Na próbach panuje atmosfera buntu. Tekst jest niezrozumiały i trudny do zapamiętania. Aktorzy wymieniają się rolami lub rezygnują pod lada pretekstem. Przetasowania w obsadzie trwają niemal do samej prapremiery w marcu 1901 r.
Gdyby dzisiaj Stanisław Wyspiański wystawił na scenie „Wesele”, mógłby spotkać się z zarzutem naruszenia dóbr osobistych. Dramat inspirowany ożenkiem poety Lucjana Rydla z chłopką Jadwigą Mikołajczykówną w listopadzie 1900 r. miał prapremierę 115 dni później. Dla jednych było to wydarzenie bez precedensu w dziejach teatru, dla drugich — sensacja środowiskowa. Pewne jest jedno: dramat dał autorowi przydomek czwartego wieszcza, ale też wystawił na próbę jego wieloletnią przyjaźń.
Może coś napiszę
„Tego dnia, prócz gości ze wsi, zjechało dużo osób z miasta: ciotka Rydla prof. Domańska z córką swą Marynią i siostrą Lucjana, Haneczką, z dwoma pannami Pareńskimi — Maryną i Zosią. Wielu krewnych i znajomych Rydla, a głównie Tetmajerów. Młodzi malarze, literaci i dziennikarze — wspomina Klementyna Rybicka, córka Tetmajerów. W czasie weselnej nocy siedziała z innymi dziećmi na zapiecku w izbie tanecznej. — Przyjęcie było w obu domach, u Tetmajerów i Mikołajczyków, bo domy te stały tuż koło siebie, łatwo więc było przechodzić z jednego do drugiego. Muzyka i tańce były u Tetmajerów w pokoju przylegającym do kuchni. Pokój, gdzie było przyjęcie, był przedzielony sienią”.
Na czepinach, których centralnym punktem jest zamiana panieńskiego stroika na czepiec mężatki, bawią się goście Pana Młodego i mieszkańcy podkrakowskich Bronowic Małych. Z boku, przy futrynie drzwi łączących sień z izbą taneczną, stoi on, Wyspiański, przyjaciel Lucjana Rydla.
„Babka moja, Rydlowa, rozmawiając ze mną o weselu moich rodziców, wspominała, że Wyspiański podczas wesela zwracał uwagę swą większą niż zazwyczaj milkliwością, nie licującą z ogólnym nastrojem zabawy. Artysta subtelny, człowiek wrażliwy na wszystko co piękne, natykał się co trochę na zgrzyt w tej atmosferze chłopsko-pańskiej. Babka moja, Rydlowa, która Wyspiańskiego lubiła i znała dobrze, gdyż bywał w jej domu częstym, nieoficjalnym gościem, wspominała, iż budził w niej wtedy głębokie współczucie” — mówiła córka Lucjana Rydla.
Kiedy znajomy pyta Wyspiańskiego, jak się bawił, odpowiada: „może coś napiszę”. Pierwszy fragment, rozmowę Gospodarza z Wernyhorą, czyta w styczniu 1901 r. koledze Stanisławowi Estreicherowi. W tym miesiącu przeprowadza się z rodziną do dużego mieszkania przy ulicy Krowoderskiej. W nowej pracowni z widokiem na błonia i Kopiec Kościuszki kończy „Wesele”.
Na początku 1901 r. trudno nazwać Wyspiańskiego uznanym artystą, choć stale rysuje, projektuje, wystawia i pisze. Jego prace plastyczne burzą kanony estetyczne (wizerunki trzech klarysek z witraża, który zaprojektował do kościoła franciszkanów, zdaniem zakonników wywołują „przykre wrażenie trupów”), a dramaty uchodzą za niesceniczne. „Warszawianka”, którą zadebiutował na deskach Teatru Miejskiego w Krakowie w 1898 r., zebrała dobre recenzje, ale już „Lelewela”, wystawionego w następnym roku, krytycy uznali za niedopracowany i niezrozumiały. Do tego ciężko choruje na kiłę, brakuje mu pieniędzy na życie, pracę i leczenie. Z długów zaciągniętych w Paryżu przed 1894 r. narósł duży procent.
