Close Menu
  • Aktualności
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Biznes
  • Polityka
  • Nauka
  • Sport
  • Klimat
  • Zdrowie
  • Wybór Redaktora
  • Komunikat Prasowy
Modne Teraz
Obowiązkowe OC rolnika 2026 – kto musi je mieć i jaka kara grozi – Biznes Wprost

Obowiązkowe OC rolnika 2026 – kto musi je mieć i jaka kara grozi – Biznes Wprost

6 maja, 2026
Myliliśmy się. Pterozaury były jednak zwierzętami lądowymi

Myliliśmy się. Pterozaury były jednak zwierzętami lądowymi

6 maja, 2026
Pogoda na środek rzuci nam wyzwanie. Nadchodzą burze z gradobiciem

Pogoda na środek rzuci nam wyzwanie. Nadchodzą burze z gradobiciem

6 maja, 2026
Polska od dwóch miesięcy wysycha. „Sytuacja jest dramatyczna”

Polska od dwóch miesięcy wysycha. „Sytuacja jest dramatyczna”

6 maja, 2026
Sondaż. Kaczyński nie może liczyć na „efekt Czarnka”. PiS cały czas słabnie – Wprost

Sondaż. Kaczyński nie może liczyć na „efekt Czarnka”. PiS cały czas słabnie – Wprost

6 maja, 2026
Facebook X (Twitter) Instagram
Popularność
  • Obowiązkowe OC rolnika 2026 – kto musi je mieć i jaka kara grozi – Biznes Wprost
  • Myliliśmy się. Pterozaury były jednak zwierzętami lądowymi
  • Pogoda na środek rzuci nam wyzwanie. Nadchodzą burze z gradobiciem
  • Polska od dwóch miesięcy wysycha. „Sytuacja jest dramatyczna”
  • Sondaż. Kaczyński nie może liczyć na „efekt Czarnka”. PiS cały czas słabnie – Wprost
  • Losowanie we wtorek, 5 maja. Wyniki Lotto, Lotto Plus i Mini Lotto – Biznes Wprost
  • System kaucyjny zmienia podejście Polaków do śmieci. Są nowe badania
  • Wojna na Ukrainie. Atak Rosji tuż po ogłoszeniu „reżimu ciszy”
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
  • Skontaktuj się z nami
Historie Internetowe
Razy DzisiajRazy Dzisiaj
Biuletyn Zaloguj Sie
  • Aktualności
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Biznes
  • Polityka
  • Nauka
  • Sport
  • Klimat
  • Zdrowie
  • Wybór Redaktora
  • Komunikat Prasowy
Razy DzisiajRazy Dzisiaj
Strona Główna » Zofia była alkoholiczką. „Mój ciąg nie trwał miesiąc, ale dwa lata”
Zofia była alkoholiczką. „Mój ciąg nie trwał miesiąc, ale dwa lata”
Aktualności

Zofia była alkoholiczką. „Mój ciąg nie trwał miesiąc, ale dwa lata”

Pokój WiadomościPrzez Pokój Wiadomości6 maja, 2025

Wysoko funkcjonująca matka alkoholiczka zawsze zrobi dziecku kanapkę do szkoły, w domu zawsze będzie czekał obiad. Tylko że taka matka cały czas myśli o tym, jak się napić. A kiedy przechodzi już w fazę picia destrukcyjnego, jej dzieci stają się żywymi alkomatami, czułymi radarami. Moje wracały ze szkoły i widziałam badawcze spojrzenie: wypiła czy nie? – opowiada Eliza.

Są doskonałymi menedżerkami, doskonałymi matkami, wzorowymi żonami. Najczęściej piją same, wieczorem, po pracy.

