W koalicji rządzącej rozgorzał nowy fundamentalny spór — tym razem dotyczący zmian w umowach o pracę. Od tygodni było jasne, że między lewicą a liberałami zgody nie ma, ale trwała dyskusja. Nagle premier jednym ruchem wyrzucił ustawę do kosza.
- Więcej ciekawych historii przeczytasz na stronie głównej „Newsweeka”
Dziękuję, że nas czytasz
Foto: Newsweek
Sytuacja zaczęła być na tyle mało komfortowa, że marszałek Sejmu z lewicy Włodzimierz Czarzasty zaprosił do siebie dwoje innych polityków lewicy — wicepremiera Krzysztofa Gawkowskiego i ministrę pracy Agnieszkę Dziemianowicz-Bąk. Oficjalnie przed spotkaniem wszyscy zapewniali dziennikarzy, że nic się nie dzieje, a to co właśnie się dzieje, to wyłącznie merytoryczna dyskusja, a „jeśli jest oczekiwanie dodatkowych wyjaśnień, to lewica ich udzieli”. To cytat z ministry pracy.
To samo jak mantrę powtarzał szef klubu Koalicji Obywatelskiej Zbigniew Konwiński. Tyle tylko że czas na rozmowy zazwyczaj jest, zanim jeszcze projekt ujrzy światło dzienne, a zresztą swoją decyzją premier i tak dyskusję uciął. Ministra zapewne będzie musiała napisać ustawę od nowa.
Umowa nie tylko o pracę. „Tusk się wściekł”
— Nie udawajmy, że nie dało się tego poprawić na rządzie albo nawet w Sejmie — rozkładają ręce politycy koalicji. — Po prostu Kierownik się wściekł.




