Close Menu
  • Aktualności
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Biznes
  • Polityka
  • Nauka
  • Sport
  • Klimat
  • Zdrowie
  • Wybór Redaktora
  • Komunikat Prasowy
Modne Teraz
Borelioza odejdzie do przeszłości? Pfizer ma szczepionkę

Borelioza odejdzie do przeszłości? Pfizer ma szczepionkę

25 marca, 2026
Lublin. Matka skazana za zabójstwo dziecka. Sąd podał uzasadnienie

Lublin. Matka skazana za zabójstwo dziecka. Sąd podał uzasadnienie

25 marca, 2026
Sri Lanka walczy z kryzysem paliwowym. Ogłoszono czterodniowy tydzień pracy

Sri Lanka walczy z kryzysem paliwowym. Ogłoszono czterodniowy tydzień pracy

25 marca, 2026
Karol Nawrocki traci kibiców. Grzegorz Braun zwietrzył szansę

Karol Nawrocki traci kibiców. Grzegorz Braun zwietrzył szansę

25 marca, 2026
wada kapsułek leku na stwardnienie rozsiane – Zdrowie Wprost

wada kapsułek leku na stwardnienie rozsiane – Zdrowie Wprost

25 marca, 2026
Facebook X (Twitter) Instagram
Popularność
  • Borelioza odejdzie do przeszłości? Pfizer ma szczepionkę
  • Lublin. Matka skazana za zabójstwo dziecka. Sąd podał uzasadnienie
  • Sri Lanka walczy z kryzysem paliwowym. Ogłoszono czterodniowy tydzień pracy
  • Karol Nawrocki traci kibiców. Grzegorz Braun zwietrzył szansę
  • wada kapsułek leku na stwardnienie rozsiane – Zdrowie Wprost
  • Gdzie wyrzucić opakowanie po kawie? Zasady segregacji zależą od materiału – Biznes Wprost
  • Odrzuciła go matka. Mrównik stanie się atrakcją zoo we Wrocławiu
  • Zduńska Wola. Zderzenie dwóch tirów na S8. Poważne utrudnienia w ruchu
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
  • Skontaktuj się z nami
Historie Internetowe
Razy DzisiajRazy Dzisiaj
Biuletyn Zaloguj Sie
  • Aktualności
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Biznes
  • Polityka
  • Nauka
  • Sport
  • Klimat
  • Zdrowie
  • Wybór Redaktora
  • Komunikat Prasowy
Razy DzisiajRazy Dzisiaj
Strona Główna » „Nie wszystko da się kupić”. Irena i Jacek długo marzyli o własnym schronisku. Droga na Cyrlę była kręta
„Nie wszystko da się kupić”. Irena i Jacek długo marzyli o własnym schronisku. Droga na Cyrlę była kręta
Aktualności

„Nie wszystko da się kupić”. Irena i Jacek długo marzyli o własnym schronisku. Droga na Cyrlę była kręta

Pokój WiadomościPrzez Pokój Wiadomości20 lutego, 2026

Irenę i Jacka Świcarzy połączyła miłość do gór oraz chata bez prądu i wody. Razem wymarzyli sobie turystyczne schronisko, które stworzyli w starym, opuszczonym gospodarstwie w Beskidzie Sądeckim.

  • Więcej ciekawych historii przeczytasz na stronie głównej „Newsweeka”

Dziękujemy, że jesteś z nami!

Foto: Newsweek

— Miasto nigdy mnie nie rajcowało — mówi gospodyni Chaty Górskiej Cyrla. Drewniany dom z balkonem nad okazałą werandą stoi 844 m n.p.m., przy czerwonym szlaku na południowym stoku góry Makowicy. Latem tonie w kwiatach i zieleni, zimą migocze światłami w śnieżnych zaspach. Z najbliższej miejscowości — Rytra dojść można tutaj w niespełna dwie godziny. Gości witają flagi — polska i europejska, które łopocą nad wejściem. Misia, dorodny owczarek berneński, pilnuje obejścia z kundlem Frotką. Pasterski pies wypatrzy każdego z daleka. Merdając ogonem obwąchuje przybysza, po czym prowadzi do domu.