Zofia, 45 lat

Przez alkohol straciłam majątek, wielką firmę, dziecko, męża, cztery prace z rzędu, byłam kilka metrów poniżej mułu. Mój ciąg nie trwał miesiąc, ale dwa lata. Dzień w dzień, do odcięcia. W tym czasie byłam dyrektorem sprzedaży internetowej, menedżerem…

Wysoko funkcjonujący alkoholik ma ten komfort, że nie martwi się o pieniądze. Ale to pułapka, stosowałam masę drogich zabiegów kosmetycznych, żeby ukryć przemęczoną, przepitą twarz. Po ciężkim weekendzie dzwoniłam w niedzielę po południu do kliniki, przyjeżdżał lekarz z pielęgniarką, podpinali mnie pod kroplówkę i dzięki nawadnianiu, bombie witaminowej w poniedziałek rano byłam rześka, pełna energii, mogłam pojechać na spotkanie albo w delegację. Lubiłam delegacje. Pracowałam na wysokich obrotach cały dzień, a nagrodą był hotelowy pokój zamknięty o 18.00 i dwie, trzy butelki wina, brak męża, który patrzył na ręce.

Spotkałam ostatnio swego podwładnego. Powiedział, że zespół wiedział, kiedy przychodzę na kacu, a kiedy już jestem wstawiona. Wtedy zamykali mnie w gabinecie i kłamali, że już wyszłam. W końcu zaczęłam tracić pracę z powodu alkoholu. Byłam już na takim etapie, że przed budynkiem łykałam z termosu, bo na trzeźwo nie byłabym w stanie obsłużyć komputera. Organizowałam wtedy wielki sklep internetowy: spotkania, narady, wydawało mi się, że szefostwo niczego nie widzi. Aż jednego dnia poprosili mnie do sali konferencyjnej. Powiedzieli, że jeżeli nie dmuchnę, to wezwą policję. Drugie zwolnienie było z błahego powodu. Samochodem służbowym najechałam na blokadę parkingową. Zadzwoniłam po policję, bo byłam trzeźwa. Poinformowałam też szefa. Ale zapomniałam, że w samochodzie wszędzie walały się butelki: pełne i puste. Na kolejnych rekrutacjach nie pokazywałam świadectw pracy, z których wynikało, że zwolniono mnie po trzech, czterech miesiącach. Dziury w CV tłumaczyłam potrzebą odpoczynku, podróżowaniem po świecie.

Oczywiście w domu też kryłam się z piciem, a mąż tego nie zauważał albo nie chciał zauważyć. Dla niego sytuacja była komfortowa: nie kłóciłam się, cichutko siedziałam z lampką wina, oglądałam telewizję. Później przerzuciłam się na mocniejsze alkohole, żeby było szybko i dłużej trzymało. Miętówki były wszędzie. Później cukierki owocowe, które doskonale zabijały zapach przetrawionego alkoholu. Główną przyprawą w kuchni stał się czosnek. Zapas wina szybko znikał. Ale ja równie szybko go uzupełniałam, żeby zawsze stało 16 butelek.

Latami wstawałam i modliłam się, żeby tylko móc się napić, ale wiedziałam, że nie wsiądę w takim stanie do samochodu. Natomiast piłam już w aucie, zanim weszłam po pracy do domu. Z czasem przerzuciłam się na komunikację miejską. Wtedy mogłam zacząć pić już w ciepłym autobusie z termosu.

Mamy niepełnosprawnego syna. Dużo czasu spędzałam z nim w sanatoriach, ośrodkach rehabilitacyjnych. Kochałam to. Mieliśmy osobny pokoik, wieczorami pielęgniarki nie zaglądały, on szedł spać o 19.00, a ja mogłam pić. Całymi latami wydawało mi się, że jestem idealną matką, dzieci miały najnowsze gry, telefony, komputery. Dopiero terapia otworzyła mi oczy, że tymi zakupami starałam się uciszyć wyrzuty sumienia. Z czasem córka przestała zapraszać znajomych do domu, wstydziła się mnie, byłam nieobliczalna. Wolała nie mówić, że jest wywiadówka, bo mogłam na nią przyjść nietrzeźwa. Mój humor i nastrój zależały od ilości alkoholu we krwi. Córka nie wiedziała, dlaczego raz byłam w świetnym nastroju, a innym razem wyżywałam się na niej.

