-
Halina, wikunia o czarnych oczach, przybyła do Nowego Zoo w Poznaniu, gdzie dołączy do samca imieniem Rokko.
-
Wikunie są bliskimi krewnymi wielbłądów, występują w Andach i zostały uratowane od wyginięcia dzięki działaniom ochronnym, obecnie ich status to „najmniejszej troski” na czerwonej liście IUCN.
-
Wikunie w zoo stanowią populacje referencyjne i prowadzone są ich księgi hodowlane, jednak nie ma programów ochrony ex situ wspierających ochronę in situ.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Dołączy w poznańskim Nowym Zoo do mieszkającego tu samca imieniem Rokko, co daje szansę na przychówek od tych dzikich krewnych przodków domowych lam i alpak. Za bezpośredniego przodka uważa się dziko żyjące w wysokich Andach gwanako – zwierzę większe i silniejsze od filigranowej wikunii, a ona mniejsza i drobniejsza nie dała się udomowić przez dawnych Indian Ameryki Południowej. Zresztą wikunia jest na tym kontynencie zwierzęciem ważnym, niemal narodowym. Znajduje się chociażby w godle Peru, gdzie występuje jeszcze stosunkowo licznie. Jest także spotykana w Andach w Boliwii, Chile i Argentynie, a do Ekwadoru wróciła w latach osiemdziesiątych po wcześniejszym wytępieniu. Sprowadzone z boliwijskich stoków wikunie zasiedliły góry tego państwa na nowo.
Wikunie, podobnie jak i lamy oraz gwanako, są bliskimi krewnymi wielbłądów i należą do tej samej rodziny, która miliony lat temu – jeszcze bez garbów na grzbiecie – kształtowała się właśnie w Ameryce, by stąd przedostać się do Starego Świata, do Azji i Afryki. Tam dzisiaj żyją dromadery i baktriany, a gwanako i wikunie pozostały w Ameryce Południowej.
Wikunie potrafią żyć w najwyższych górach
O wikuniach mówi się, że są jednymi z najpiękniejszych zwierząt świata. Ich delikatna budowa, gładkie rysy, sympatyczny pyszczek i zwłaszcza te ogromne, czarne oczy z wielkimi rzęsami sprawiają, że nie można oderwać od nich wzroku. Potrafią żyć w bardzo rozrzedzonym powietrzu, nawet na wysokości ponad 5500 m. n.p.m., a zatem w najwyższych partiach Andów. Im wyżej, tym mniejsze ryzyko, że napadnie je chociażby ich największy wróg – puma.
Wikunia Halina dołącza w Poznaniu do Rokko, który urodził się w Zoo w Berlinie 13 lat temu i mieszka w Nowym Zoo w Poznaniu od 2014 r. Halina urodziła się niespełna rok wcześniej w Ebeltoft w Danii, w 2019 r. przybyła do Zoo w Gdańsku, To z gdańskiego ogrodu trafiła w nowe miejsce.
Jak pisze poznańskie zoo, wikunia andyjska stanowi przykład, że przy rozważnych działaniach związanych z ochroną przyrody jesteśmy w stanie ratować gatunki zagrożone wyginięciem. W tej chwili status wolno żyjących krewnych Haliny i Rokka na tzw. „czerwonej liście” IUCN określany jest jako „najmniejszej troski”. Wikunie znalazły się też na liście określanej jako Green Status of Species – który mieści gatunki, które udało się uratować od wyginięcia i jednocześnie pokazuje na jakim etapie jeśli chodzi o odtwarzanie ich populacji jesteśmy.

W czasach Inków żyły w Andach miliony wikunii
A z wikunią było już źle. W czasach prekolumbijskich w Andach żyły nawet milionowe stada tych zwierząt. W latach sześćdziesiątych XX wieku została ich garstka. Dzięki rozsądnym działaniom, w dużej mierze opartym na współpracy z mieszkańcami Andów w granicach różnych krajów Ameryki Południowej udało się odtworzyć około 65 proc. liczebności populacji. Wikunie w Zoo stanowią tzw. populacje referencyjne, prowadzone są ich księgi hodowlane, natomiast nie ma programów ochrony ex situ, które bezpośrednio wspierają ochronę in situ (przez np. reintrodukcję).













