-
Eksperci podkreślają konieczność inwestowania w mniejsze porty, aby wzmocnić pozycję Polski na Bałtyku i zabezpieczyć duże terminale przed zatorami.
-
Polska staje się coraz poważniejszym rywalem dla niemieckich portów, a logistyka morska zyskuje na znaczeniu w europejskim handlu.
-
Rozbudowa i modernizacja portu w Elblągu oraz poprawa infrastruktury kolejowej są kluczowe dla pełnego wykorzystania potencjału bałtyckich portów.
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
W ostatnim czasie opisywaliśmy jak wielką szansą rozwojową dla Polski są inwestycje w porty na Bałtyku. W trzech głównych: Gdańsk, Gdynia i Szczecin-Świnoujście są i będą prowadzone prace w zakresie zwiększenia możliwości przeładunkowych. To jednak nie koniec drogi.
Eksperci zwracają uwagę, że potrzebujemy inwestycji również w mniejsze porty. Między innymi po to, by zabezpieczyć największe terminale przed nieuczciwą konkurencją na rynku logistycznym.
– Po co wpuszczać małą jednostkę do Gdańska, ona blokuje ruch, mamy na tym słabe pieniądze. Dajmy zarobić mniejszym portom – wskazywał Janusz Pietruszyński, analityk i komentator gospodarczy, redaktor naczelny portalu CIRE, kiedy rozmawialiśmy o inwestycjach na Pomorzu.
Podkreślił też, że Polska powinna prowadzić „grę rynkową”. O jej kulisach rozmawiamy z Jarosławem Korpysą, profesorem Uniwersytetu Szczecińskiego i specjalistą ds. gospodarczych.
Polska kontra Niemcy. Bałtyk staje się polem gospodarczej rywalizacji
Wyjaśnijmy najpierw, z kim Polska konkuruje, jeśli chodzi o rynek transportowy na Morzu Bałtyckim.
– Widzimy, co się dzisiaj dzieje, chociażby w sprawie terminala kontenerowego w Świnoujściu. Konkurencja, mówię tutaj głównie o zrzeszeniu armatorów czy portów niemieckich, uniemożliwiają wszelkimi możliwymi sposobami, żeby realizacja tego portu została ukończona – zaznacza profesor Korpysa.
Nasz rozmówca kreśli również wizję sytuacji Polski za kilka lat, w perspektywie ukończonych inwestycji po 2030 roku. – Gdańsk, Gdynia i Szczecin-Świnoujście. Plus małe porty, które też odgrywają swoją rolę. Wystarczy spojrzeć na Kołobrzeg czy Darłowo, które notują z roku na rok coraz większe przeładunki. Polska będzie rosnącym zagrożeniem dla największych portów niemieckich jak Hamburg, ale też portów w Rostocku i Wismarze – wyjaśnia Korpysa.
Ekspert dodaje, że logistyka na Morzu Bałtyckim to „ogromny tort” biznesowy, ponieważ 80 proc. handlu międzynarodowego jest oparte właśnie o transport morski. – Prognozuje się, że w 2030 roku to może być nawet 85 proc., więc jeśli na rynku pojawia się nowy gracz, to inne kraje, w tym przypadku głównie Niemcy, będą oponowały – mówi dalej profesor. Siła gospodarcza polskich portów może być jednak zagrożona.
Zagrożenie dla polskich portów. „Strategia ległaby w gruzach”
Korpysa wskazuje, że dopóki za transport morski odpowiadają operatorzy na zasadach rynkowych, to w ich interesie jest, by jak największe jednostki docierały na Bałtyk i korzystały z najbardziej efektywnej drogi logistycznej.
Natomiast przestrzega przed scenariuszem, w którym duże porty muszą odmawiać armatorom większych statków, ponieważ są zajęte obsługą mniejszych jednostek. – Wtedy nasza strategia przeładunkowa ległaby w gruzach – podkreśla profesor.
– Teoretycznie jest to możliwe, bo przypomnijmy, że głównym konkurentem Polski jest tutaj szeroko pojęta gospodarka niemiecka. W Europie nic się nie dzieje bez niemieckiego i francuskiego głosu. Źle by się stało, gdyby na przykład znaleziono jakiś powód, dla którego Komisja Europejska nałożyłaby ograniczenia lub odgórne warunki parytetu obsługi mniejszych statków w portach – wskazuje Jarosław Korpysa.
Wskazuje również, że Polska potrzebuje dywersyfikacji w strategii portowej. Do tego konieczne jest wykorzystanie mniejszych portów.
Elbląg jako port morski. Długa lista potrzeb i wyzwań
Oprócz wymienionych Kołobrzegu i Darłowa szczególne znacznie dla „gry rynkowej” Polski zyskuje Elbląg. Po latach impasu w 2025 zapadła decyzja o dokończeniu inwestycji w pogłębienie toru wodnego o głębokości pięciu metrów, dzięki któremu do Elbląga zawiną statki handlowe. Prace mają zakończyć się w 2027 roku, a pierwszy, pełnomorski statek ma przypłynąć w 2029 roku.
Dzięki temu Polska będzie mogła w pełni wykorzystać potencjał przekopu Mierzei Wiślanej, który wykonano w 2022 roku.
Na tym wyzwania się nie kończą, ponieważ Elbląg będzie musiał rozbudować infrastrukturę terminalową, która obecnie jest na etapie koncepcji programowo-przestrzennej. Potem konieczne będzie wykonanie nowych nabrzeży i placów składowych tak, by dostosować port do potrzeb pełnomorskiej logistyki.
To nadal nie koniec wyzwań. „Inicjatywa Wyspa Sobieszewska” rozpoczęła zbiórkę podpisów pod petycją, której celem jest doprowadzenie do budowy kolei na Żuławy, tak by ułatwić transport kolejowy z Elbląga do Trójmiasta. Obecnie pociągi jeżdżą przez Malbork i Tczew, natomiast autorzy petycji wskazują możliwość budowy prostszej drogi – przez Nowy Dwór Gdański. Dodajmy jednak, że istnieją sprzeczne opinie ekspertów, co do opłacalności takiej inwestycji, przy istniejącym połączeniu drogowym trasy S7.
Niezależnie od rozwiązań w zakresie połączenia portu w Elblągu ze szlakami komunikacyjnymi na lądzie, Jarosław Korpysa wskazuje, że sam port jest potrzebny jako element pełnej strategii wykorzystani portów. – Automatycznie pojawią się sloty dla statków o mniejszej wyporności. Dlatego inwestycje w małych portach powinny być dalej rozwijane – podsumowuje profesor.
Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz na [email protected]