Nieraz wykrzyczała, że nienawidzi mnie za to, co jej zrobiłam.

Mąż, kiedy się dowiedział o mojej chorobie, odszedł z dnia na dzień. To była fantastyczna wymówka, żeby pić jeszcze więcej. Doszłam do punktu, w którym zrozumiałam, że albo umrę z przepicia, albo popełnię samobójstwo. Stanęłam przed lustrem i myślałam, że się porzygam na swój widok: byłam zniszczona jak klasyczny lump spod sklepu, choć zarabiałam duże pieniądze.

Tak bardzo chciałam nie pić, że latałam codziennie na mityngi Anonimowych Alkoholików. A w sobotę i niedzielę, jak nie wiedziałam, co ze sobą zrobić, to nawet dwa razy. Na terapię zdecydowałam się dopiero po dwóch latach. I to było najlepsze sześć tygodni w moim życiu. Nie wróciłam do biznesu, pracuję teraz w całodobowym ośrodku opieki. Już nie chcę tamtego życia, tamtych pieniędzy, obowiązków.

Nie ma bezpiecznej dawki

Eliza, 46 lat

Mieszkam za granicą od 20 lat i opowiem, jak byłam alkoholiczką, wysoko funkcjonującą matką i panią domu.

Pierwsze piwo wypiłam, jak miałam 21 lat. Uzależniłam się od pierwszego kopa. Kilka miesięcy później, jak miałam jakiś problem, żeby sobie ulżyć, kupiłam wódkę i wypiłam sama. Wyszłam za mąż za Włocha. Patrzyłam na siebie z kieliszkiem wina – to tak ładnie i luksusowo wyglądało. Mąż nie miał problemów z alkoholem, potrafi wypić jedno piwo dziennie, ale też nie pić przez kilka tygodni. Ja ciągle chciałam dolewkę. Wiedziałam, że coś jest nie tak, bo jak zostawałam w domu sama, to musiałam mieć zapas alkoholu. Miałam 25 lat, jak sobie zrobiłam test „czy jesteś alkoholikiem” z jakiejś polskiej gazety. I wyszło mi, że tak. Cztery lata po tym, jak spróbowałam alkoholu!

Potem pojawiły się dzieci. Jak tylko odstawiłam je od piersi, zaczął się rytuał: kładłam dzieci spać, mąż przychodził z pracy, jedliśmy kolację i on zmęczony szedł spać. Ja zostawałam sama w kuchni, z garnkami i winem. Tłumaczyłam, że to mój moment relaksu, nagroda za dzień z dziećmi, przy garach.

W domu był błysk, dzieci czyściutkie, zadbane. Dużo z nimi robiłam zabaw edukacyjnych. Z boku wszystko wyglądało idealnie, dlatego mąż się nie zorientował, że jestem uzależniona. Inna sprawa, że ja byłam jego wizytówką, bardziej panią domu niż żoną, nie prowadziliśmy wspólnego życia. Może gdyby mnie naprawdę kochał…

Z czasem zaczęłam otwierać wino w ciągu dnia, mówiłam sobie, że jak wypiję kieliszek do obiadu, to nic się nie stanie. Starałam się wykorzystywać przy gotowaniu każdy pretekst do skorzystania z wina. Kuchnia pomagała ukrywać nałóg.

Któregoś razu w sypialni dostałam palpitacji serca, zaczęły mi się trząść ręce, wymiotowałam. Strasznie się przestraszyłam i przestałam pić na trzy lata, mężowi powiedziałam, że przechodzę na dietę. Zobaczyłam na trzeźwo, jak wygląda mój związek. I wtedy rozpadło się moje małżeństwo.

