To nie był łatwy rok dla polskiej książki. Czytelnictwo nam po raz kolejny w kraju spadło. Z 43 do 41 proc. Tak, 59 proc. Polaków przyznało wprost, że w ostatnim roku nie przeczytało ani jednej książki – wynika z ostatnich badań Biblioteki Narodowej.
Z rynku znikają kolejne księgarnie. W zeszłym roku zamknęło się kolejnych 100 placówek. Wśród nich wiele kultowych miejsc, jak warszawski Tarabuk, poznańska księgarnia z Bajki czy Drzewiec w Krynicy Zdroju. – W większości przypadków powodem likwidacji są wysokie koszty prowadzenia działalności oraz konkurencja sklepów internetowych oferujących książki w niższych cenach – tłumaczy Ewa Tenderenda-Ożóg z Biblioteki Analiz.
Upadają nie tylko księgarnie, ale i całe hurtownie. Ostatni przypadek sprzed kilku dni. Należące do grupy PWN przedsiębiorstwo Azymut ma 67 mln zł zadłużenia. Kłopoty nawarstwiły się w połowie zeszłego roku, kiedy jeden z największych hurtowników książki w kraju padł ofiarą ataku hakerskiego. Dystrybucja się zatrzymała i do dzisiaj trudno ją postawić znów na nogi. Wiele osób poszło do zwolnienia. W firmie trwa postępowanie układowe.
Mimo tych dramatycznych wieści, w Polsce na książkach wciąż da się dobrze zarobić, choć niestety to naprawdę bardzo rzadkie wyjątki.
Pisarz jak chłop pańszczyźniany
Jaka jest kondycja finansowa polskich pisarek i pisarzy? – Nędzna – odpowiada krótko Anna Brzezińska z Unii Literackiej. – Z pisania książek i działań okołoliterackich – spotkań autorskich, prowadzenia warsztatów, kursów literackich itp. – może się w Polsce utrzymać jedynie zdecydowana mniejszość osób piszących – tłumaczy sekretarzyni zarządu stowarzyszenia.














