rzadko zdarza się sytuacja, w której polityczni przeciwnicy tak skutecznie osłabiają się sami. W obozie władzy nie brakuje jednak obaw, że ktoś nieoczekiwanie wyciągnie do PiS pomocną dłoń.

— No smutku to u nas nie ma. Nawet nie będziemy udawać, że nas to martwi, bo się nie da — śmieje się polityk KO, którego pytam o nastroje po rozpadzie PiS.

W Koalicji Obywatelskiej panuje atmosfera wyczekiwania. Wielu polityków po prostu kupiło popcorn i z satysfakcją obserwuje widowisko. Nie brakuje jednak także takich, którzy z trudem wytrzymują rolę widza. Gdy polityczna awantura toczy się bez ich udziału, aż ich świerzbi, żeby się przyłączyć.

— Jest trochę strach, że koledzy nie wytrzymają i coś zepsują tak skutecznie, że znowu przestanie się mówić o PiS-ie, a zacznie o nas — śmieje się nasz rozmówca z KO.

Na razie w KO nie ustają żarty z możliwej degradacji PiS w sejmowej hierarchii.

— Pojawił się nawet pomysł, żeby wysłać Rutnickiego, Frysztaka i Zębaczyńskiego z kartonami do pakowania do klubu PiS. Pewnie szybko zaczęliby się pakować. Ale spokojnie, to tylko żarty, nic poważnego — śmieje się jeden z naszych rozmówców.

To nieprzypadkowy dobór nazwisk. Wszyscy trzej politycy mierzą około dwóch metrów wzrostu i są potężnie zbudowani.

Dowcip nawiązuje do scenariusza, który jeszcze niedawno wydawał się mało prawdopodobny. Jeśli PiS przestanie być największym klubem parlamentarnym, będzie musiał oddać część sejmowych pomieszczeń przysługujących największej reprezentacji. W kuluarach już pojawiają się więc żarty o przeprowadzce i pakowaniu kartonów.

— To jest bardzo dużo zamieszania — mówi nam szef klubu KO Zbigniew Konwiński. — Nie wiem, czy warto aż tak kombinować na rok przed wyborami. Poza tym służby sejmowe musiałyby znaleźć miejsce dla niemal 40 posłów. Niech ich tam usadzą na korytarzu. Sami się zagryzą.

Takie sytuacje już zresztą się zdarzały. Gdy rozpadł się klub SLD, a Marek Borowski odszedł, tworząc Socjaldemokrację Polską, nowemu ugrupowaniu przydzielono pomieszczenia tuż obok dawnych partyjnych kolegów. Szybko zaczęły się wzajemne podejrzenia o podsłuchiwanie, zamykanie drzwi na klucz i spory o rzeczy pozostawione we wspólnej części korytarza, włącznie z legendarnym już czajnikiem.

— Boję się, że koledzy to przegrzeją. Tam trzeba siedzieć, patrzeć i nic nie dotykać. Niech samo się robi, ale już widzę, że paru naszych zamierza się podłączyć — mówi inny polityk KO.

W KO jest też spora grupa polityków, którzy uważają, że właśnie rozstrzygnęły się wybory 2027 i nic już nie muszą robić. Bo skoro PiS się podzielił, to KO ma zwycięstwo w kieszeni.

— Nie, nie, absolutnie nie. To niczego nie zmienia. Musimy być gotowi na normalną poważną kampanię za rok — zarzeka się jeden ze znaczących polityków KO.

Koalicjanci podchodzą do całej sytuacji ostrożnie. Lewica, która najmniej ryzykuje na przetasowaniach po prawej stronie, traktuje rozpad PiS głównie jako polityczne igrzyska i wakacyjną atrakcję. To, co dzieje się na prawicy, dotyczy jej w najmniejszym stopniu, dlatego może obserwować wydarzenia ze względnym spokojem.

Inaczej jest w ugrupowaniach walczących o centrowego wyborcę. Tam obok satysfakcji zaczyna pojawiać się niepokój.

— Nie jestem pewien, czy potrzebujemy kolejnego konkurenta w centrum — przyznaje polityk PSL. — Jeszcze ludzie uwierzą w ten umiarkowany, centrowy PiS i zaczną poważnie rozważać oddanie na niego głosu. Moim zdaniem powinniśmy jak najmocniej wpychać Morawieckiego w objęcia prezesa. Byle nie pozwolić mu się od tego odkleić.

Trudno się dziwić, że problemy największej partii opozycyjnej wywołują w obozie władzy sporą satysfakcję. Tym bardziej że wojna domowa w PiS skutecznie przykryła jeden z najpoważniejszych kryzysów wizerunkowych rządu ostatnich miesięcy, związany ze służbą zdrowia i sytuacją w Szpitalu Południowym.

Politycy koalicji zdają sobie jednak sprawę, że ten stan nie potrwa wiecznie. Uwaga opinii publicznej prędzej czy później przeniesie się gdzie indziej i rozpad PiS przestanie kogokolwiek obchodzić. Na razie nie widać, żeby rządząca koalicja miała plan na to, jak prowadzić narrację po tym, jak kryzys w PiS już się wyczerpie i przestanie interesować wyborców.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version