Close Menu
  • Aktualności
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Biznes
  • Polityka
  • Nauka
  • Sport
  • Klimat
  • Zdrowie
  • Wybór Redaktora
  • Komunikat Prasowy
Modne Teraz
Nie da się ich segregować, w szkołach to plaga. Polski rząd chce zakazu

Nie da się ich segregować, w szkołach to plaga. Polski rząd chce zakazu

28 marca, 2026
Iran, Arak. Atak Izraela i USA. Uderzenie w reaktor ciężkowodny

Iran, Arak. Atak Izraela i USA. Uderzenie w reaktor ciężkowodny

28 marca, 2026
To zapewne najinteligentniejszy polski ptak. Liczba neuronów zdumiewa

To zapewne najinteligentniejszy polski ptak. Liczba neuronów zdumiewa

28 marca, 2026
Katastrofa helikoptera na Hawajach. Trzy osoby nie żyją, dwie trafiły do szpitala

Katastrofa helikoptera na Hawajach. Trzy osoby nie żyją, dwie trafiły do szpitala

28 marca, 2026
Koty miałyby zniknąć z domów. Zoolog proponuje całkowity zakaz

Koty miałyby zniknąć z domów. Zoolog proponuje całkowity zakaz

28 marca, 2026
Facebook X (Twitter) Instagram
Popularność
  • Nie da się ich segregować, w szkołach to plaga. Polski rząd chce zakazu
  • Iran, Arak. Atak Izraela i USA. Uderzenie w reaktor ciężkowodny
  • To zapewne najinteligentniejszy polski ptak. Liczba neuronów zdumiewa
  • Katastrofa helikoptera na Hawajach. Trzy osoby nie żyją, dwie trafiły do szpitala
  • Koty miałyby zniknąć z domów. Zoolog proponuje całkowity zakaz
  • Co z łodziami pod polską banderą zmierzającymi do Kuby? Sprzeczne sygnały
  • Obniżka cen paliw. Pakiet „CPN” w Sejmie. Jest decyzja – Biznes Wprost
  • Uwolniono wieloryba, który utknął nad Bałtykiem. Rokowania nie są dobre
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
  • Skontaktuj się z nami
Historie Internetowe
Razy DzisiajRazy Dzisiaj
Biuletyn Zaloguj Sie
  • Aktualności
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Biznes
  • Polityka
  • Nauka
  • Sport
  • Klimat
  • Zdrowie
  • Wybór Redaktora
  • Komunikat Prasowy
Razy DzisiajRazy Dzisiaj
Strona Główna » Kupili duży dom za cenę klitki w Warszawie. „Raj zamienił się w piekło”
Kupili duży dom za cenę klitki w Warszawie. „Raj zamienił się w piekło”
Aktualności

Kupili duży dom za cenę klitki w Warszawie. „Raj zamienił się w piekło”

Pokój WiadomościPrzez Pokój Wiadomości26 stycznia, 2026

Dom Moniki na początku otaczały łąki, teraz wszędzie jest beton. Budynków mieszkalnych przybyło, ale nie towarzyszyła temu rozbudowa dróg. Wąskie uliczki się zatykają, więc zamiast świergotu ptaków słyszy się ryk silników i klaksony. – Przez te korki zwykła wyprawa do sklepu potrafi trwać ponad dwie godziny – mówi Monika. Skusiła się na życie na podmiejskim osiedlu. Teraz żałuje.

Przy dobrych wiatrach podróż z osiedla Lake Village w Nowej Woli do centrum Warszawy komunikacją publiczną zajmie nieco ponad godzinę. Bywa jednak, że to cała dwugodzinna wyprawa. Dlatego Tymon i Anna, gdy mają wybrać się „do miasta”, wsiadają w samochód. Dojazd zajmuje ok. 30 minut.

Niskie, wąskie szeregowce, w których mieszkają, nazywane są osiedlem łanowym. – Widziałem w internecie zdjęcia naszego osiedla zrobione dronem. Rzeczywiście wygląda to tak, jakby ktoś przypadkiem upuścił te budynki na środku pola. Chociaż u nas akurat zabudowa nie jest typowo łanowa, bo zazwyczaj to domy, które stoją obok siebie przy jedynej drodze, u nas jakieś uliczki są – zauważa Tymon. Siedzimy z nim i jego żoną Anią na kanapie w salonie, na parterze dwupiętrowego segmentu. Na górze ich dwuletnia córka bawi się z babcią.

