-
Obecność dzików w Warszawie powoduje kontrowersje, szczególnie w związku z decyzjami o ich odstrzale w miejscach publicznych.
-
Lasy Miejskie podkreślają, że decyzje o odstrzale podejmowane są w sytuacjach nadzwyczajnego zagrożenia dla życia, zdrowia lub gospodarki człowieka.
-
Ekspertka Anna Wierzbicka uważa, że inne metody, takie jak odławianie i wywożenie dzików, nie przynoszą trwałych efektów.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
Jacek mieszka w okolicach warszawskiego Wilanowa. W części dzielnicy, zdominowanej przez bloki mieszkalne, dużo jest terenów zielonych, skwerów czy placów zabaw, na które chętnie chodzi z dziećmi. Tamtego dnia podczas spaceru blisko jednego z budynków zauważył stado dzików.
– Musiały spędzić tam kilka dni, bo jakiś czas wcześniej przechodziłem tamtędy w nocy z psem i usłyszałem tumult w krzakach – wspomina.
Jacek próbował zliczyć zwierzęta. Było ich około 14, zarówno młode, jak i starsze osobniki. Nie zwracały uwagi na przechodniów, więc mężczyzna bez problemu poszedł dalej.
Po dwóch dniach dzików już nie było, a na osiedlu została po nich spulchniona gleba.
Dziki w mieście. Nowy-stary problem
Choć obecność dzików w miastach nie jest już dla nikogo zaskoczeniem, w ostatnich dniach temat wybrzmiewa szczególnie głośno – głównie w kontekście tego, jak władze Warszawy postępują ze zwierzętami. W niedzielę wielkanocną na warszawskim Mokotowie zabito siedem dzików, w tym sześć młodych, zaś kilka dni wcześniej na Bemowie uśmiercono osobniki, które weszły na plac zabaw.
Pierwszą sprawę nagłośniła inicjatywa „Dziki Zostają”. Na nagraniu z ulicy Stępińskiej widać martwe dziki, ułożone w szeregu tuż pod blokami. Obecni na miejscu mieszkańcy dyskutowali z pracownikami Lasów Miejskich (stołeczna jednostka zajmująca się m.in. obecnością dzikich zwierząt w mieście), atmosfera była napięta.
„Na podstawie czyjej decyzji zabiliście te dziki? Nikomu te dziki nie zagrażały” – pytała autorka nagrania.
Na materiałach z tamtego dnia widać także truchła zwierząt, wyrzucane do kubłów na śmieci i to właśnie ten obraz wywołał największe poruszenie.
W czwartek Lasy Miejskie Warszawa wydały oświadczenie. „W związku z naszymi ostatnimi działaniami na Bemowie i Mokotowie przepraszamy za sytuację, w której zostali Państwo narażeni na widok usypiania dzików w przestrzeni publicznej. Zdajemy sobie sprawę, że było to doświadczenie trudne i niepokojące” – czytamy.
„Zapewnienie bezpieczeństwa mieszkańców stanowi absolutny priorytet. Dołożymy wszelkich starań, aby działania w tym obszarze były realizowane z należytą wrażliwością – z poszanowaniem zarówno społeczności lokalnej, jak i dobrostanu dzikich zwierząt” – podkreślono.
Lasy Miejskie na swojej stronie podkreślają, że decyzje o odstrzale podejmuje się w sytuacjach „nadzwyczajnego zagrożenia dla życia, zdrowia lub gospodarki człowieka”. W oświadczeniu nie wyjaśniono jednak, dlaczego zdecydowano się na wspomniane odstrzały na Bemowie i Mokotowie.
Warszawa ma problem z dzikami. „Absurd”
W ciągu tygodnia do sprawy w mediach społecznościowych odniósł się m.in. poseł LewicyŁukasz Litewka. „W Warszawie święta obchodzono w wyjątkowy sposób. Osoba mieszkająca w bloku zgłosiła, że przy jej tulipanach kręci się kilka dzików. Dokładnie 7 dzików w tym 6 małych” – napisał.
Komentował też biolog Robert Maślak. „To nie jest rozwiązanie problemu. To jest systemowa bezradność ubrana w procedury. Najbardziej bulwersujące jest to, że obecne przepisy praktycznie nie dają możliwości przemieszczania dzików po odłowie, relokacja jest zablokowana przepisami ASF (afrykański pomór świń – red.” – napisał zoolog z Uniwersytetu Wrocławskiego, członek Lewicy.