— Proszę się nie bać. Wszystkie zwierzęta tak chowamy, że są absolutnie bezpieczne — zapewnia gospodarz. Psy i koty od lat towarzyszą właścicielom górskiego schroniska. Leniwie spacerują między stołami, półkami na książki, stosem drewna na opał. Kocur Budyń przycupnął akurat na „szlufanie” — zabytkowej ławie ze skrytką w siedzeniu, która dawniej służyła w chałupach do siedzenia, a nocami do spania. Lubi też odwiedzać sąsiednią jadalnię, w której mieszają się zapachy z kuchni. Wnętrze głównej sali raz po raz wypełnia bicie starych zegarów zawieszonych naprzeciw okna barowego. Ściany i półki, prócz zegarowej kolekcji, zdobią obrazy na szkle i ludowe świątki. W jadłospisie kwaśnica na żeberku i „łoscypek” sąsiadują m.in. z wegetariańską zupą z soczewicy i gorącą czekoladą „dla dorosłych” (z alkoholem).

„Pośpiech i szalone tempo zostawiliście na nizinach”

— „Drodzy Państwo! Pośpiech i szalone tempo zostawiliście na nizinach. Pamiętajcie o tym! Smacznego!!!” — radzi ślimak z dziecięcego rysunku obok kartki z menu. Gdzie szukać szczęścia, podpowiada wiersz „Scynście” Dariusza Fijałkowskiego, przewodnika górskiego. Tekst to życiowe motto twórców schroniska, wisi tuż przy głównym wejściu.

„Tak to wej ze scynściem

Bywo

Co sie pod bokiem

Cłeka chowo

Ino ludziska

Wse obzierajom się

Tam kany kcom

A nie tam

Ka scynście”

To puenta poetyckiego dzieła spisanego gwarą. Gospodarze Cyrli swoje szczęście znaleźli końcem lata 1985 r. na Hali Długiej w Gorcach. Jacek, rodowity wrocławianin („gazda bagienny” — mówi o sobie), już jako sześciolatek chodził w góry. Najpierw z ojcem i kuzynem, potem sam wypuszczał się na coraz dłuższe wyprawy. — Gdy zobaczyłem jadalnię w schronisku na Hali Szrenickiej, postanowiłem, że kiedyś też taką będę mieć — wspomina pierwszą wycieczkę. W liceum przeszedł wzdłuż i wszerz góry w Polsce: od Sudetów po wschodnie krańce Bieszczadów. — Studia leśnicze w Poznaniu wybrałem tylko dlatego, że nie było górologii — dodaje z uśmiechem. Chciał z dyplomem leśniczego osiąść w górskiej leśniczówce. Plany zweryfikowały realia. — Leśniczy to zawód klanowy. Bez rodzinnych koneksji nie miałem szansy po studiach na leśniczówkę. Szklany sufit — przyznaje. Po pierwszym roku studiów usłyszał, że Akademia Rolnicza w Krakowie szuka opiekuna dla dawnej bacówki na grzbiecie Turbacza. Nie myślał długo, wziął urlop dziekański i zgłosił się na chatara, czyli opiekuna gorczańskiej chaty. — Czułem się jakbym złapał pana Boga za nogi — wyznaje. Nie wrócił już na uczelnię. Chałupę z piecem opalanym drewnem i kuchnią „angielką” znał dobrze. Nieraz tam nocował podczas górskich wędrówek. Prymitywne warunki — bez wody bieżącej i prądu, z wychodkiem na polanie — nie były problemem. Wręcz przeciwnie. Tworzyły klimat, który ściągał podobnych do niego ludzi pragnących bliskiego kontaktu z naturą, a nie miejskich wygód. Jedną z takich osób była „ciotka” Irena.

— Tak mówili do mnie uczniowie, z którymi chodziłam po górach — śmieje się gospodyni Cyrli. Rodowita biała góralka spod Gorca w młodości trafiła do miasta. Nigdy jednak nie porzuciła myśli o powrocie w ukochane góry. Studiowała najpierw historię w Krakowie, a po wczesnym macierzyństwie — zaocznie geografię. Z dyplomem w kieszeni została nauczycielką i dyrektorką małej szkoły pod Oświęcimiem. I to był — jak przyznaje — najgorszy okres w jej życiu. Nie lubiła pracy administracyjnej. Co drugi weekend brała uczniów z koła turystycznego na górskie wycieczki. W sierpniu 1985 r. poszli na Turbacz. Na nocleg wybrali chatę Akademii Rolniczej.

Cyrla. Stary dom i stodoła w 1999 r.

Cyrla. Stary dom i stodoła w 1999 r.