Jest przestronnie, ponad 100 mkw. powierzchni. I mały, prostokątny ogródek. Podkreślają, że na Mokotowie, gdzie mieszkali wcześniej, w życiu nie mogliby sobie pozwolić na taki metraż. Tu w 2020 r. za metr płacili niecałe 5 tys. zł. Teraz pewnie kosztowałoby ich to dwa razy tyle, ale wciąż taniej niż w Warszawie.

– I chyba nawet jezioro tu macie? Tak wnioskuję po nazwie osiedla – zagaduję.

Ania się uśmiecha. Mówi, że owszem, jezioro w teorii jest. Ale sztuczne i nie ma do niego dostępu. Jest odgrodzone, bo wokół deweloper stawia kolejne budynki. Na to jezioro macha ręką, bardziej przeszkadza jej brak jakiegokolwiek placu zabaw. Jeden na początku był, dlatego m.in. wybrali to miejsce. Ale został zburzony i postawiono tam kolejny szeregowiec. Deweloperowi zależy na tym, by budować jak najgęściej – większa powierzchnia mieszkaniowa to większy zysk.

Powiązani z deweloperem

– Przyznam, że na początku chciało mi się płakać, jak się tu sprowadziliśmy. Nic w pobliżu nie ma, żadnych terenów rekreacyjnych, żadnych usług. Na osiedlu sam beton, dookoła rzepak i kapusta. Do tego, jakimś dziwnym trafem, i nam, i sąsiadom okna pękają – opowiada Ania.

Tłumaczy, że szyby wewnątrz okien nie wytrzymują osadzania się budynków. Deweloper mówi, że to nie jego sprawa, producent okien – że odpowiada tylko za ramy. Umywają ręce. Tymonowi brakuje z kolei jakiejkolwiek ławki, na której można by usiąść z córką czy pogadać z sąsiadami. Ale nie ma gdzie jej postawić. Latem doskwiera brak drzew. Deweloper co prawda posadził przed każdą szeregówką trzy tuje, ale nie dają żadnego cienia, a beton nagrzewa się niemiłosiernie.

Brakuje też ulicznych latarni. Za oświetlenie wąskich uliczek odpowiadają mieszkańcy – każdy na froncie domu ma zainstalowaną lampę, która automatycznie włącza się po zmierzchu. Tymon tłumaczy: – Chcielibyśmy parę rzeczy zmienić, ale naszą wspólnotą zarządza osoba blisko związana z deweloperem i nieopłacalne dla niego pomysły nie przechodzą. Zresztą każdy, kto ma na coś wpływ, jest z nim związany.

Nawet dostawca internetu. Albo doradca kredytowy. Małżeństwo zostało de facto zmuszone do skorzystania z tego doradcy. Deweloper zasugerował, że jeśli go wybiorą, to nie będą się musieli martwić o to, że rezerwacja na kupno domu im wygaśnie – na wpłacenie zaliczki mieli miesiąc. A że trwała pandemia i banki miały kilkumiesięczne opóźnienia w rozpatrywaniu wniosków, woleli nie ryzykować. Skorzystali z usług doradcy od dewelopera.

Sąsiad zerknie na dom

– Ale to nie jest tak, że to miejsce ma same wady, a jedyną zaletą była cena – zastrzega Tymon. Mówi, że dzięki pobliskiej drodze ekspresowej w wiele miejsc można dojechać szybciej niż z niektórych dzielnic Warszawy. Do tego bardzo na rękę jest mu bliska odległość od lotniska, bo dużo podróżuje. Z Anią doceniają też relacje sąsiedzkie.

Wokół mieszkają ludzie w podobnym wieku, którzy też mają małe dzieci. Spędzają razem czas, pomagają sobie. – Dużo narzekałam na to miejsce, ale koniec końców czuję się tu bezpiecznie. Wiem, że gdy wyjeżdżamy, któryś z sąsiadów zawsze zerknie, czy z naszym domem wszystko w porządku – podkreśla Anna. Przyzwyczaiła się już, że jak się chce do parku, to trzeba podjechać. To zajmuje maksymalnie kilkanaście minut, więc do przeżycia. A parki tutaj są piękne. Nie tak zatłoczone jak warszawskie.

