Narastający kryzys gospodarczy, przerwy w dostawie prądu, masowa emigracja i rosnące niezadowolenie społeczne zbiegają się z czymś jeszcze istotniejszym — bezpośrednimi negocjacjami ze Stanami Zjednoczonymi w sprawie przyszłości wyspy. Kuba może właśnie wkraczać w najważniejszy moment swojej historii od czasu upadku Związku Radzieckiego.
Na kryzys coraz większy wpływ ma zdecydowana polityka Stanów Zjednoczonych. Sekretarz stanu USA Marco Rubio, sam będący zresztą Amerykaninem kubańskiego pochodzenia, prowadzi obecnie negocjacje z przedstawicielami Hawany, jednocześnie nadzorując kampanię nacisku mającą na celu wymuszenie ustępstw politycznych i gospodarczych.
— Sytuacja musi się diametralnie zmienić — ogłosił Rubio w ubiegłym miesiącu, zaznaczając, że jest szansa na poprawę jakości życia mieszkańców Kuby.
Trump zapowiada „przejęcie” Kuby
W poniedziałek prezydent USA podzielił się przekonaniem, że będzie mu dany „zaszczyt przejęcia Kuby”, opisując wyspę jako „osłabione państwo” po całkowitym załamaniu sieci energetycznej spowodowanym blokadą naftową. Zresztą już w zeszłym miesiącu Donald Trump mówił, że rewolucja kubańska staje przed największą dotychczas próbą.
USA naciskają na Kubę w specyficznym momencie — na początku tego roku pojmały prezydenta Wenezueli Nicolása Maduro, który był kluczowym dostawcą ropy do Hawany. Ale naciski zbiegają się również w czasie z eskalacją konfliktu Waszyngtonu z Iranem, w nalocie pod koniec lutego amerykańskie wosjsko zabiło najwyższego przywódcę Alego Chameneia.
Jak informują źródła „The New York Times”, amerykańscy urzędnicy naciskają na odsunięcie od władzy prezydenta Kuby Miguela Díaza-Canela, nie domagając się jednak całkowitej zmiany reżimu. Wygląda na to, że ich celem jest zarządzana transformacja — taka, którą próbowano przeprowadzić w Wenezueli, unikając jednocześnie chaosu związanego z całkowitym upadkiem rządów.
Kuba nie upadnie raczej z dnia na dzień. Coraz bardziej wygląda jednak na to, że nadszedł moment, w którym dotychczasowy system przestanie funkcjonować w dotychczasowy sposób. Model stworzony przez Fidela Castro — oparty na ścisłej kontroli państwa i wsparciu z zewnątrz — słabnie od lat. Teraz, gdy wenezuelska pomoc została odcięta, gospodarka pogrąża się w kryzysie, a presja ze strony USA rośnie, system zaczyna się załamywać.
Nie oznacza to, że rządy komunistyczne skończą się jutro. Wskazuje jednak na koniec znanej od dekad komunistycznej Kuby — stabilnej, scentralizowanej i choćby minimalnie zdolnej do zapewnienia bytu swoim obywatelom. Bez względu na to, czy zmiana dokona się za pomocą reform, na gruncie niepokojów społecznych czy też za sprawą powolnego rozkładu, stary model jest już nie do utrzymania. Oto trzy najbardziej prawdopodobne scenariusze.
Kuba i kontrolowana czystka na szczycie
Obecnie najbardziej prawdopodobny wydaje się wariant przetasowania we władzach, który pozostawi system w dużej mierze niezmienionym. Díaz-Canel i inni starzejący się urzędnicy ściśle powiązani z Fidelem Castro mogą zostać odsunięci w ramach negocjowanego porozumienia.
USA sygnalizują, że usunięcie kubańskiego prezydenta mogłoby otworzyć drogę do długo blokowanych reform gospodarczych. Jednak zasadnicza struktura władzy — Komunistyczna Partia Kuby, wojsko oraz państwowe sieci biznesowe dominujące gospodarkę — niemal na pewno pozostałaby nieruszona. Jednym z możliwych następców jest premier Manuel Marrero Cruz, technokrata wywodzący się z sektora turystycznego i utrzymujący powiązania z biznesem militarnym. Mógłby on odgrywać podobną rolę do tej, jaką w Wenezueli odgrywa Delcy Rodríguez — do czasu wywiezienia Nicolása Maduro wiceprezydentka, a obecnie p.o. prezydenta.
Bardziej tradycyjną opcją kontynuacji byłoby przekazanie władzy wiceprezydentowi Salvadorowi Valdésowi Mesie — wieloletniemu partyjnemu lojaliście z dekadami stażu w szeregach komunistycznej hierarchii. Jeszcze inną możliwością jest wybór osoby wywodzącej się z wojska lub najbliższego otoczenia Raúla Castro, która przedstawi się jako „reformator”, proponując jednak tylko ograniczone ustępstwa.
