Na marginesie szczytu ONZ pojawia się też szansa na przyspieszenie w pracach nad zakończeniem wojny w Ukrainie. Po waszyngtońskim szczycie pokojowym z połowy sierpnia zarówno Stany Zjednoczone, jak i europejscy członkowie NATO prowadzili kuluarowe prace m.in. nad organizacją spotkania Wołodymyra Zełenskiego z Władimirem Putinem czy zapewnieniem Ukrainie gwarancji bezpieczeństwa już po zawarciu pokoju z Rosją.
W międzyczasie Kreml konsekwentnie eskalował napięcie na wschodniej flance Unii Europejskiej i NATO, badając jak daleko może się posunąć, zanim napotka na zdecydowany opór. Spotkanie Donalda Trumpa z Wołodymyrem Zełenskim będzie więc ważne, bo chociaż odbędzie się na marginesie szczytu ONZ, to może dostarczyć odpowiedzi na kilka kluczowych kwestii, które wymagają pilnej reakcji.
Po pierwsze: Rosja eskaluje na wschodzie
Spotkanie prezydentów Stanów Zjednoczonych i Ukrainy będzie niezwykle ciekawe zwłaszcza ze względu na najświeższy i najbardziej niepokojący z wojennych wątków, a mianowicie postępującą eskalację ze strony Rosji na wschodniej flance UE oraz NATO. Tylko w ostatnich dniach Kreml dopuścił się szeregu prowokacji z udziałem dronów albo myśliwców na terytorium Rumunii, Polski i Estonii.
Zachodni analitycy nie mają złudzeń: Kreml testuje siłę i solidarność NATO (tę polityczną i tę militarną), bada procedury obronne i systemy reagowania poszczególnych państw wschodniej flanki NATO, a także sprawdza, jak daleko może posunąć się w eskalacji napięcia w relacjach z Zachodem.
Nic dziwnego, że wewnątrz NATO coraz szersze grono przywódców mówi o konieczności zdecydowanie bardziej stanowczych reakacji na kolejne prowokacje Kremla. Włącznie z zestrzeliwaniem rosyjskich dronów i samolotów, które będą naruszać NATO-wską przestrzeń powietrzną.
– Chcę bardzo wyraźnie powiedzieć: decyzję o zestrzeliwaniu obiektów latających my będziemy podejmowali bezdyskusyjnie, kiedy naruszają nasze terytorium i latają nad Polską. Tu nie ma o czym dyskutować – zapowiedział 22 września premier Donald Tusk.
Zaznaczył przy tym, że jest w stałym kontakcie z sojusznikami Polski z NATO, dzięki czemu ewentualna odpowiedź będzie odpowiedzią całego Sojuszu, a nie tylko Polski. – Muszę mieć 100-procentową pewność, że sojusznicy będą traktowali to w taki sam sposób jak my, że w sytuacji, gdy konflikt wejdzie w bardzo ostrą fazę, to nie będziemy sami w tym – zaznaczył szef rządu.
W podobnym tonie do Tuska wypowiedział się podczas posiedzenia Rady Bezpieczeństwa ONZ Radosław Sikorski. Do przedstawicieli Rosji szef polskiej dyplomacji zwrócił się nie przebierając w słowach: – Mam jedną prośbę do rosyjskiego rządu: jeśli kolejna rakieta czy samolot wejdą w naszą przestrzeń powietrzną bez zezwolenia i zostaną zestrzelone, a wrak spadnie na terytorium NATO, to proszę, nie przychodźcie do nas, żeby się skarżyć. Zostaliście ostrzeżeni.