Foto: Archiwum prywatne

— Chciałam pokazać mojej dziatwie, że nie zawsze są pokoje z łazienkami, że czasem do szczęścia wystarczy wspólna prycza — opowiada. Nie znała nowego chatara. On wcześniej słyszał o „lekko szurniętej ciotce”, co buja się z młodzieżą po Gorcach. Kiedy się zobaczyli, był akurat po paru kieliszkach z góralami, którzy w sąsiedztwie wypasali owce. — Cześć. Ty jesteś ta ciotka? — zagaił na widok opiekunki młodzieżowej grupy. Nie zrobił dobrego wrażenia. Na domiar złego „ciotka” odkryła butelkę góralskiego spirytusu, którą w śpiworze ukryli wychowankowie. Sytuacja stała się napięta. „Corpusem delicti” po rekwizycji zajęli się studenci nocujący w chacie. Chatar siedział sam przy ognisku i grał do księżyca na fujarce. Uczniowie dobrze wiedzieli, dla kogo tak naprawdę ten koncert. — Poprosili mnie, żebym zeszła do Jacka, bo inaczej nie da im zasnąć tym graniem. Tak też zrobiłam i zostałam do rana — nadmienia z uśmiechem Irena.

Woda z rzeki, ale daleko od wojska

Od tamtej pory bywała coraz częściej na Hali Długiej. Zwykle ze szkolnymi wycieczkami. Z Jackiem chodziła m.in. na ulubioną Rusinową Polanę w Tatrach. Tam zdecydowali, że chcą razem wędrować nie tylko po górach, ale i przez życie. Wiosną następnego roku zwolniła się posada „chatara” w harcerskiej stanicy Bene na pobliskiej Jaworzynie Obidowskiej. Drewniana chałupa krakowskiego Szczepu Szarej Siódemki powstała kilkanaście lat wcześniej. Była w lepszym stanie i większa od „owczarni” Akademii Rolniczej. Zamiast prymitywnych pryczy miała łóżka do spania, ale dalej spało się w śpiworach, mieszkało bez prądu i wody bieżącej, a do oświetlenia służyły lampy naftowe. Uschnięte drzewa i wiatrołomy Jacek rąbał na opał do wielkiego kominka. Wodę czerpali wiadrami ze źródła kilkadziesiąt metrów od chaty, dopóki nie zrobił mini wodociągu na ręczną pompę. W Bene mieszkał nielegalnie, ukrywając się przed zasadniczą służbą wojskową. Oficjalne pracowała tylko Irena, która zamieniła posadę dyrektora na etat wychowawcy w harcerskiej stanicy. Żyli biednie, ale szczęśliwie.

Irena: — Bene znaczy dobrze i tak nam było. Poznaliśmy cudownych ludzie. Dbaliśmy o dom, słuchali ich zwierzeń i delikatnie doradzali. Całe noce spędzaliśmy przy kominku z gitarą i na rozmowach do rana.

Z tamtych lat mają do dziś przyjaciół i znajomych, którzy regularnie odwiedzają Cyrlę. Kolejnych poznali na Hali Łabowskiej, gdzie przenieśli spod Turbacza. Jackowi, po siedmiu latach w Bene, coraz bardziej uwierało życie na cudzy rachunek. Proponował z Ireną, że razem wezmą chatę w dzierżawę, ale szefostwo harcerskiego szczepu nie chciało nic zmieniać. Zgłosili się więc na gospodarzy łabowskiego schroniska PTTK w Beskidzie Sądeckim. Okazały budynek z połowy XX w. stał pusty i nieogrzewane od kilku miesięcy, kiedy 1 kwietnia 1993 r. zostali dzierżawcami. Początki były trudne nawet dla ludzi zaprawionych w górach. Podczas pierwszych nocy spali razem ze znajomymi w jednym pomieszczeniu — w ubraniach i śpiworach, żeby było choć trochę cieplej. Mroźny wiatr hulał przez nieszczelne ściany i okna. Mimo kalendarzowej wiosny, lodowe zatory blokowały popękane wewnętrzne instalacje.

— Trafiliśmy na absolutną ruinę. Trzy miesiące trwało wywożenie śmieci — wspomina Jacek. — Brakowało wszystkiego: lodówki w kuchni, wody, ogrzewania. Prąd mieliśmy tylko parę godzin dziennie z agregata. Z wodą i energią elektryczną do dziś zresztą jest tam deficyt.