W niedzielę 17 lutego Wyspiański czyta swój dramat Józefowi Kotarbińskiemu, dyrektorowi Teatru Miejskiego w Krakowie. Ten ma nadzieję, że sztuka utrzyma się przez kilka dni w repertuarze, choć nie spodziewa się sukcesu kasowego. Tekst wymaga skrótów i zapowiada kłopoty, bo osoby dramatu noszą nazwiska uczestników bronowickiego wesela. Ale dziennikarze już zostali poinformowani. Następnego dnia popularny, opiniotwórczy „Czas” informuje, że wśród nowości, które dyrekcja teatru zamierza wystawić w najbliższym czasie, jest trzyaktowy dramat Stanisława Wyspiańskiego. W kolejnych numerach dziennik będzie podtrzymywał zainteresowanie czytelników nowymi doniesieniami (że powstają nowe dekoracje, ale że do dramatu artysta wprowadził „postaci fantastyczne”) z przygotowań do prapremiery. „Że »Czas« tak przychylne zajął stanowisko, to spowodowała pewna bardzo ustosunkowana osóbka, doktorowa P., która młodych krytyków z »Czasu« usposobiła jak najlepiej dla »Wesela« przez wspólne wczytywanie się przed przedstawieniem” — wspominała po latach aktorka Wanda Siemaszkowa, Panna Młoda z „Wesela”.
Stanisław Wyspiański. Autoportret
Foto: Muzeum Narodowe w Krakowie
Droga Pani P.
To Lucjan Rydel wprowadził Wyspiańskiego przed laty do gościnnego domu Pareńskich. Eliza Pareńska prowadzi salon literacko-artystyczny i udziela się w towarzystwach dobroczynnych, jej mąż Stanisław jest cenionym internistą, profesorem Uniwersytetu Jagiellońskiego i radnym miejskim. W pałacyku Pareńskich na Wielopolu bywają wszyscy, których wypada znać: pisarze, dziennikarze, artyści, politycy i lekarze. „Pani profesorowej Wyspiański wiele miał do zawdzięczenia z okresu swoich początków artystycznych, przed — a i po 1897: przeczuła ona niezwykłość talentu tego niepozornego malarzyny, zakupiła kilkanaście jego obrazów, wpakowała innym co najmniej drugie tyle, tyrańsko pilnując, by nie wyzyskano artysty w ocenie finansowej — i tak niemało się przyczyniła do wyciągnięcia przyszłej sławy z głodu” — wspominał krytyk teatralny Adam Grzymała-Siedlecki.
W pałacyku Pareńskich obrazy Wyspiańskiego w prostych drewnianych ramach wiszą obok dzieł najwybitniejszych polskich malarzy: Olgi Boznańskiej, Józefa Brandta, Maksymiliana Gierymskiego. W kolejnych latach artysta wykona serię portretów córek swojej protektorki, wśród nich Lizki Pareńskiej w błękitnej sukience na tle geranii. Kiedy w grudniu 1901 r. przyjdzie na świat najmłodsze dziecko malarza, syn Stanisław, to właśnie Eliza Pareńska zostanie matką chrzestną. Listy do „Drogiej Pani”, jak ją nazywa, podpisuje: wdzięczny, szczerze przywiązany.
W lutym 1901 r., z inicjatywy Pareńskiej, w salonie na Wielopolu Wyspiański czyta fragmenty „Wesela” zaproszonym gościom.
Tygrys na scenie
Tak naprawdę niewiele osób dostrzega przed prapremierą wartość artystyczną dramatu. Rudolf Starzewski, redaktor „Czasu”, w prywatnych rozmowach mówi, że łatwiej „Wesele” wygrać na fortepianie, niż opowiedzieć własnymi słowami. Zresztą jego osoba posłuży za pierwowzór Dziennikarza.
„Ustawiono na scenie długi szereg zestawionych różnej wielkości i koloru stołów, obstawionych gęsto różnokształtnymi stołkami i głównie tak zwanymi wiedeńskimi giętymi krzesłami — Władysław Ryszkowski, obsadzony w roli Muzykanta, wspomina pierwszą próbę czytaną. — Dzwonek zwołał wszystkich. Aktorki i aktorzy obsiedli gęsto stoły. Zaczęło się czytanie pierwszego aktu. Czytał sam Wyspiański siedzący od strony kurtyny tyłem do widowni. Obok niego siedział dyrektor Kotarbiński. Wyspiański czytał monotonnie swoim jakby matowym, choć niebezdźwięcznym głosem. W miarę czytania widoczne było, że skupienie się rozłazi, a im dalej w czytanie, tym więcej rozłazili się chyłkiem aktorzy i aktorki po kątach. Coraz mniej osób słuchało, coraz większa nuda opanowywała słuchających”.
