-
Niż genueński Gabriel powoduje intensywne opady i podwyższone stany wód, a stan alarmowy został przekroczony w Gorlicach na rzece Sękówka.
-
Hydrolog ostrzega przed częstszymi powodziami błyskawicznymi i suszami spowodowanymi zmianami klimatycznymi.
-
Magazynowanie wody, zarówno na terenach wiejskich, jak i miejskich, staje się kluczowym wyzwaniem.
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
Niż genueński Gabriel, przynoszący ulewy, prędko nie zniknie znad Polski. Utrzymują się alerty IMGW najwyższego stopnia związane z intensywnymi opadami deszczu.
Obecnie jedynym miejscem w Polsce, na którym został przekroczony stan alarmowy, jest punkt pomiarowy w Gorlicach w powiecie tatrzańskim w Małopolsce. Tam na rzece Sękówka o godz. 8:20 w środę woda osiągnęła 496 cm, przekraczając stan alarmowy ustanowiony na poziomie 450 cm.
Niż genueński Gabriel nad Polską. Zwołano sztab kryzysowy
W środę odbyło się posiedzenie sztabu kryzysowego w związku z sytuacją pogodową z udziałem premiera Donalda Tuska. Dyrektor Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej dr Robert Czerniawski przekazał, że w ciągu kolejnych kilkunastu godzin „spodziewane są dalsze wzrosty do strefy wysokiej i stanów ostrzegawczych i alarmowych” na rzekach.
Tymczasem specjaliści podkreślają, że ekstremalne zjawiska mogą to coś, do czego musimy się przyzwyczaić. – W kolejnych miesiącach i latach możemy spodziewać się wielu powodzi błyskawicznych – nie ma wątpliwości dr hab. inż. Bartłomiej Rzonca z Uniwersytetu Jagiellońskiego.
– Obecnie na przykład panuje wielotygodniowa skrajna susza i na to przychodzi bardzo gwałtowny opad. Woda ma problem z wsiąkaniem na taki bardzo przesuszony grunt. Tym bardziej wzrasta zagrożenie szybkimi powodziami – wyjaśnia hydrolog. – W tym momencie nie wydarzy się tak, że Wisła wzbierze i zaleje Kraków, ale na lokalnym obszarze może nastąpić spływ na niżej położone tereny, który spowoduje ich zatopienie – dodaje i podkreśla, że stan wody w dużych rzekach na razie jest cały czas jest niski. Oczywiście to też może się dość szybko zmienić.
Inaczej jest w mniejszych rzekach. Z powodu długotrwałych opadów deszczu zwiększył się poziom wody w wielu lokalnych rzekach, przede wszystkim na południu Polski. W środę o godz. 10:40 stan ostrzegawczy zanotowano m.in. w stacjach Grybów w województwie małopolskim (rzeka Biała), Nowy Targ w woj. małopolskim (Dunajec) czy Zakopane-Harenda w woj. małopolskim (dane za IMGW).
Niż genueński nad Polską. Powodzie błyskawiczne
W dyskusjach o suszy i zmianach klimatycznych pojawia się czasem pytanie, dlaczego dochodzi do powodzi, skoro jest tak sucho?
– Coraz bardziej jest: albo bardzo sucho, albo bardzo mokro. Niestety klimat zmienia się w taką stronę, że nie mamy prawie stanów średnich. Rzadko się zdarza teraz, że deszcz pada długo i powoli. Częściej występują opady nawalne, bardzo silne i gwałtowne, woda bardzo szybko spływa i powoduje wielkie szkody, wielkie problemy, a zaraz potem znowu jest susza – mówi prof. Rzonca.
By zaradzić suszy, należałoby według rozmówcy Interii rozwijać retencję, czyli gromadzić wodę w każdym możliwym miejscu. – Nie chodzi o retencję w dużych zbiornikach, które lansowała komuna jako gigantyczne inwestycje. Chodzi o retencję rozproszoną. Mała tama, bobry, jakieś małe bagienko, byle było tego dużo – wyjaśnia.
– W tej chwili rolnicy w środkowej Polsce walczą z suszą, ale jednocześnie odwadniają tereny, gdzie tylko mogą i walczą o to, żeby żadnego rowu przypadkiem nie zlikwidować. A te rowy odprowadzają wodę z terenu i za chwilę jej już nie ma, brakuje jej – dodaje.
Susza w Polsce. „Potężne deficyty wody”
Prof. Bartłomiej Rzonca przytacza sytuację pewnego rolnika właśnie ze środkowej Polski, który kłócił się z sąsiadami o to, że musi odprowadzać ze swojego pola całą wodę. Mężczyzna wygrał sprawę w sądzie, na jego polu wykopano rów. – Rolnik myślał, że skoro wiosną ma za dużo wody, musi mieć rów, żeby tę wodę natychmiast odprowadzać. To było już kilka lat temu. Ciekawe, jak teraz funkcjonuje, gdy na tamtych terenach corocznie notowane są w lecie potężne deficyty wody – zastanawia się hydrolog.
– Każdy chce mieć sucho, każdy chce przygotować do użytkowania każdy możliwy teren, więc pozbywamy się podmokłych terenów. A to są zbiorniki z wodą. Gromadzenie wody to jedyne, co możemy zrobić – dodaje.
A co możemy zrobić w tym temacie dla miast? – To samo – mówi Rzonca. – Gromadzić tyle wody, ile się da. Miasta są jednak bardzo specyficzne i nie możemy udawać, że to jest naturalny teren. Dlatego dużej części tej wody musimy się pozbywać, w przeciwnym razie się utopimy.
Chcesz porozmawiać z autorką? Napisz: [email protected]