Wspólne lata spędzone w Gorcach zahartowało ich jednak i nie poddali się przeciwnościom. Krok po kroku remontowali i uruchamiali to, co się dało w schronisku. — Nie jestem herosem, ale lubię pokonywać trudność. Czuję dziką satysfakcję, kiedy uda się coś zrobić, choć czasem mam wszystkiego po kokardę — dodaje Irena. Stopniowo przywracali życie na Hali Łabowskiej. Stworzyli nawet ogródek z kwietnikiem i warzywnikiem. Gości witały psy, koty i zapachy ze schroniskowej kuchni. Latem całymi tygodnia „obozowali” zaprzyjaźnieni harcerze. Pracowało nawet po kilkanaście osób, aby obsłużyć rosnącą liczbę turystów. Schronisko na skrzyżowaniu beskidzkich szlaków stało się popularnym miejscem wycieczek i spotkań także poza sezonem. Budynek wymagał jednak ciągłych inwestycji, a właściciel — spółka Schroniska i Hotele PTTK „Karpaty” — chciał wyższego czynszu. Irena z Jackiem coraz mocniej pragnęli pracować na swoim. W końcu rozwiązali umowę. Odeszli dokładnie 1 listopada 2001 r., po ponad ośmiu latach dzierżawy.

Nie wszystko da się kupić

Byli już wtedy właścicielami starego gospodarstwa na Cyrli. Opuszczona chałupa ze stajnią i stodołą stała pod lasem na ponad dwuhektarowej działce, niecałe trzy godziny marszu czerwonym szlakiem z Hali Łabowskiej. Pierwszy raz zobaczyli ją w marcu 1999 r. po wiadomości od miejscowego gazdy. Wiedział, że rozglądają się za ziemią w górach. Chciał mieć takich sąsiadów jak Świcarze, więc zadzwonił, gdy usłyszał, że obok jego domu można kupić gospodarstwo.

— Z początku nie byliśmy zainteresowani, parę miesięcy wcześniej nabyliśmy działkę w innym miejscu. Ale Jasiek tak nas namawiał, że poszliśmy zobaczyć — opowiada Irena. Pamięta doskonale dzień, kiedy brnęli pod górę w głębokim śniegu z Rytra, żeby zobaczyć działkę z zabudowaniami („szlak z Hali Łabowskiej był nieprzetarty i nie dało się przejść”). Na miejscu zobaczyli polanę osłoniętą z trzech stron lasem. Z czwartej — południowej roztaczał się malowniczy widok na Beskid Sądecki.

— Cudna okolica, pomyślałem. Jak sadyba na dłoni Pana Boga. Od razu się zakochaliśmy w tej ziemi — mówi Jacek. Irena dostrzegła coś jeszcze: — Koło chaty Bene rósł świerk w miejscu, gdzie czerpaliśmy wodę. I na Cyrli też zobaczyłam takiego strażnika źródła. Była to cześnia, ale zimą, bez liści, wyglądała zupełnie jak tamto drzewo w Gorcach.

Po pierwszych zachwytach przyszedł czas na ciężką, mozolną pracę. Zrujnowana, trzyizbowa chałupa wymagała kapitalnego remontu. Cały teren trzeba było posprzątać i uporządkować. Gospodarstwo miało numer meldunkowy oraz podciągniętą linię energetyczną i telefoniczną, co tylko trochę ułatwiało inwestycję. Na początek nowi właściciele postawili drewniany domek przy czerwonym szlaku, w którym latem sprzedawali napoje i posiłki z Hali Łabowskiej. Czasami za „co łaska” udostępniali wędrowcom miejsce na nocleg. Zakup ziemi i konieczne roboty finansowali z kredytu i sprzedaży mieszkania w mieście. Aby dorobić na inwestycję, podjęli pracę w stacji narciarskiej, która parę lat wcześniej powstała w Wierchomli Małej. Prowadzili część hotelowo-gastronomiczną w turystycznym kompleksie, a równocześnie materializowali własne plany na Cyrli. Starą chałupę najpierw rozebrali. Wymienili spróchniałe, przegniłe belki, po czym wszystko złożyli na nowych, solidnych fundamentach. W sylwestra 2001/2002 przyjęli pierwszych gości w swoim „schronisku”. Bywalcom górskich chatek nie przeszkadzały spartańskie warunki. Wodę do picia i gotowania nosili ochoczo wiadrami ze studni. Spali pokotem w śpiworach na podłodze bez paneli. W kolejnych latach w przybudówce powstały cztery pokoje z łazienkami, ubikacjami i bieżącą wodą. Zaczęła też działać kuchnia. Właściciele cały czas się doszkalali, robiąc m.in. kursy gastronomii i hotelarstwa. W kwietniu 2003 r. uznali, że czas iść na swoje. Mieli dość „masowej turystyki” i wypowiedzieli pracę w narciarskiej stacji w Wierchomli. — Nie wszystko da się kupić — usłyszał prezes spółki, kiedy zapytał zaskoczony, dlaczego odchodzą zaraz po podwyżce. — Myślał, że wrócimy, ale się pomylił. Tłumy ludzi w kolejkach do wyciągów i na stokach, ciągłe pretensje i awantury to nie nasz klimat — podsumowuje Irena.

