9 i 10 maja przedstawiciele ukraińskiej Specjalistycznej Prokuratury Antykorupcyjnej dokonali przeszukań m.in. kwatery głównej dowódcy Gwardii Narodowej generała brygady Ołeksandra Piwnenki.
Jak wyjaśniono, były to działania związane z wewnętrznym śledztwem, nie podano jednak żadnych szczegółów. Kilkadziesiąt godzin później, pomimo medialnych doniesień, GNU przekazało, że dowódca pozostanie na stanowisku.
Wojna w Ukrainie. Szef SBU o konsekwencjach działań prokuratorów
Sprawa wybuchła medialnie ponownie w związku z wtorkową decyzją prezydenta Wołodymyra Zełenskiego. Ukraiński przywódca zaakceptował propozycję zmian przegłosowanych w Radzie Najwyższej dotyczących nadzoru m.in. nad Specjalistyczną Prokuraturą Antykorupcyjną przez Prokuratora Generalnego.
Przedstawiciele opozycji natychmiast zarzucili rządzącym, że chcą przejąć kontrolę nad tymi instytucjami i ukrywać przypadki korupcji. W związku ze sprzeciwem na ulicach wielu ukraińskich miast zorganizowane zostały manifestacje.
Sprawę skomentował także szef Służby Bezpieczeństwa Ukrainy. W trakcie briefingu prasowego Wasyl Maluk podkreślił, że działania prokuratorów powodowały duże problemy w armii, jako przykład podał przeszukania w Gwardii Narodowej.
– Jak można iść do dowódcy Gwardii Narodowej, Bohatera Ukrainy, generała Piwnenki i go przeszukać? (…) Czy on na to zasługuje? A potem rozgłaszali to wszystko w kanałach społecznościowych – grzmiał.
– Połowa Gwardii Narodowej złożyła wtedy broń, nie chciała wykonywać zadań, bo wątpili, jakim jest dowódcą. A druga połowa chciała pojechać do Kijowa, a minister spraw wewnętrznych Kłymenko musiał spędzić tydzień, objeżdżając jednostki i rozmawiać z nimi – dodał.
Wasyl Maluk nie ukrywał swojej złości z działań przedstawicieli antykorupcyjnej prokuratury. Przypomniał, że do dzisiaj nie przedstawiono wobec generała żadnych zarzutów.