Wysoko funkcjonująca matka alkoholiczka zawsze zrobi dziecku kanapkę do szkoły, w domu zawsze będzie czekał obiad. Tylko że taka matka cały czas myśli o tym, jak się napić. A kiedy przechodzi już w fazę picia destrukcyjnego, jej dzieci stają się żywymi alkomatami, czułymi radarami. Moje wracały ze szkoły i widziałam badawcze spojrzenie: wypiła czy nie?

Dzisiaj pracuję w Szwajcarii, mężowi wysyłam regularnie pieniądze na dzieci, słyszę się z nimi codziennie, ale widzę je dwa, trzy razy w roku. To jest w moim przypadku cena spróbowania alkoholu. I jestem przekonana, że nie ma żadnej bezpiecznej dawki.

Zafundowałam synowi piekło

Małgorzata, 42 lata

Dość późno zaczęłam pić, miałam chyba 19 lat. Pili właściwie wszyscy znajomi. Byłam osobą raczej zamkniętą, alkohol mnie rozluźniał, pozwalał być duszą towarzystwa. Ludzie mnie wtedy lubili. Kiedy zaczęłam prowadzić dwa lokale gastronomiczne, musiałam się na nim znać, lubiliśmy testować z mężem różne gatunki piw. Przez lata piłam alkohol w małych dawkach, ale codziennie, był częścią życia. Z czasem sięgałam po niego nie dla smaku, ale żeby się nagrodzić, wyciszyć, odciąć się od natłoku codzienności. Syna kładłam spać i nalewałam kieliszek wina albo otwierałam butelkę piwa. Potem zaczęłam zamawiać alkohol na lunch w ciągu dnia. Kurczę, to tylko lampka wina – mówiłam sobie. A wieczorem było znowu piwko.

Musiałam zamknąć lokale, przeszłam załamanie nerwowe. Zaczęłam sobie pozwalać na coraz więcej. Mój kolejny biznes to szkolenia, w pandemii przeszedł do internetu, co mi nie służyło. Mogłam zaczynać wcześniej, nikt nie sprawdzał, co mam w kubku, który widać w kamerce. Wiedziałam, jaką dawkę przyjąć, żeby dobrze się poczuć, a nikt po mnie nie poznał. Aż pojawiła się w moim życiu wódka. Zaczęłam zawalać wstawanie rano. Brałam zwolnienia, traciłam klientów.

Mąż dawał sygnały, że chyba za dużo tego alkoholu. Ale i tak nie widział wszystkiego. Zdiagnozowano u mnie depresję, leki, które dostałam, zrobiły ze mnie zombi, a alkohol to podkręcił. Byłam psychicznym wrakiem. Na urlopie w 2022 r. chowałam alkohol przed mężem. Po kilku dniach dostałam takiego ataku paniki, że musieliśmy jechać do szpitala. Wtedy się przyznałam, że dużo piję i nie jestem w stanie przestać.

Na początku był dużym wsparciem, ale po jakimś czasie zaczęła rosnąć w nim złość, że wciąż sięgam po alkohol. Poszedł na swoją terapię, a w końcu się wyprowadził, żeby ratować siebie.

Podzieliliśmy się opieką nad synem. Jeśli spędzał czas u mnie, starałam się być na tyle sprawna i trzeźwa, żeby organizować mu życie. Nie zawsze się udawało. Jak byłam w ciągu, potrafiłam zadzwonić do swoich rodziców, żeby go przejęli na kilka dni.

Byłam na kilku odwykach, po każdym zapijałam, ale oszukiwałam męża, rodziców, syna, że jestem czysta. Pod koniec roku mieliśmy pierwszą rozprawę rozwodową. To mnie zniszczyło. Mój ciąg trwał 20 dni, na przemian piłam i wymiotowałam. Po pijaku zadzwoniłam do mamy, że ja już tego nie wytrzymam. Wysłała do mnie tatę, który pilnował mnie całą noc, żebym nic sobie nie zrobiła.