Choć krakowskie dzienniki donoszą o nieprzeciętnych wartościach nowego dramatu, na próbach panuje atmosfera buntu i zniechęcenia. Aktorzy przyjmują „Wesele” z niechęcią. Narzekają, że utwór jest niezrozumiały, a role trudne do za pamiętania. Kotarbiński ulega naciskom i przesuwa premierę o tydzień. Sobiesław Bystrzyński, wcielający się w Gospodarza, mówi, że w sztuce tej nawet tygrys na scenie nikogo nie zaskoczy. Ktoś inny dowodzi, że „Wesele” równie dobrze można grać od tyłu. Aktorzy wymieniają się rolami lub rezygnują pod lada pretekstem. Maria Przybyłko-Potocka, obsadzona w roli Panny Młodej, w liście do dyrektora oświadcza, że może zwolnić się z przedstawienia „bez najmniejszego żalu” (w kolejnych latach będzie grała tę rolę w teatrach całej Polski). Ostatecznie po trzech zmianach, na osobistą prośbę Wyspiańskiego, w Pannę Młodą wciela się Wanda Siemaszkowa. Przetasowania w obsadzie trwają niemal do samej prapremiery.
Pocztówka ze spektaklu „Wesele” Stanisława Wyspiańskiego, wydana we Lwowie w 1901 r.
Foto: Biblioteka Narodowa
Inne afisze drukować
Choć Wyspiański na próbach przestrzega przed porównywaniem postaci scenicznych do gości weselnych, podobieństwa są czytelne dla wszystkich. Wydaje się, że i autorowi trudno oderwać się od pierwowzorów. „Na pierwotnej karcie tytułowej dramatu w rękopisie widziałem w spisie osób nazwiska ludzi żyjących, dobrze mi znanych, które dopiero potem poeta ochrzcił nazwą ogólną” — wspomina Józef Kotarbiński. Informacje z teatru pocztą pantoflową przenoszą się do krakowskich salonów.
Helena Rydlowa, matka Pana Młodego, prosi Wyspiańskiego, żeby usunął z rękopisu postać nastoletniej Haneczki, wzorowanej na jej córce. „Tymczasem on powiedział, że sztukę może usunąć, jeżeli Rydlowa życzyłaby sobie tego koniecznie, ale nic zmieniać nie będzie” — notuje przebieg rozmowy z autorem Aleksandra Czechówna, kuzynka Rydlów.
W marcu 1901 r. w Krakowie mówi się, że Wyspiański napisał sztukę o weselu Rydla, a bohaterami są goście. Na pierwszy plan wysuwa się kwestia obyczajowa. Na afiszach teatralnych pojawiają się bowiem autentyczne osoby: Czepiec, Klimina, Jasiek, Kasper, Maryna, Zosia i Haneczka. Pozostałe, nieznacznie zmienione, są także czytelne. Wszyscy wiedzą, że Panna Młoda to Jadwiga Mikołajczykówna, młodsza siostra Anny Tetmajerowej, Pan Młody to Lucjan Rydel, Gospodarzem jest Włodzimierz Tetmajer, a Poetą jego brat Kazimierz. „Wójtowi z Bronowic nadał nawet to samo nazwisko, a co gorzej, umieścił także Hanię Rydlównę, Pareńską i Domańską i dopiero Rydlowa dowiedziawszy się o tym, kazała w nocy inne afisze drukować” — notuje w pamiętniku Aleksandra Czechówna. Nowe, rozwieszone na ulicach i sprzedawane w kasie teatralnej, zawierają zmienione imiona trzech dziewcząt, ale kamuflaż jest nieskuteczny, bo na scenie aktorzy posługują się tymi z rękopisu. W atmosferze sensacji i wyczekiwania prapremiera rozpoczyna się 16 marca o godzinie 19 przy wypełnionej widowni.