„Miasto Stołeczne Warszawa i Rafał Trzaskowski zamiast mądrego zarządzania miastem wielogatunkowym prowadzą politykę eksterminacji dzików. Zabijają dlatego, że te żyją. Absurd, na który nasze prawo nie pozwala. Dość!” – napisała z kolei adwokatka Karolina Kuszlewicz, obrończyni praw zwierząt.
„Decyzja o terminie przeprowadzenia akcji dyskusyjna”
– Wybór dnia odstrzału dzików, czyli niedziela wielkanocna, można tłumaczyć tym, że mniej osób przebywa wtedy na zewnątrz, choć jednocześnie wiele osób pozostaje w domach, co zwiększa ryzyko, że ktoś zauważy takie działania – wyjaśnia dr inż. Anna Wierzbicka z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu.
Decyzja o terminie przeprowadzenia akcji jest dla niej dyskusyjna, zaś Lasy Miejskie powinny uprzedzić okolicznych mieszkańców.
– Zwierzęta były usypiane z broni typu palmer, to musiało się to odbywać w ciągu dnia i przy obecności weterynarza. Tego typu działania są trudne, wymagają doświadczenia i odpowiedniego dobrania dawki, dlatego nie są ani proste, ani szybkie – wyjaśnia ekspertka.
Ekspertka: Dziki kojarzą człowieka z jedzeniem
Jak pisaliśmy, Lasy Miejskie podkreślają, że decyzje o odstrzale podejmuje się w sytuacjach „nadzwyczajnego zagrożenia dla życia, zdrowia lub gospodarki człowieka”.
– Problem polega jednak na tym, że w przypadku dzików inne metody, takie jak odławianie i wywożenie, nie przynoszą trwałych efektów – uważa Anna Wierzbicka. – Zwierzęta szybko się uczą i potrafią wracać nawet z bardzo dużych odległości. Osobniki, przyzwyczajone do życia wśród ludzi, karmione i oswojone, nie są w stanie funkcjonować w naturalnych warunkach i wracają do miejsc, gdzie zdobywały pokarm.
Według ekspertki jedyne, co możemy zrobić, to spróbować powstrzymać dziki przed wchodzeniem do miast. – Ale to jest praca wszystkich mieszkańców – podkreśla. – Dokarmianie, pozostawianie odpadków i brak zabezpieczenia śmieci powodują, że zwierzęta uczą się kojarzyć człowieka z jedzeniem. W efekcie tracą lęk, a ich zachowanie może stać się niebezpieczne.
Zwierzę, które wcześniej było karmione przez ludzi, będzie szukało pokarmu w ich pobliżu i może próbować go zdobyć.
Dzikie zwierzęta w mieście. Ekspertka wskazuje na „bambinizm”
Wierzbicka widzi tu jednak szerszy problem. – Coraz więcej z nas nie ma pojęcia o rzeczywistych prawach przyrody i rzeczywistym życiu. I coraz bardziej kierujemy się tym, co widzimy najczęściej w filmach: jest historia o tym, że miś z miasta potrafi żyć znowu w dziczy, ale to są bajki dla dzieci.
– Jeśli zwierzęta, które, tak jak te pasiaki na placu zabaw, od początku swojego życia żywią się na śmietniku i uczą się, że ludzie przynoszą coś dobrego, zostaną wywiezione do lasu, – wrócą na ten plac zabaw. Niestety nie mamy lepszego sposobu, niż odstrzeliwanie.
Wierzbicka wskazuje także na tendencję do przypisywania zwierzętom ludzkich cech. – Zjawisko to, określane czasem jako „bambinizm„, prowadzi do idealizowania dzikich zwierząt i niezrozumienia zagrożeń.
– Problem obecności dzików w miastach jest powszechny w całej Europie i od lat stosowane są różne metody jego rozwiązania. W wielu przypadkach kończą się one koniecznością eliminacji zwierząt, ponieważ inne sposoby nie przynoszą trwałych efektów – podsumowuje.
Co zatem zrobić, gdy dojdzie do spotkania z dzikiem? – Należy się wycofać, nie hałasować i nie podchodzić zbyt blisko. Psy powinny być trzymane na smyczy, szczególnie w pobliżu loch z młodymi. W razie zagrożenia najlepiej zejść zwierzęciu z drogi – dzik ma ograniczoną zdolność skręcania, więc nawet niewielki ruch w bok pozwala uniknąć kontaktu.
Chcesz porozmawiać z autorką? Napisz: [email protected]
-
Zaskoczenie w niemieckim centrum handlowym. Nie mają pojęcia, jak to zrobił
-
Niemcy legalizują polowanie na wilki. Decyzja budzi emocje














