Kiedy prezydent Karol Nawrocki zawetował ustawę wprowadzającej mechanizm wydatkowania pieniędzy z unijnego programu SAFE, wiele osób uznało, że rząd w rewanżu nie przyjmie także jego propozycji, nazywanej umownie „SAFE 0 procent”. Zarówno premier Donald Tusk, jak i marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty dawali do zrozumienia, że prezydencki projekt ustawy wyląduje w koszu.
Projekt SAFE 0 procent krytykowany nawet przez opozycję
Zwracano też uwagę na to, że propozycja prezydenta i prezesa Narodowego Banku Polskiego Adama Glapińskiego jest zbyt ogólna, „mglista”. Brakowało w niej konkretnych rozwiązań i sum. Krytykowali go zresztą nie tylko politycy obozu rządzącego, ale też przedstawiciele opozycji. Krzysztof Bosak z Konfederacji stwierdził, że jest to „martwy pomysł”. – Jeżeli rząd nie jest nim zainteresowany, to nie ma o czym mówić – stwierdzał krótko. Dodawał, że wciąż niewiele wiadomo o źródłach finansowania zbrojeń w tej wersji.
– Do ustawy wpisano ogólnikowe stwierdzenie, że to miałoby pochodzić z zysku NBP. Dotychczas w finansach publicznych przyjęło się, że zysk NBP trafia do budżetu po stronie przychodowej. Według tej ustawy, miałby trafić do zupełnie innego, osobnego funduszu, w którym współkontrolę sprawowaliby ludzie wskazani przez prezydenta. To tworzenie zupełnie nowej architektury finansowania, modernizacji sił zbrojnych i rozproszenie decyzyjności względem stanu obecnego – zauważał.
Koalicja rządząca niejednomyślna ws. „polskiego SAFE”?
Jak się jednak okazuje, prezydencki projekt ma ważnego obrońcę w samej koalicji rządzącej. Wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz oznajmił w czwartek 19 marca, że chce zobaczyć, jak nad ustawą debatują posłowie w Sejmie. W swojej postawie jest zresztą konsekwentny – od początku mówił, że interesują go oba projekty „SAFE”. Apelował też do prezesa NBP, by pokazał zysk, który można będzie przeznaczyć na zakupy dla wojska.