Znacie tych dwóch: Zełenskiego i Putina. Oni nienawidzą się nawzajem. Wygląda to tak, jakby to ja musiał usiąść z nimi w jednym pokoju, ponieważ oni nie mogą przebywać razem w jednym pomieszczeniu. Bardzo silna nienawiść
Incydenty na wschodniej flance NATO będą cennym argumentem dla prezydenta Zełenskiego podczas rozmowy z jego amerykańskim odpowiednikiem. Tym bardziej, że dotychczas Trump nie kwapił się do ostrego potępienia Rosji za militarne prowokacje. W jednej z oficjalnych wypowiedzi zasugerował nawet, że mogła to być pomyłka. W innej, 21 września, pytany, czy pomógłby Polsce i państwom bałtyckim w razie nasilenia napięć z Rosją, odpowiedział krótko: – Tak, zrobiłbym to.
Po drugie: Amerykańskie gwarancje bezpieczeństwa dla Ukrainy
Kontekst rosyjskich prowokacji jest arcyważny także dla innej fundamentalnej kwestii związanej z zakończeniem wojny w Ukrainie. Chodzi o amerykańskie gwarancje bezpieczeństwa już po ewentualnym zawarciu pokoju między Ukrainą i Rosją.
Przy okazji szczytu pokojowego w Waszyngtonie z połowy sierpnia Donald Trump ostatecznie wykluczył co prawda możliwość wysłania do Ukrainy w ramach misji stabilizacyjnej amerykańskich żołnierzy, ale zasygnalizował gotowość pomocy wywiadowczej i lotniczej.
Przez ostatni miesiąc Trump jeszcze kilkukrotnie wypowiadał się na ten temat i nie zmienił swojej deklaracji. Powtórzył ją także podczas wywiadu dla telewizji Fox News 18 września, chociaż kilka agencji prasowych jego słowa przypisało do sytuacji… Polski, co wywołało niemałe zamieszanie nad Wisłą.
– Już pomagamy wywiadowczo, ale kiedy mówiłem o pomocy w powietrzu chodziło mi o zapewnienie bezpieczeństwa, gdy wojna się zakończy. Gdy wojna się zakończy, pomożemy zapewnić pokój – zapewnił Trump w kontekście przyszłości Ukrainy.

Coraz ostrzejsze rosyjskie prowokacje to szansa dla Kijowa, żeby nie tylko utwierdzić Trumpa w konieczności zaangażowania w misję stabilizacyjną już po wojnie, ale może nawet wynegocjować od niego coś więcej niż wsparcie wywiadowcze i lotnicze.
Po trzecie: Ostre amerykańskie sankcje na Rosję
Czymś takim z pewnością mogłyby być zapowiadane od wielu miesięcy ostre, amerykańskie sankcje wymierzone w Kreml. Chodzi o tzw. sankcje wtórne, które uderzałyby w kraje pozyskujące i obracające rosyjskimi surowcami energetycznymi. Waszyngton nałożył w sierpniu dodatkowe cła na Indie – tym samym zwiększył ich łączną wysokość do 50 proc. – właśnie za wspieranie sektora energetycznego Rosji.
Mam jedną prośbę do rosyjskiego rządu: jeśli kolejna rakieta czy samolot wejdą w naszą przestrzeń powietrzną bez zezwolenia i zostaną zestrzelone, a wrak spadnie na terytorium NATO, to proszę, nie przychodźcie do nas, żeby się skarżyć. Zostaliście ostrzeżeni
Rzecz w tym, że wedle ostatnich wypowiedzi, Trump zupełnie się do tego nie pali. Wręcz przeciwnie, żąda od Unii Europejskiej, że ta wcześniej nałoży zaporowe cła na chińskie produkty, czyli de facto zrobi to, do czego jemu samemu zabrakło siły i determinacji – pójdzie na wyniszczającą wojnę gospodarczą z Państwem Środka.
Dzisiaj Trump jest rozczarowany Władimirem Putinem i postawą Rosji, a także mocno zmęczony wojną w Ukrainie, która okazała się dalece bardziej skomplikowana, niż zakładał. Co za tym idzie, nie dostarczyła mu szybkiego i pożądanego sukcesu politycznego. Stąd właśnie niedawny list do członków NATO, w którym Trump stawia kolejne żądania i sygnalizuje, że może w ogóle wycofać się z tematu wojny w Ukrainie.
