W nocy z wtorku na środę odnotowano 19 naruszeń polskiej przestrzeni powietrznej. Premier Donald Tusk poinformował, że drony nadleciały nie tylko z terytorium Ukrainy, ale również Białorusi. Trzy zostały zestrzelone.
Ministerstwo Obrony Narodowej przekazało natomiast, że uruchomiono polskie i sojusznicze naziemne systemy obrony powietrznej i rozpoznania radiolokacyjnego. Zareagowały również lotnicze środki obrony powietrznej.
Najlepszy system antydronowy
W rozmowie z Interią prof. Maciej Milczanowski z Zakładu Studiów nad Wojną Uniwersytetu Rzeszowskiego i były wojskowy podkreśla, że Polska potrzebuje dziś nowoczesnych metod rozpoznawania dronów, takich jak te, które są stosowane w Ukrainie.
– Najlepsze systemy mają w tej chwili Ukraińcy, stosują je cały czas przy wielkiej ilości dronów – mówi.
Ekspert dodaje, że nawet, jeżeli gdzieś na świecie technologicznie są rozwiązania, które wydają się lepsze, to te ukraińskie są najbardziej przetestowane i cały czas usprawniane.
Zdaniem byłego wojskowego w polskim antydronowym systemie SKYctrl wykorzystano część rozwiązań ukraińskich. – Nasz system też był chwalony na świecie i także w Ukrainie ponoć był testowany. Mamy dobre rozwiązania, tylko nie wiadomo dlaczego z nich nie korzystamy – uważa prof. Milczanowski.
Były wojskowy podkreśla, że należałoby, tak jak zrobiono to w Ukrainie, objąć systemem duże połacie terenu.
– A gdyby jeszcze nasz system zintegrować z ukraińskim, to wtedy mielibyśmy oczy i uszy aż do Donbasu. Można zrobić dużo wykorzystując to, co w Polsce sami produkujemy i wcale nie trzeba patrzeć na rozwiązania w Izraelu, czy w Stanach Zjednoczonych – mówi.
Jak działa ukraiński system?
Czym ukraiński system różni się od naszego? Były wojskowo zwraca uwagę na jego powszechne zastosowanie. Nasz polski system antydronowy nakierowany jest na ochronę pojedynczych punktów infrastruktury krytycznej, a nie całego terytorium.
Ukraiński system jest rozmieszczony na terenie całego kraju, dodatkowo w system włączone jest społeczeństwo.
Jeżeli nad Ukraińcem przelatuje dron, to on ma odpowiednią aplikację, dzięki której natychmiast wysyła informacje. To jest weryfikowane przez chatbota, który dalej przesyła wiadomość do centrum operacyjnego. Tam lokalizacja zostaje naniesiona na mapę, dodatkowo informacja jest weryfikowana przez sztuczną inteligencję.
– W detektory w Ukrainie wprzęgnięte są oddziały wojskowe, czyli czołgi, samoloty, śmigłowce, drony, a także żołnierze i cywile. Detektory w terenie przekazują informacje do tego samego systemu obrazowania sytuacyjnego. I dzięki temu dużo więcej informacji tam dociera, one są weryfikowane przez sztuczną inteligencję, ale człowiek podejmie ostateczne decyzje – tłumaczy były wojskowy.
W opinii naszego rozmówcy modernizacja naszego systemu jest konieczna, i to jak najszybciej. – To powinno działać już od dwóch lat. Chyba chcielibyśmy, żeby w sytuacji kiedy zobaczymy coś niepokojącego, można to było szybko zgłosić, a nie dzwonić na 112 czy 997 – podkreśla prof. Milczanowski.
Dodaje, że żyjemy przecież w strefie przyfrontowej, wojna jest tuż za naszą granicą, więc pewne rozwiązania powinny być już u nas funkcjonować.
– Do tego trzeba jednak zmiany prawa, które przyspieszyłoby stosowanie takich rozwiązań i dawałoby możliwość, żeby Ministerstwo Obrony Narodowej i Ministerstwo Spraw Wewnętrznych mogły takie systemy upowszechniać i w środowiskach cywilnych i w wojsku – mówi ekspert.
Polsce potrzebne są szybkie rozwiązania
Jak szybko taki system mógłby zostać wprowadzony w Polsce? – System już działa, ale trzeba zwiększyć jego możliwości, tak naprawdę to jest kwestia miesięcy, kiedy można by już ten system realnie rozbudowywać – uważa były wojskowy.
Milczanowski podkreśla, że jako państwo frontowe musimy zmienić system funkcjonowania na taki, który pozwala na szybkie rozwiązania. – A nie tak, jakbyśmy funkcjonowali w warunkach pokojowych, jakby nam zupełnie nic nie groziło.