Prapremiera, czyli ogół chce sensacji
Pierwsze reakcje widzów są mieszane. Nieliczni opuszczają teatr w antraktach. „Że sztuki słuchano nie z taką powagą i z takim pietyzmem, jaki się jej należy, winna przede wszystkim pogłoska, która mówiła, że sztuka jest odbiciem życia znanych w mieście osób, że jest satyrą, krytyką, ironią… Ogół chcący sensacji kosztem drugich, śledził też od początku sztuki tylko za ową »sensacją«, tracił z »oczu« i uszu myśli i obrazy” — pisze poniedziałkowy „Głos Narodu”. Na pozostałych „Wesele” robi ogromne wrażenie. „Przedstawienie się skończyło. Wszyscy jak skamienieli. Cisza. I dobrych kilka sekund dzieliło to milczenie od głośnego zbiorowego oklasku” — wspomina Lucyna Kotarbińska, żona dyrektora. Na sali jest Lucjan Rydel, wstrząśnięty i pobladły przyłącza się do owacji. Publiczność wywołuje autora. Wyspiański na krótko ukazuje się w proscenium.
Krakowskie dzienniki zgodnie uznają „Wesele” za arcydzieło, rozpoczyna się polemika wokół wartości ideowych sztuki. Czwarte przedstawienie kończy się głośną manifestacją uznania dla autora. Wyspiański otrzymuje wieniec z liczbą 44. Krytycy podkreślają znaczenie tekstu jako dramatu narodowego. Wobec trudności z odczytaniem symboliki utworu każde stronnictwo polityczne bierze Wyspiańskiego za rzecznika własnej sprawy. Pisma socjalistyczne twierdzą, że Wyspiański krytykuje galicyjskich konserwatystów, a ci w ogóle chcą usunąć sztukę z repertuaru. Konserwatyści drukują dementi dyrektora i tak w kółko. Klucz interpretacyjny podaje dopiero Rudolf Starzewski we wnikliwym i wyważonym omówieniu, które wychodzi w pięciu (!) numerach konserwatywnego „Czasu”.
W maju 1901 r. „Wesele” w wersji książkowej błyskawicznie znika z półek księgarskich. Krakowianie sięgają po inne dramaty Wyspiańskiego, które przez lata wydawał za własne pieniądze. Do premiery przygotowuje się Teatr Miejski we Lwowie, w Krakowie mnożą się odczyty o twórczości Wyspiańskiego. Od prapremiery do czerwca Kotarbiński wystawia spektakl 21 razy, co w sytuacji, kiedy nowe przedstawienia dawano wtedy w każdą sobotę, jest znakomitym wynikiem. Sytuacja finansowa artysty jest dobra jak nigdy przedtem. W lipcu lwowska księgarnia Altenberga kupuje prawa do drugiego i trzeciego wydania „Wesela”, każde po 4 tys. koron. „Pieniądze te były istną niebieską manną dla Wyspiańskiego, cierpiącego dotkliwie na chroniczny brak gotówki. Transakcja momentalnie postawiła go na nogi” — komentuje kierownik drukarni Józef Filipowski. 4 tys. koron to duża kwota (roczna pensja asystenta kliniki pediatrycznej w 1903 r. wynosiła 1400 koron). Jesienią 1901 r., po siedmiu latach, Wyspiański spłaca paryskie długi.
To było moje wesele
Lucjan Rydel ma mieszane uczucia. „Ojciec wrócił z teatru roztrzęsiony. Widział wielkość sztuki Wyspiańskiego, ale i widział, że małżeństwo, które uważał za sukces swego życia osobistego, zostało wykpione i zlekceważone”. Do tego dotyka go scena rozmowy Pana Młodego z widmem Branickiego, prorosyjskiego zdrajcy. Goryczy jest więcej, bo Wanda Siemaszkowa jako Panna Młoda jest impulsywna i skora do zaczepki. To karykatura jego żony. W Krakowie, gdzie zamieszkali po ślubie, łagodna i nieśmiała Jadwiga Rydlowa nie potrafi się odnaleźć, a rozgłos towarzyszący „Weselu” komplikuje jej sytuację. Rydel, poeta, dziennikarz i wykładowca, jest osobą znaną w mieście, jego ożenek z córką bronowickiego chłopa wywołuje skrajne oceny. O atakach na Jadwigę po ślubie wspomina córka: „Jak spod ziemi wyrastały przed nią lub obok niej różne paniusie z środowiska mieszczańskiego Krakowa. Jedne mijając ją, pluły jej pod nogi, inne pokazując sobie palcami, mówiły głośno: To ta małpa, co Rydla »zbałamuciła«, a nawet ciągnąc za brzeg chustki lub zapaski pytały: »Po ileż to Rydel płacił za tą dziadówkę?«”.
