-
W Poznaniu i Szczecinku znaleziono ciała osób, które przez długi czas pozostawały niezauważone przez otoczenie.
-
Ekspertka dr Edyta Bonk wskazuje na zjawisko epidemii samotności, szczególnie dotykającej osoby starsze, i tłumaczy je zmianami w strukturze rodzinnej oraz osłabieniem więzi sąsiedzkich.
-
Coraz częściej mówi się o „więźniach czwartego piętra”.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
Kilka dni temu pisaliśmy o znalezieniu ciała starszego mężczyzny w jednym z mieszkań w Poznaniu. Jak wskazał rzecznik policji, zwłoki leżały tam prawdopodobnie od kilku lat. Wstępne hipotezy wskazują, że to właściciel mieszkania, który nie utrzymywał kontaktu z sąsiadami. Spółdzielnia nie interesowała się jego losem, bo czynsz był opłacony.
W tym samym tygodniu w Szczecinku znaleziono ciało 48-letniego mężczyzny. Mieszkał sam, a policję zaalarmował jego pracodawca po tym, jak od kilku dni nie pojawił się w pracy. Wstępnie wykluczono udział osób trzecich.
Kilka lat temu na polsatnews.pl opisywano sprawę mężczyzny ze Sztokholmu, który ustawił stałe zlecenia bankowe, dzięki którym opłacane były rachunki. Również po jego śmierci. Ciało mężczyzny przeleżało w mieszkaniu ok. trzy lata, zanim policję wezwał sąsiad.
Niewidzialni ludzie. „Epidemia samotności”
Zeszłotygodniowe przypadki z Polski sprawiają, że wraca pytanie: dlaczego nie widzimy tych ludzi, dlaczego nam znikają, dlaczego nawet sąsiedzi z bloku nie wiedzą, że coś się z nimi dzieje?
– W literaturze naukowej wskazuje się kilka przyczyn tego zjawiska. Po pierwsze, mówi się o epidemii samotności, która w największym stopniu dotyka osoby starsze – wyjaśnia dr Edyta Bonk.
Psycholożka na co dzień pracuje właśnie z seniorami. Bardzo często słyszy, że najbardziej boją się właśnie takiej samotności. – Już nawet nie chodzi o tę przysłowiową szklankę herbaty czy pomoc w codziennych sprawach, ale o lęk, że umrą i nikt nie będzie o tym wiedział. Ta obawa coraz częściej się pojawia.
Wpływ na sytuację osób mieszkających samotnie ma też zmiana modelu rodziny. Przeszliśmy od rodzin wielopokoleniowych, przez domostwa jednorodzinne, do sytuacji, w której dzieci często emigrują. Nawet seniorzy, którzy mają dzieci, często nie mają ich blisko siebie.
Do tego dochodzi osłabienie więzi sąsiedzkich. – Domniemywa się, że dawniej pomoc sąsiedzka, znajomości i codzienne wsparcie były dużo bliższe. To zjawisko jeszcze bardziej pogłębił okres pandemii: dystans społeczny, zamknięcie się części osób w domach. U niektórych to zamknięcie zostało na dłużej – mówi ekspertka.
Więźniowie czwartego piętra
Dr Edyta Bonk wskazuje także na funkcjonujące w psychologii i psychogerontologii (dziedzina badająca psychologiczne i społeczne aspekty starzenia się) pojęcie „więźniów czwartego piętra”. Najczęściej dotyczy ono starszych osób dorosłych, ale może też obejmować osoby młodsze. Chodzi o ludzi, którzy są w jakiś sposób unieruchomieni – symboliczne „czwarte piętro bez windy”.
– To osoby, które nie wychodzą z domu z powodu problemów zdrowotnych, na przykład z kolanem czy biodrem. Jeśli relacje sąsiedzkie nie są zbudowane, a wrażliwość społeczna jest mniejsza, takie osoby łatwo umykają naszej uwadze – mówi psycholożka.
Zjawisko to łączy się z indywidualizacją społeczeństwa. – Transformacja polegała na przejściu od społeczeństwa bardzo wspólnotowego, rodzinno-sąsiedzkiego, do modelu indywidualistycznego, w którym – jak w Skandynawii – można mieszkać samotnie w bloku pełnym ludzi – zauważa.
Seniorzy, z którymi rozmawia, często wspominają, że kiedyś, gdy żyły ich dawne sąsiadki, relacje się utrzymywały. Teraz do mieszkań obok wprowadzają się młodzi i „nawet dzień dobry nie powiedzą, ani rozmowy o pogodzie nie ma”. – Oczywiście zdarzają się też bardzo dobre przykłady relacji sąsiedzkich, ale to, co się wyłania na pierwszy rzut oka, to osłabienie codziennych kontaktów – zaznacza ekspertka.
Relacje międzyludzkie a długie i dobre życie
Trudność w nawiązywaniu relacji sąsiedzkich wspomnianych młodych wynika z silnej indywidualizacji oraz problemów z tworzeniem relacji w świecie zdominowanym przez kontakty online.
– Dodatkowo wpływają na to czynniki takie jak powszechny dostęp do internetu i platform streamingowych, spłycenie relacji do lajków oraz ogólne zaburzenie więzi społecznych, o którym mówią zarówno psychologowie społeczni, jak i socjologowie – wskazuje dr Edyta Bonk.
Jak zauważa ekspertka, w pracy związanej z psychoedukacją i aktywnością seniorów, m.in. w klubach seniora i na uniwersytetach trzeciego wieku, widać wyraźnie, że nie sztuką jest aktywizować aktywnych. Do takich miejsc trafiają zazwyczaj osoby, które i tak wychodzą z domu, są zdrowsze i bardziej sprawne.
Problem dotyczy innych seniorów, nazywanych w psychogerontologii domocentrycznymi. Są to osoby silnie zorientowane na dom, rzadko wychodzące, prowadzące głównie aktywność domową. Dla niektórych może to być w pełni satysfakcjonujący sposób przeżywania tego etapu życia.
– Jednocześnie badania pokazują, że aktywny tryb życia, rozumiany szeroko – jako kontakt z drugim człowiekiem, wyjście z domu, spotkanie – sprzyja dłuższej samodzielności oraz lepszemu zdrowiu fizycznemu i psychicznemu. Trudnością pozostaje dotarcie do osób prowadzących bierny tryb życia, co bywa opisywane jako koncepcja wycofania albo „bujanego fotela” – wyjaśnia dr Bonk.
– Aktywni seniorzy często słyszą od innych: „a chce ci się?”, „a po co?”. To jest także problem na poziomie mentalnym. Nie ma potrzeby demonizowania tych wzorców – jeśli komuś odpowiada spokojne życie domowe, to nie jest to samo w sobie problemem. Kluczowe jest jednak to, by to życie toczyło się w otoczeniu innych ludzi, bo na to wskazuje większość badań – mówi dr Bonk.
Pokazują one bowiem, że jednym z najważniejszych prognostyków długiego i dobrego życia są relacje międzyludzkie.
Chcesz porozmawiać z autorką? Napisz: [email protected]