O tym skąd wzięła się niechęć Trumpa do kontynuowania wysiłków, mających na celu zaprowadzenie pokoju w Ukrainie, mówił niedawno w wywiadzie dla Interii dr Marcin Terlikowski z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych (PISM).
– Po pierwsze, prezydent Trump i jego doradcy nadal obawiają się Rosji wojskowo. Boją się, że w razie wzmocnionego wsparcia amerykańskiego dla Ukrainy czy zwłaszcza rozmieszczenia sił amerykańskich w Ukrainie po zawieszeniu broni Rosja może eskalować konflikt w Europie poza Ukrainę i tym samym dać początek trzeciej wojnie światowe – ocenił kierownik Biura Badań i Analiz PISM.
Polskę i nasz region Europy dużo bardziej powinno jednak martwić co innego. – Po drugie, jeśli chodzi o same sankcje, to tutaj znaczenie ma to, że w nurcie MAGA Rosja jest postrzegana – dodam: szkodliwie i błędnie – przez wielu polityków, doradców i influencerów jako kraj ideologicznie bliższy Ameryce Trumpa niż Europa – wyjaśnił nasz rozmówca. I podkreślił: – Rosja jawi się jako kraj konserwatywny, kraj przewidywalny, kraj tzw. starego porządku. Rosja to dla nich państwo, z którym Ameryka rządzona przez ruch MAGA może się dogadać.
Dlatego jednym z kluczowych zadań Wołodymyra Zełenskiego podczas rozmowy z Trumpem będzie przekonanie go, że z Rosją nie można się dogadać. Nawet będąc Stanami Zjednoczonymi. Bo strategiczne interesy Ameryki i Rosji są kategorycznie rozbieżne, a sama Rosja chce obalić światowy porządek, który stworzyli i którego od dekad bronią Amerykanie.
Po czwarte: Spotkanie Putin-Zełenski
Ciekawe jest również to, czy po spotkaniu amerykańskiego i ukraińskiego przywódcy pojawią się konkrety dotyczące przyszłego spotkania Wołodymyra Zełenskiego z Władimirem Putinem. Plan takiego spotkania pojawił się podczas waszyngtońskiego szczytu bezpieczeństwa w połowie sierpnia, ale Kreml szybko zaczął piętrzyć przeszkody, mając pełną świadomość, że spotkanie z ukraińskim prezydentem wytrąca im rąk jeden z kluczowych argumentów do kontynuowania wojny – nieuznawanie politycznego mandatu Zełenskiego i żądanie zmiany władzy w Kijowie.

Zełenski, z drugiej strony, od początku deklarował gotowość do spotkania z rosyjskim dyktatorem. Aczkolwiek z oczywistych względów nie zgodził się, by rozmowy odbyły się w Moskwie, na co nalegał Kreml. Problemy w organizacji spotkania zirytowały Donalda Trumpa, który deklarował nawet chęć wycofania się z negocjacji pokojowych do czasu, aż obaj politycy spotkają się w cztery oczy.
W typowy dla siebie sposób zmienił jednak zdanie przed wrześniową wizytą w Wielkiej Brytanii. – Znacie tych dwóch: Zełenskiego i Putina. Oni nienawidzą się nawzajem. Wygląda to tak, jakby to ja musiał usiąść z nimi w jednym pokoju, ponieważ oni nie mogą przebywać razem w jednym pomieszczeniu. Bardzo silna nienawiść – ocenił sytuację Trump.
Mimo sugerowanej nienawiści, Zełenski od przeszło miesiąca deklaruje jednak chęć spotkania z Putinem, ale na neutralnym gruncie. Rozmowa z Trumpem w Nowym Jorku będzie natomiast okazją, żeby przekonać amerykańskiego prezydenta do większej presji na Rosję, jeśli Putin nadal będzie grać na czas i piętrzyć sztuczne trudności, aby uniknąć negocjacji ze stroną ukraińską.