Choć Helena Rydlowa nakazuje synowi dyskrecję, o zatargu dwojga przyjaciół plotkuje całe miasto. Lucjan pisze w tych dniach długi list do Stanisława. Wyspiański prosi Wandę Siemaszkową o pomoc w załagodzeniu konfliktu. Aktorka streszcza odpowiedź: „Życzył Wyspiańskiemu, aby się stał Wieszczem Narodu, a gdy umrze, miał cudny pogrzeb z Dzwonem Zygmunta… ale mu »Wesela« nie daruje, bo… »zapomnę wszystko, ale nie to, że to było moje wesele, że Pan Młody to ja, a moja Jaga, to Panna Młoda«”.
Kazimierz Przerwa-Tetmajer, Poeta z „Wesela”, pisze do matki: „Cóż za szczęście, że nie jestem w Krakowie! Niech się tylko Włodzio do niczego nie miesza! Że Wysp. napisał arcydzieło — mocno wierzę, ale że źle się obszedł z Rydlem, zrobił świństwo, bo jednak Rydel ratował go w chorobie bardzo gorąco”. Włodzio, czyli Włodzimierz Tetmajer, zaniepokojony doniesieniami z prapremiery, następnego dnia idzie do teatru. Spektakl robi na nim ogromne wrażenie. On także pisze list do Wyspiańskiego: „Pierwszy raz w życiu dzieło sztuki zrobiło na mnie takie wrażenie, że płakałem, jak małe dziecko”. Kazimierz Przerwa-Tetmajer ogląda spektakl w czerwcu, dwukrotnie. Jesienią tego roku w cyklu esejów zatytułowanych „Wielki poeta” nazwie Wyspiańskiego następcą Mickiewicza, Słowackiego i Krasińskiego.
W maju 1901 r., na fali popularności Wyspiańskiego, Józef Kotarbiński wznawia „Warszawiankę”. Lucjan Rydel, recenzent „Czasu”, pisze po spektaklu: „»Warszawianka« jest jedną z najpiękniejszych, najczystszych pereł naszej literatury dramatycznej. Dał po niej Wyspiański dzieła większe i głębsze jeszcze, ale i ona świeci odrębnym urokiem swoim, który nie zbladł i zawsze sprawia porywające wrażenie”. Rydel nie potrafi długo gniewać się na Wyspiańskiego. Stanisław Estreicher, bliski obu, potwierdza: „Był naturą szlachetną, entuzjastyczną i cienia mściwości w nim nie było”. I choć rozumie nakaz artystyczny, który kazał przyjacielowi zmienić jego prywatne święto w scenę narodową, na „Wesele” z żoną się nie wybiera. Uważa, że literacki wizerunek Panny Młodej sprawi jej przykrość. Jadwiga Rydlowa zobaczy spektakl dopiero po śmierci męża w 1918 r. Do teatru, już w wolnej Polsce, wybierze się z córką.
A Wyspiański? W 1901 r. ma przed sobą sześć lat życia. Przeżyje je intensywnie i twórczo. Będzie rysował portrety i pejzaże, projektował witraże, meble i wnętrza. Będzie marzył o przebudowie wzgórza wawelskiego, zostanie radnym miejskim. Napisze nowe dramaty, fragmenty innych pozostawi w teczkach. Kilka dni przed śmiercią poprosi Lucjana Rydla o osobistą przysługę: w grudniu 1907 r. przyjaciel z lat młodości poprowadzi Teodorę Wyspiańską w kondukcie za jego trumną. Nad głowami żałobników będzie rozbrzmiewał Dzwon Zygmunt. Zupełnie tak, jak w gorzkim liście po prapremierze „Wesela” Rydel życzył Wyspiańskiemu.
— Monika Śliwińska — autorka książek „Wyspiański. Dopóki starczy życia” (2017) czy „Panny z »Wesela«. Siostry Mikołajczykówny i ich świat” (2020).