Byłam zrozpaczona, że nie jestem w stanie być mamą dla tak wspaniałego chłopca, nie jestem w stanie być żoną, nikim. Nie widziałam żadnej przyszłości dla siebie.

Poszłam na kolejną terapię, która zaczęła się od tego, że dobrano mi lekarstwa na depresję. Na razie jest dobrze. Na terapii poznałam wiele alkoholiczek, które piły latami, ale choroba rozwinęła się dopiero, jak dzieci wyszły z domu, zabrakło dosyć naturalnego hamulca. Zrozumiałam, że ja, niestety, mojemu synowi zafundowałam piekło, musiał patrzeć na mnie pijaną, bać się, kiedy znikałam w szpitalu.

Na grupach AA znalazłam duże wsparcie. Zarówno tych stacjonarnych, jak i online. Chciałabym powiedzieć wszystkim kobietom, które czują, że za dużo piją, żeby pamiętały, że to choroba i można z nią żyć. Tylko trzeba zacząć się leczyć.

Nie umiałam pić

Marta, 46 lat

Problemy z alkoholem zaczęły się, kiedy byłam menedżerem w restauracji, praca po 16 godzin dziennie. Nigdy nie piłam w firmie. Zaczynało się wieczorem, jak przychodziłam do domu. Dzieci już spały. Moją nagrodą za cały dzień harówki była lampka wina. Tyle że nigdy nie kończyło się na kieliszku. Rano szłam do pracy, a po powrocie kolejna butelka. Mój mąż nigdy nie powiedział, że może trochę za dużo. Ale wydawało mi się, że nie straciłam kontroli nad piciem.

Jednak zaliczyłam ciąg ostrzegawczych sygnałów. Wylądowałam dwa razy w szpitalu z powodu ataku paniki. Myślałam, że umieram, serce mi wysiądzie. Zaczęłam tyć, zdałam sobie sprawę, że alkohol to mnóstwo pustych kalorii. Na dodatek po nim zawsze się chce więcej jeść: precelki, ser… Wreszcie jakiś czas temu byliśmy u znajomych na ognisku. Wydawało mi się, że wypiłam dwie, trzy lampki wina. Ale na drugi dzień zorientowałam się, że nie pamiętam, kto mnie odwiózł do domu ani co robiłam w aucie. Koleżanka opowiadała, że byłam wesoła, nie wyglądałam na pijaną. Ale ja mam w głowie czarną dziurę. To mnie walnęło.

Na drugi dzień powiedziałam: koniec. To było moje dno: te siedem minut drogi autem do domu, kiedy tak naprawdę urwał mi się film. Poczułam, że na zewnątrz zbudowałam fasadę, ale gdzieś w środku stało się coś przerażającego.

Teraz, kiedy ktoś pyta, dlaczego nie piję, odpowiadam: bo nie umiem. Nie potrafiłam zatrzymać się na kieliszku, piłam, dopóki było wino w butelce.

Mam dużo znajomych, doskonale ustawionych zawodowo: prawniczki, lekarki… Żadna nie chce się przyznać, ile pije. Żartujemy, że jak lekarz pyta, ile pijemy alkoholu tygodniowo, to każda mówi: dwie, trzy lampki wina. I nie dodaje, że to dawka codzienna. W moim towarzystwie nie widać pijanych do nieprzytomności, ale pije się przy każdej okazji: wyjście do teatru, spotkanie, nawet kinderbal. Lampkę wina, kolorowy drink kojarzy się z czymś eleganckim.

Od kiedy nie piję, wyostrzył mi się zmysł obserwacji. Dzwonię na przykład do koleżanki wieczorem i słyszę, że zaliczyła już niejedną lampkę wina. Nie oceniam, sama taka byłam.