Cel byłby jasny: umiarkowane reformy rynkowe, wybiórcze zmiany polityczne i stopniowe otwarcie na amerykańskie biznesy. Byłby to jednak model bliższy rozwiązaniom wietnamskim niż prawdziwej transformacji politycznej.
Nagły upadek i przejście do demokracji
Drugi, nieco bardziej nieprzewidywalny scenariusz to prawdziwa zmiana polityczna wywołana przez niepokoje społeczne lub całkowity rozkład gospodarczy.
Kuba już teraz znajduje się pod ogromną presją. Nałożona przez USA blokada naftowa gwałtownie ograniczyła dostawy paliwa, paraliżując gospodarkę i prowadząc do ogólnokrajowych przerw w dostawie prądu, braków żywności i wzrostu niezadowolenia społecznego. W miarę pogarszającego się poziomu życia coraz częściej dochodzi do protestów i są one coraz bardziej odważne.
Jeśli ta presja przerośnie możliwości państwa, Kuba może szybko podjąć decyzję o gwałtowej transformacji politycznej. Jednak w przeciwieństwie do sytuacji w Europie Wschodniej z 1989 r. nie istnieje tutaj zorganizowana opozycja gotowa przejąć władzę. Dekady represji, emigracji i fragmentacji sprawiły, że kraj nie ma dziś jasnej alternatywy dla obecnego przywództwa.
W tej próżni mogą pojawić się nowe postacie. W kraju rozpoznawalne są takie postaci, jak dysydent José Daniel Ferrer czy prowadzący działalność aktywistyczną artysta Luis Manuel Otero Alcántara. Na czas ewentualnej tranformacji mogliby wrócić działącze przebywający na emigracji, jak choćby María Payá Acevedo.
Możliwy jest także wariant hybrydowy na wzór zmian w Hiszpanii czy niektórych krajach Ameryki Łacińskiej — przejęcie władzy przez reformatora insidera, potencjalnie wspieranego przez wojsko, który tymczasowo nadzorowałby wybory i kontrolowaną transformację.
Ryzyko jest ogromne. Przykład Wenezueli to dowód na to, że gospodarczy krach połączony z zewnętrzną presją może prowadzić do długotrwałej niestabilności, a nie demokratycznych przemian. Sytuacja w Iranie z kolei pokazuje, że reżimy pozostające pod presją z zewnątrz często utwardzają się zamiast upadać. Kuba może podążyć którąkolwiek z tych dróg — lub utknąć w równie chaotycznym, pośrednim wariancie.
Powolny rozkład, masowa emigracja
Obecnie obserwujemy jednak najmniej spektakularny, trzeci scenariusz: powolny, wyczerpujący rozkład. W tym wariancie reżim przetrwa, jednak kraj — odcięty od wenezuelskiej ropy i pogrążony w pełnowymiarowym kryzysie energetycznym — będzie się dalej osłabiał.
Chcąc przetrwać, Hawana coraz częściej zwraca się o wsparcie do zagranicznych partnerów, w szczególności Rosji i Chin. Moskwa oferuje pomoc polityczną i pewną ulgę energetyczną, natomiast Pekin stał się strategicznym partnerem gospodarczym, inwestując w infrastrukturę i utrzymując wymianę handlową. Jednak żaden z tych krajów nie zapewni raczej wsparcia, które pomogłoby ustabilizować gospodarkę.
Efektem jest system, który trwa, lecz coraz bardziej się rozkłada. Państwo zachowuje kontrolę, jednak staje się coraz bardziej zależne od przekazów pieniężnych z zagranicy, szarej strefy i zagranicznych inwestorów. Usługi publiczne są na jeszcze niższym poziomie, a umowa społeczna, która podtrzymywała rewolucję, rozpada się na naszych oczach. To nie spektakularny upadek, lecz powolna agonia.
To, co wydarzy się dalej, będzie zależeć w równym stopniu od Waszyngtonu, co od Hawany. Napędzana działaniami Rubio administracja Trumpa wyraźnie obrała sobie Kubę za cel i dąży do przeforsowania tam reform przy użyciu ciągłej presji gospodarczej. Jak pokazały wydarzenia z m.in. Wenezueli, Stany Zjednoczone są gotowe używać finansowych narzędzi nacisku po to, by wymuszać zmiany polityczne. Ta strategia jest obecnie realizowana z coraz większą intensywnością.
W rezultacie przetrwanie komunistycznej Kuby w dotychczasowej formie wydaje się coraz mniej prawdopodobne. System jest pod zbyt dużą presją — zarówno wewnętrzną, jak i zewnętrzną. Prawdziwe pytanie nie brzmi już „czy”, ale „co” go zastąpi oraz „jak” burzliwa będzie ta transformacja.
Tekst opublikowany w amerykańskim „Newsweeku”. Tytuł, lead i śródtytuły od redakcji „Newsweek Polska”.