Tymon rozsiada się wygodniej na kanapie i dodaje, pół żartem, pół serio: – No i córkę łatwiej będzie kontrolować, jak podrośnie. Będę musiał ją wozić na te nastoletnie imprezy i z nich odbierać. Bezpieczniejsza będzie.

Od raju do piekła

Monika nie próbuje już szukać pozytywów. Chociaż, gdy dziesięć lat temu sprowadziła się na osiedle w Zgorzale w gminie Lesznowola, było ich dużo. Zauroczyły ją cisza i spokój tego miejsca. Otaczające osiedle łąki pełne chabrów, bławatków i maków. Raj krok po kroku zaczął się jednak zmieniać w piekło. Obok jej osiedla łanowego zaczęto budować kolejne. – Chęć zysku przeważyła – mówi.

Teraz zamiast łąk otacza ją beton. Budynków mieszkalnych przybyło, ale nie towarzyszyła temu rozbudowa dróg. Na ulicach są korki, więc zamiast świergotu ptaków słyszy się ryk silników i klaksony. – Przez te korki zwykła wyprawa do sklepu potrafi trwać ponad dwie godziny – wyjaśnia.

Ojcowizna nie zachęca

Dom w Zgorzale kupił też Mariusz, który zamierzał wrócić z rodziną do Polski po kilkuletnim pobycie w Stanach Zjednoczonych. Ten plan raczej się jednak nie powiedzie, bo zobaczył, jak bardzo prowizorycznie zostało wszystko zrealizowane. Zarządza projektami budowlanymi, więc łatwiej było mu zauważyć niedociągnięcia.

Chociażby to, że woda nie jest odprowadzana z terenu tak, jak powinna i domy już zaczynają podmakać. Albo że działki zostały przekazane do „częściowego użytkowania” i wciąż nie został zakończony drugi etap budowy. Mimo że ludzie tam mieszkają. W praktyce oznacza to, że straż pożarna nie ma zgłoszonego tego terenu i wyznaczonych dróg pożarowych.

– Dzwoniłem dowiedzieć się, czy jesteśmy chronieni. Strażacy dziwili się, że ludzie już użytkują te domy. Nie mieli o tym pojęcia – wyjaśnia Mariusz. Twierdzi, że problemy są też z kanalizacją, która jest przyłączona tak jak do terenów działkowych, a nie mieszkalnych. W związku z tym materiały i rury prawdopodobnie nie mają odpowiednich atestów. Mariusz skłania się do tego, by inwestycję odsprzedać. Nie ma siły na dalszą walkę z deweloperem i urzędami.

– Ojcowizna nie zachęca do powrotu. Trudno, wolę już zostać w tych „papierowych” domach w Stanach. Nie jest idealnie, ale wciąż lepiej niż na tym osiedlu – podkreśla.

Samorządy rozkładają ręce

Bartosz Józefiak, autor książki „Patodeweloperka. To nie jest kraj do mieszkania”, zauważa, że samorządy często przymykają oko na poczynania deweloperów, bo zależy im na tym, by do gminy wprowadziło się jak najwięcej osób i płaciło w niej podatki. Albo bronią się tym, że oni nic nie mogą zrobić, bo nawet jak pójdą z deweloperem do sądu, to przegrają, więc po co sobie robić kłopoty.

– To jest często sytuacja jak z filmów Stanisława Barei, w stylu „nie mamy pańskiego płaszcza i co nam pan zrobisz”. W teorii deweloper ma np. ustawowy obowiązek zbudowania drogi do osiedla łanowego. Ale widziałem mnóstwo przypadków, kiedy tego obowiązku nie spełniał. I co? I nic. Samorządowcy chcą żyć w zgodzie z deweloperami, bo mają z tego konkretne korzyści – tłumaczy Józefiak.