WIĘCEJ W NUMERZE
nr
19

04.05.2025

Udział Facebook Twitter LinkedIn Telegram WhatsApp Email

Czytaj dalej

Polska od dwóch miesięcy wysycha. „Sytuacja jest dramatyczna”

Polska od dwóch miesięcy wysycha. „Sytuacja jest dramatyczna”

Oszust matrymonialny okradł Magdę, potem było tylko gorzej. „Nigdy nie będziesz bezpieczna”

Oszust matrymonialny okradł Magdę, potem było tylko gorzej. „Nigdy nie będziesz bezpieczna”

Jak często myć twarz? Eksperci mówią o paradoksie

Jak często myć twarz? Eksperci mówią o paradoksie

Europa zaczęła się bać giganta z USA. Polska niedawno podpisała z nim umowę

Europa zaczęła się bać giganta z USA. Polska niedawno podpisała z nim umowę

Majmurek: Prezydent Nawrocki wdepnął w polityczne bagno. Rząd chce, by się w nim ubrudził

Majmurek: Prezydent Nawrocki wdepnął w polityczne bagno. Rząd chce, by się w nim ubrudził

„Premier zdał sobie sprawę z tego, jak źle to zabrzmiało”. PiS i prezydent ruszyli z szarżą

„Premier zdał sobie sprawę z tego, jak źle to zabrzmiało”. PiS i prezydent ruszyli z szarżą

„Klasa średnia w Polsce jest armią najemników. Żyje na pokaz, żeby nie być gorszym od sąsiada”

„Klasa średnia w Polsce jest armią najemników. Żyje na pokaz, żeby nie być gorszym od sąsiada”

Komunie kosztują Polaków krocie. „Kredytu dobraliśmy jedynie 20 tys.”

Komunie kosztują Polaków krocie. „Kredytu dobraliśmy jedynie 20 tys.”

Japan’s Population Crisis Worse Than Expected, Births Data Shows – B1

Japan’s Population Crisis Worse Than Expected, Births Data Shows – B1

Add A Comment

Leave A Reply Cancel Reply

Wybór Redaktora

Myliliśmy się. Pterozaury były jednak zwierzętami lądowymi

Myliliśmy się. Pterozaury były jednak zwierzętami lądowymi

6 maja, 2026
Pogoda na środek rzuci nam wyzwanie. Nadchodzą burze z gradobiciem

Pogoda na środek rzuci nam wyzwanie. Nadchodzą burze z gradobiciem

6 maja, 2026
Polska od dwóch miesięcy wysycha. „Sytuacja jest dramatyczna”

Polska od dwóch miesięcy wysycha. „Sytuacja jest dramatyczna”

6 maja, 2026
Sondaż. Kaczyński nie może liczyć na „efekt Czarnka”. PiS cały czas słabnie – Wprost

Sondaż. Kaczyński nie może liczyć na „efekt Czarnka”. PiS cały czas słabnie – Wprost

6 maja, 2026

Najnowsze Wiadomości

Losowanie we wtorek, 5 maja. Wyniki Lotto, Lotto Plus i Mini Lotto – Biznes Wprost

Losowanie we wtorek, 5 maja. Wyniki Lotto, Lotto Plus i Mini Lotto – Biznes Wprost

6 maja, 2026
System kaucyjny zmienia podejście Polaków do śmieci. Są nowe badania

System kaucyjny zmienia podejście Polaków do śmieci. Są nowe badania

6 maja, 2026
Wojna na Ukrainie. Atak Rosji tuż po ogłoszeniu „reżimu ciszy”

Wojna na Ukrainie. Atak Rosji tuż po ogłoszeniu „reżimu ciszy”

6 maja, 2026
Facebook X (Twitter) Pinterest TikTok Instagram
© 2026 Razy Dzisiaj. Wszelkie prawa zastrzeżone.
  • Polityka Prywatności
  • Regulamin
  • Skontaktuj się z nami

Type above and press Enter to search. Press Esc to cancel.