Irena i Jacek Świcarzowie przed schroniskiem na beskidzkiej Cyrli

Irena i Jacek Świcarzowie przed schroniskiem na beskidzkiej Cyrli

Foto: Ireneusz Dańko / Newsweek

Po sznurze do nieba

Na Cyrli realizowali własną wizję górskiej turystyki. Ze starej stodoły i stajni zrobili warsztat z magazynem oraz chatę z grillem i pokojem do wynajęcia. Za unijną dotację sfinansowali rozbudowę schroniska tak, aby wpisało się w klimat okolicy. W nowej większej części powstało pięć pokoi z łazienkami, jadalnią i profesjonalnym zapleczem kuchennym. Zamiast numerów, otrzymały nazwy beskidzkich szczytów: Dzwonkówka, Rogacz, Makowica, Runek… Tylko jeden nazwano inaczej. — Jaśkówka to od imienia naszego sąsiada, który nas tutaj ściągnął, a potem po sznurze poszedł do nieba — wyjaśnia Irena.

Z mężem zamieszkała na parterze odremontowanej chałupy, przy której powstała dobudówka z małą jadalnią i kominkiem. Honorowe miejsce na ścianie, obok półek zastawionych książkami, zajął harcerski proporczyk. Tyle — poza wspomnieniami i przyjaciółmi — zostało im ze stanicy Bene. Dawne, chatkowe klimaty przypomina „Sikornik” — otwarte poddasze nad starym domem z 10 miejscami do spania na materacach („dla tych, którzy chcą chodzić po górach, ale jeszcze nie mają dużo pieniędzy”). Nazwę ma nieprzypadkową. Przez okna dachowe widać codziennie wielkie stado sikorek w karmnikach przed wejściem. — Zimą ziarno kosztuje jakieś 400 zł, ale latem nie ma u nas ani jednej muchy — zachwala gospodyni ptasie sąsiedztwo.

Pamiątką z Hali Łabowskiej jest nieduża ikona nad wejściem do małej jadalni. To prezent od Władysława Stednery. Stary partyzant wsławił się ucieczką z transportu do Auschwitz. Znał na wylot Beskid Sądecki. Po wojnie doprowadził do budowy schronisk na Hali Łabowskiej i Przehybie. W latach 90. zaprzyjaźnił się z Ireną i Jackiem. Często ich odwiedzał. Ostatni raz parę miesięcy przed jego śmiercią. — Przyszedł zobaczyć, co robimy „Za Halą”. Tak o Cyrli mówili miejscowi. Świetnie rozumiał nas i góry — wspominają patrona łabowskiego schroniska PTTK.

Znają na pamięć lokalne historie i zwyczaje. Lubią opowiadać w wolnych chwilach. Tych, szczególnie w sezonie, nie mają zbyt wiele. Schronisko działa 24 godziny na dobę. Jednocześnie może przenocować blisko 40 osób, nie licząc turystów, którzy czasem rozbijają namioty w obejściu. „Z założenia nie pobieramy zaliczek, ale w zamian liczymy na niezawodne przybycie” — można wyczytać na stronie Chaty Górskiej Cyrla. Właściciele zatrudniają kilkoro pracowników. W obsłudze pomaga też syn Ireny z pierwszego związku. Z roku na rok — jak przyznają — rosną wymagania gości. — Coraz mniej ludzi wędruje po górach z plecakami i śpiworami. Większość wybiera pokoje o wyższym standardzie. Samej pościeli pierzemy straszne ilości — mówi Jacek. Bywalcy lubią rodzinną atmosferę i smakowitą kuchnię na Cyrli — efekt wieloletnich doświadczeń kulinarnych właścicieli. Twarzą schroniska jest barmanka Ania. Poznali się, kiedy jako młoda dziewczyna przyszła na praktykę na Hali Łabowskiej. — Po naszym odejściu stamtąd wyjechała do Irlandii, ale na szczęście wróciła do Polski i znów jest z nami — dodaje z ulgą Irena. Z mężem rzadko opuszczają na dłużej Cyrlę. W górach mają wszystko, czego im potrzeba do życia. To ostatnie dzielą na trzy etapy: — Bene było naszym niebem, Łabowska — czyśćcem, Wierchomla — piekłem, a Cyrla jest po prostu naszą ziemią.