Reporter widzi oczywiście sporo win po stronie deweloperów, ale zauważa, że ich zachowania nie można wyłączyć z systemu, w jakim żyjemy. A to on narzuca zasady. Państwo właściwie nie buduje mieszkań, więc wszystko jest w rękach deweloperów. Nasze społeczeństwo nie jest też przyzwyczajone do wynajmu, króluje przekonanie, że trzeba mieć coś swojego. Nawet jeśli to „swoje” wiąże się z kredytem na 30 lat.

– Deweloperzy budują osiedla łanowe, bo wiedzą, że na takie domy stać ich klientów. Po co mają stawiać wieżowce w centrum, jeśli nikt ich nie kupi? A jeśli już stawiają, to tworzą w nich tzw. mikroapartamenty. W teorii nielegalne, ale podciągają je pod usługi hotelowe i tak obchodzą prawo. Ich nie kupi jednak rodzina z dziećmi, więc potrzeba szeregówek dalej istnieje – wyjaśnia Józefiak.

Gaszenie pożarów

Autor „Patodeweloperki” twierdzi, że to zaburzanie ładu przestrzennego, jakim jest stawianie osiedli łanowych, będzie postępować. Dołożą się do tego chociażby nieefektywne polityki mieszkaniowe, jak kredyt zero procent, który będzie tylko windował ceny. A więc będzie też rosło zapotrzebowanie na tańsze, podmiejskie domy.

Rozlewanie się miast to nie tylko chaos, ale też konkretne koszty dla obywateli. Naukowcy z PAN wyliczyli, że wydajemy przez nie 80 mld rocznie. To nakłady na infrastrukturę, paliwo czy rozwiązywanie problemów ekologicznych.

Według socjolożki miasta z Uniwersytetu Warszawskiego Justyny Orchowskiej, problemem jest też to, że nie powstają dobre plany miejscowe. Polityka planistyczna sprowadza się do gaszenia pożarów, a nie przeciwdziałania ich powstawaniu na etapie stawiania inwestycji. – Przykładem mogą być szkoły. Zamiast budować je, kiedy nowe osiedla powstają, robi się to dopiero, kiedy poprzednie placówki są przepełnione. A przecież nietrudno przewidzieć taką sytuację, kiedy liczba mieszkańców gminy z kilkuset rośnie do kilku tysięcy – mówi.

Uważa przy tym, że nie można odpowiedzialnością za wybór takiego, a nie innego miejsca do życia obwiniać samych mieszkańców. Bo z takimi głosami też się spotyka. Orchowska przekonuje: – Oni idą po prostu za tym, co korzystne finansowo. Co więcej, gdy robiłam badania m.in. na osiedlach łanowych, to wiele osób było bardzo zadowolonych. Kupno segmentu w takim miejscu było dla nich spełnieniem marzenia o domu pod miastem.

Fajnie się mieszka

– My z żoną jesteśmy przeszczęśliwi, że się tu wprowadziliśmy. I zapłaciliśmy dwa razy taniej niż w Warszawie – mówi Tomasz, który mieszka na Osiedlu Kolorowym w powiecie piaseczyńskim. Przenieśli się w 2019 r. Ze względu na bliskość jednej wsi już mieli w okolicy kilka sklepów, a kolejne powstały niedługo potem. Zawsze mogą do nich wyskoczyć, gdy czegoś zabraknie w lodówce. Do dużego marketu jest kawałek, ale na większe zakupy i tak zawsze jeździli samochodem. To, że czasem są korki, też nie przeszkadza – brali pod uwagę, że tak będzie.

Jeśli zdecydowaliby się na dziecko, to są tu przedszkole i szkoła. Do najbliższej placówki medycznej mają kilka minut samochodem. Tylko ścieżek rowerowych mogłoby być trochę więcej, ale to jedyne zastrzeżenie. – Wiem, że bywa różnie z tymi osiedlami łanowymi, ale u nas akurat wszystko działa jak trzeba i nie zamieniłbym tego domu na żaden inny – podkreśla mężczyzna.

Pytam, co myśli o twierdzeniach, że osiedla łanowe zaburzają ład przestrzenny. – Wie pani, krytykanci się zawsze znajdą. A ze mnie żaden urbanista, żeby to oceniać. Dla mnie liczy się to, że się fajnie mieszka – mówi.

