-
Rosyjski atak dronów na plaży w Odessie spowodował śmierć 26-letniej kobiety, przypominając mieszkańcom i turystom o braku całkowitego bezpieczeństwa.
-
Świadkowie relacjonowali nagłe uderzenie drona oraz szybką reakcję partnera ofiary i innych plażowiczów, jednak nie udało się uratować życia rannej.
-
Władze i przedstawiciel Marynarki Wojennej podkreślili zagrożenia wynikające z przebywania na odeskich plażach, uznając Morze Czarne za aktywny odcinek frontu i apelując o ostrożność.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
Z relacji świadków wyłania się obraz nagłego i niespodziewanego uderzenia, które nastąpiło tuż po ogłoszeniu alarmu przeciwlotniczego. Część wypoczywających na plaży Otrada osób początkowo zignorowała syreny ostrzegawcze lub zaczęła wracać na piasek zbyt wcześnie.
– Zaczęliśmy wracać. Kiedy w końcu tam dotarliśmy, rozłożyliśmy parasol. Rozległ się wybuch, odwróciłam się i zobaczyłam, jak piasek podniósł się mniej więcej do mojej wysokości. Wtedy jakiś mężczyzna zaczął bardzo głośno krzyczeć, wzywając karetkę – mówiły Marina i Maria, które były na miejscu w momencie eksplozji.
Wojna w Ukrainie. Dramat na odeskiej plaży
Odłamek zestrzelonego lub uderzającego drona ranił 26-latkę bezpośrednio w szyję. Na plaży wybuchła panika, jednak świadkowie podkreślają niezwykle przytomną i bohaterską reakcję partnera ofiary, który natychmiast mocno przycisnął dłoń do rany, próbując zatamować gwałtowne krwawienie tętnicze.
Inni plażowicze rzucili się na pomoc, szukając materiałów do zrobienia improwizowanego opatrunku, zanim na miejsce dotarły pierwsze patrole policji i pogotowie ratunkowe. Pomimo podjętej reanimacji życia młodej kobiety nie udało się uratować.
Inna wczasowiczka, Sofia, zauważyła ze smutkiem, że gdy zawyły syreny, większość ludzi uciekła w stronę pobliskich kawiarni i betonowych schronów. Na otwartej przestrzeni został praktycznie tylko ten jeden parawan.
Tragedia wywołała natychmiastową reakcję władz miejskich. Pełniący obowiązki mera Odessy Igor Kowal wydał oficjalny komunikat, w którym podkreślił, że plaża Otrada, mimo obecności infrastruktury i kawiarni, nie znajdowała się na liście oficjalnie otwartych i bezpiecznych stref rekreacyjnych.
Choć w mieście wyznaczono nieliczne punkty z dostępem do morza posiadające certyfikowane schrony, mieszkańcy regularnie łamią zakazy, kąpiąc się w miejscach niedozwolonych.
Odessa. Apel wojskowego: Morze to linia frontu
Do incydentu odniósł się Oleg Konstantinow, oficer i żołnierz ukraińskiej Marynarki Wojennej. W swoim apelu do cywilów przypomniał o brutalnej specyfice regionu odeskiego, wskazując, że w obecnych realiach morze przestało być atrakcją turystyczną.
Wojskowy przypomniał m.in., że wody Morza Czarnego to aktywny odcinek frontu. Codziennie przecinają go rakiety manewrujące, drony kamikaze oraz bezzałogowe łodzie uderzeniowe.
Nawet na tzw. „legalnych” plażach w każdej chwili fale mogą wyrzucić na piasek fragmenty podwodnych min, które eksplodują przy najmniejszym dotknięciu.
Konstantinow przypomniał sytuację z ubiegłego roku z plaży Łuzanowka, gdzie wiatr zniósł w głąb niebezpiecznych wód materac z cywilami. Załoga ukraińskiego kutra wojskowego musiała ryzykować własnym życiem i wejść w strefę zagrożenia ostrzałem, aby ratować nieodpowiedzialnych wczasowiczów.
„To są powszechne prawdy… Niestety, w piątym roku wojny na pełną skalę prawdopodobnie nie są już oczywiste. Dlatego przypominamy. Morze jest niebezpieczne, morze to linia frontu. Wróg nadchodzi z morza niemal codziennie. Nie narażajcie siebie i swoich dzieci na niebezpieczeństwo! I nie utrudniajcie pracy Sił Obronnych!” – podsumował.


