To, że w opowieści o stalinowskim Związku Radzieckim zobaczymy Rosję Władimira Putina, jest przewidywalne. Ale że zobaczymy w niej także Amerykę Donalda Trumpa?
Więcej ciekawych historii przeczytasz na stronie głównej „Newsweeka”
Dziękujemy, że jesteś z nami!
Foto: Newsweek
— Znam słowa. Mam najlepsze słowa na świecie — Donald Trump mówi bardzo dużo, lecz właśnie ten cytat, liczący już ponad dekadę, najpełniej opisuje polityczną działalność 47. prezydenta USA.
Trump naprawdę zna najlepsze słowa. Zna słowa, dzięki którym dwukrotnie wygrał wybory, choć w obu przypadkach ani nie uchodził za faworyta, ani nie wypracowywał przewagi w sondażach. Całe tomy powstały o tym, jak Trump trafił do ludzi, do których nikt inny trafić nie potrafił.
Jednocześnie Trump zabrał nam język. W tej jego paplaninie trudno doszukać się sensu, liczba kłamstw uniemożliwia zrozumienie przekazu, następujące po sobie zdania nie mają żadnego związku, wątki się mieszają. I my już nie wiemy, czy zamierza najechać Grenlandię, Islandię, czy obie wyspy naraz.
Ważniejsze jest jednak to, że przez Trumpa cały aparat porównawczy, z którym podchodziliśmy do polityki i polityków, przestał nadawać się do czegokolwiek. Wszystkie granice zostały już dawno przekroczone, nie mamy się do czego odnosić. „Donald Trump w głębi serca nie podziela wartości wyznawanych przez wszystkich innych prezydentów amerykańskich od czasów II wojny światowej, jeśli chodzi o to, jaka powinna być i musi być rola Ameryki w świecie” — pisał rok od rozpoczęcia drugiej kadencji publicysta „New York Timesa”.
W ten sposób Trump zastawia na nas pułapkę. Z jednej strony wciąż jest przywódcą nuklearnego mocarstwa, wybranym w demokratycznych wyborach. Nie można udawać, że go nie ma, wciąż ma gigantyczny wpływ na to, jak wygląda globalny porządek, trzeba próbować go zrozumieć. Ale żeby pojąć jego kolejne posunięcia, musimy szukać lektur, filmów i sposobów, których jeszcze nie tak dawno byśmy do rozmowy o USA nie użyli.
„Dwaj prokuratorzy” (uwaga! będą spoilery) Siergieja Łoźnicy są właśnie taką opowieścią.
Jesteśmy w czasach stalinowskiego wielkiego terroru, który brytyjski historyk Simon Sebag Montefiore nazwał „krwawą łaźnią”. Młody prawnik Aleksander Korniejew spotyka się z więźniem Stepniakiem, który wylądował w kazamatach, bo nie chciał skazywać na śmierć w procesach pokazowych. Stepniak opowiada młodzianowi o brutalności i torturach funkcjonariuszy NKWD. Idealista Korniejew jedzie poinformować o sprawie samego prokuratora generalnego ZSRR Andrieja Wyszynskiego. W tle widzimy rozpacz rodzin, których bliscy zostali uznani za „najbardziej zajadłe elementy antyradzieckie”, bezwarunkową wiarę w Lenina i Stalina, bezradność jednostki oraz potwierdzenie, że za każdym mordem na masową skalę stoi cała biurokratyczna machina, w której działają tysiące ludzi. Kaci w celach to tylko część systemu.
Kiedy Stepniak opowiada o „odbitych wnętrznościach” i pokazuje siniaki oraz blizny, widzimy zakatowanego w kolonii karnej Aleksieja Nawalnego, myślimy o męczonym w łagrze Andrzeju Poczobucie. Łoźnica od lat, na różne sposoby, opowiada nam o putinowskiej Rosji. I kiedy czyta Dostojewskiego („Łagodna”), i kiedy pokazuje pożegnanie „wodza postępowej ludzkości” („Pogrzeb Stalina”), i kiedy przygląda się ukraińskiej historii („Babi Jar. Kontekst”). Teraz — w pełni świadomie — stworzył jednak opowieść niepokojąco uniwersalną.
— Organy NKWD mają obecnie specjalne uprawnienia i cieszą się, można by rzec, niemal całkowitą autonomią. Nawet Prokuratura Generalna nie może wszcząć śledztwa przeciwko pojedynczym enkawudzistom bez zgody kierownictwa tych organów lub wyższych rangą funkcjonariuszy NKWD — tłumaczy gołowąsowi w kluczowej scenie filmu Wyszynski.
Do polskich kin „Dwaj prokuratorzy” wchodzą w czasie, gdy za oceanem trwają protesty w Minnesocie przeciwko polityce imigracyjnej Trumpa. Funkcjonariusze Urzędu ds. Imigracji i Egzekwowania Ceł (ICE) są oskarżani o przekraczanie uprawnień i brutalność, w samym Minneapolis zastrzelili w tym roku już dwie osoby. — Mamy funkcjonariusza federalnego organu ścigania, który wykonuje czynności związane z egzekwowaniem prawa federalnego. Ten człowiek jest chroniony absolutnym immunitetem. Wykonywał swoją pracę — tłumaczył wiceprezydent USA J.D. Vance. Wtórują mu inni oficjele z Białego Domu, choć w obu przypadkach użycie broni było zupełnie nieuzasadnione.
Trump nie Putin, Putin nie Stalin, ICE nie NKWD.
Ale „Dwaj prokuratorzy” to nie jest film tylko o Rosji. Już nie.