WIĘCEJ W NUMERZE
nr
20

12.05.2024

Udział Facebook Twitter LinkedIn Telegram WhatsApp Email

Czytaj dalej

Ćwiklak: Internet porównywał Karola Nawrockiego do Bonda. Ale 007 nie prężył się jak bramkarz z nocnego klubu

Ćwiklak: Internet porównywał Karola Nawrockiego do Bonda. Ale 007 nie prężył się jak bramkarz z nocnego klubu

Karzący palec prezydenta. Co będzie, gdy prezydent przejdzie od słów do czynów?

Karzący palec prezydenta. Co będzie, gdy prezydent przejdzie od słów do czynów?

Majmurek: to będzie zapewne jeden z tematów przy wielkanocnym stole. Donald Tusk zrobił ruch wyprzedzający

Majmurek: to będzie zapewne jeden z tematów przy wielkanocnym stole. Donald Tusk zrobił ruch wyprzedzający

To nie sód powoduje nadciśnienie. Oto cichy zabójca odpowiedzialny za wiele chorób serca

To nie sód powoduje nadciśnienie. Oto cichy zabójca odpowiedzialny za wiele chorób serca

Iredyński był przemocowcem, znęcał się nad Staniszkis. „Raz rąbnął mnie kluczami, raz smyczą”

Iredyński był przemocowcem, znęcał się nad Staniszkis. „Raz rąbnął mnie kluczami, raz smyczą”

Na wesele z internetu

Na wesele z internetu

Amerykański „Newsweek” analizuje plan pokojowy Donalda Trumpa punkt po punkcie. Podstawowe założenie wydaje się nie do spełnienia

Amerykański „Newsweek” analizuje plan pokojowy Donalda Trumpa punkt po punkcie. Podstawowe założenie wydaje się nie do spełnienia

Kontrola jest iluzją? Pułapka ciągłego szukania odpowiedzi

Kontrola jest iluzją? Pułapka ciągłego szukania odpowiedzi

Rogaska: Będą powstawać kolejne „szkoły gwałtu”. A kobiety będą dalej słyszeć „przecież to twój mąż”

Rogaska: Będą powstawać kolejne „szkoły gwałtu”. A kobiety będą dalej słyszeć „przecież to twój mąż”

Add A Comment

Leave A Reply Cancel Reply

Wybór Redaktora

Iran, Arak. Atak Izraela i USA. Uderzenie w reaktor ciężkowodny

Iran, Arak. Atak Izraela i USA. Uderzenie w reaktor ciężkowodny

28 marca, 2026
To zapewne najinteligentniejszy polski ptak. Liczba neuronów zdumiewa

To zapewne najinteligentniejszy polski ptak. Liczba neuronów zdumiewa

28 marca, 2026
Katastrofa helikoptera na Hawajach. Trzy osoby nie żyją, dwie trafiły do szpitala

Katastrofa helikoptera na Hawajach. Trzy osoby nie żyją, dwie trafiły do szpitala

28 marca, 2026
Koty miałyby zniknąć z domów. Zoolog proponuje całkowity zakaz

Koty miałyby zniknąć z domów. Zoolog proponuje całkowity zakaz

28 marca, 2026

Najnowsze Wiadomości

Co z łodziami pod polską banderą zmierzającymi do Kuby? Sprzeczne sygnały

Co z łodziami pod polską banderą zmierzającymi do Kuby? Sprzeczne sygnały

28 marca, 2026
Obniżka cen paliw. Pakiet „CPN” w Sejmie. Jest decyzja – Biznes Wprost

Obniżka cen paliw. Pakiet „CPN” w Sejmie. Jest decyzja – Biznes Wprost

28 marca, 2026
Uwolniono wieloryba, który utknął nad Bałtykiem. Rokowania nie są dobre

Uwolniono wieloryba, który utknął nad Bałtykiem. Rokowania nie są dobre

28 marca, 2026
Facebook X (Twitter) Pinterest TikTok Instagram
© 2026 Razy Dzisiaj. Wszelkie prawa zastrzeżone.
  • Polityka Prywatności
  • Regulamin
  • Skontaktuj się z nami

Type above and press Enter to search. Press Esc to cancel.