Udział Facebook Twitter LinkedIn Telegram WhatsApp Email

Czytaj dalej

Niepokój czy ciekawość? Jak nie stać się więźniem swoich lęków

Niepokój czy ciekawość? Jak nie stać się więźniem swoich lęków

Kiedy doświadczyła tego po raz pierwszy, była zdezorientowana. Z czasem nauczyła się rozpoznawać pierwsze sygnały

Kiedy doświadczyła tego po raz pierwszy, była zdezorientowana. Z czasem nauczyła się rozpoznawać pierwsze sygnały

Szadkowski: Karol Nawrocki kopiuje Trumpa. Strach pomyśleć, co będzie dalej

Szadkowski: Karol Nawrocki kopiuje Trumpa. Strach pomyśleć, co będzie dalej

Robert zainstalował w jej telefonie podejrzaną aplikację. Marta zaczęła łączyć kropki

Robert zainstalował w jej telefonie podejrzaną aplikację. Marta zaczęła łączyć kropki

Rewolucja na drogach w 2026 r. Te zmiany zaskoczą kierowców

Rewolucja na drogach w 2026 r. Te zmiany zaskoczą kierowców

„Chciałby pan deser dla syna?” – zapytał kelner. Natychmiast zrobiło się niezręcznie

„Chciałby pan deser dla syna?” – zapytał kelner. Natychmiast zrobiło się niezręcznie

Fundacja Marty Nawrockiej ma konto w NBP? „To byłaby sytuacja absolutnie bez precedensu”

Fundacja Marty Nawrockiej ma konto w NBP? „To byłaby sytuacja absolutnie bez precedensu”

„Dzięki niemu będziesz zdrowszy, szczuplejszy, lepszy w sporcie i w nauce!” – przekonują influencerzy. I tym razem mają rację

„Dzięki niemu będziesz zdrowszy, szczuplejszy, lepszy w sporcie i w nauce!” – przekonują influencerzy. I tym razem mają rację

„Sytuacja jest dramatyczna”. Ceny poszybowały, nadchodzi wybuch rolniczego gniewu

„Sytuacja jest dramatyczna”. Ceny poszybowały, nadchodzi wybuch rolniczego gniewu

Add A Comment

Leave A Reply Cancel Reply

Wybór Redaktora

Lublin. Matka skazana za zabójstwo dziecka. Sąd podał uzasadnienie

Lublin. Matka skazana za zabójstwo dziecka. Sąd podał uzasadnienie

25 marca, 2026
Sri Lanka walczy z kryzysem paliwowym. Ogłoszono czterodniowy tydzień pracy

Sri Lanka walczy z kryzysem paliwowym. Ogłoszono czterodniowy tydzień pracy

25 marca, 2026
Karol Nawrocki traci kibiców. Grzegorz Braun zwietrzył szansę

Karol Nawrocki traci kibiców. Grzegorz Braun zwietrzył szansę

25 marca, 2026
wada kapsułek leku na stwardnienie rozsiane – Zdrowie Wprost

wada kapsułek leku na stwardnienie rozsiane – Zdrowie Wprost

25 marca, 2026

Najnowsze Wiadomości

Gdzie wyrzucić opakowanie po kawie? Zasady segregacji zależą od materiału – Biznes Wprost

Gdzie wyrzucić opakowanie po kawie? Zasady segregacji zależą od materiału – Biznes Wprost

25 marca, 2026
Odrzuciła go matka. Mrównik stanie się atrakcją zoo we Wrocławiu

Odrzuciła go matka. Mrównik stanie się atrakcją zoo we Wrocławiu

25 marca, 2026
Zduńska Wola. Zderzenie dwóch tirów na S8. Poważne utrudnienia w ruchu

Zduńska Wola. Zderzenie dwóch tirów na S8. Poważne utrudnienia w ruchu

25 marca, 2026
Facebook X (Twitter) Pinterest TikTok Instagram
© 2026 Razy Dzisiaj. Wszelkie prawa zastrzeżone.
  • Polityka Prywatności
  • Regulamin
  • Skontaktuj się z nami

Type above and press Enter to search. Press Esc to cancel.