Biblioteczka Justina Trudeau to zapis biografii złożony z drobiazgów, które mówią o nim więcej niż wywiady czy oficjalne wystąpienia. Układa się z nich nie tylko biografia polityka, ale również fragment historii Kanady.
Justin Trudeau rozprawiający entuzjastycznie o nowych technologiach i AI pokazywany jest często na tle klasycznej biblioteczki. Leżą na niej ciekawe przedmioty, które mówią o nim więcej niż program polityczny. Opowiada o niej w filmie na YouTube pt. „Behind the Scenes: Justin Trudeau’s Bookshelf”.
Z tych drobiazgów składa się nie tylko autobiografia człowieka, lecz także historia epoki: czasu, w którym Kanada chciała widzieć siebie jako kraj młody, otwarty, nowoczesny i dobry. Trudeau był twarzą tej opowieści.
W szufladzie leży garść metalowych przypinek, pamiątek ze szczytów G20 i NATO. Są one symbolem życia spędzonego w dyplomatycznych podróżach, które rozpoczęły się już w dzieciństwie, na wiele lat przed tym, zanim sam został premierem. Mały Justin odbył swoją pierwszą podróż do Japonii na początku lat 80. z ojcem, Pierre’em Trudeau, ówczesnym premierem Kanady. W Tokio po raz pierwszy skosztował sushi, które wspomina do dzisiaj.
Pierre Trudeau był premierem, ale też miłośnikiem przygód, zapalonym kajakarzem, który potrafił przepłynąć canoe sporą część północnej Kanady. Na takie wyprawy zabierał też swoje dzieci. — To nie jest coś, co każdy rodzic zdecydowałby się zrobić. Ojciec go po prostu zahartował — zauważa dr Marcin Gabryś, politolog i kanadoznawca z Uniwersytetu Jagiellońskiego.
To ważne, bo wizerunek Trudeau bywa mylący: pod maską łagodnego liberała zawsze kryła się dyscyplina, ambicja, a nawet upór. W dzieciństwie przyszły premier miał okazję poznać świat dyplomacji i państwowych ceremonii, ale też zimnej wody, ryzyka i sportowego hartu. Dorastał więc nie tyle w typowym domu, ile w państwowym teatrze, gdzie prywatne i publiczne sfery nigdy do końca się nie rozdzielały.
— To trochę miks: z jednej strony syn swojego ojca i następca tronu, z drugiej — ktoś, kto próbuje zbudować własną emocjonalną, bardziej współczesną wersję przywództwa — komentuje dr Sergiusz Trzeciak, politolog, ekspert ds. marketingu politycznego.
Pierre Trudeau był jednym z najważniejszych premierów Kanady, podobnie jak później syn rządził przez dwie kadencje, w latach 1968–1979 oraz 1980–1984. Był liderem Liberalnej Partii Kanady, która za jego przywództwa czterokrotnie wygrała wybory parlamentarne. Pod koniec rządów wielu Kanadyjczyków oceniało go krytycznie. Największe kontrowersje wywołało użycie nadzwyczajnych uprawnień państwa podczas October Crisis w 1970 r., gdy w odpowiedzi na działania separatystów wprowadzono stan wyjątkowy. Część społeczeństwa — zwłaszcza w Quebecu — była zdania, że narzucił konstytucję z 1982 roku bez zgody tej prowincji. Z kolei w zachodniej Kanadzie opór budził jego program energetyczny, który miał zwiększyć kontrolę państwa nad sektorem ropy i gazu. Z czasem jednak wielu historyków zaczęło oceniać jego rządy łagodniej, uznając go za jednego z architektów nowoczesnej Kanady.
Czołg i hokej
Na półce biblioteczki stoi też zdjęcie: czołg Leopard i kanadyjska baza w Lahr w RFN. Urodzony w 1971 r. Justin dorastał nie tylko jako syn premiera, lecz także jako dziecko zimnej wojny, NATO, Kanady grającej rolę państwa średniego, ale ambitnego. W tej historii od początku pobrzmiewa coś, co później wróci w jego własnej polityce: przekonanie, że Kanada może nie jest mocarstwem w stylu Stanów Zjednoczonych, ale może być krajem, który wyznacza ton, język i styl. — Jeśli dziś dużo mówi się o Kanadzie, to w dużej mierze jest to zasługa Justina Trudeau. Wprowadził Kanadę w XXI wieku na arenę międzynarodową — uważa dr Marcin Gabryś.
W biblioteczce jest także prywatne trofeum Justina Trudeau: krążek hokejowy jego syna, pamiątka pierwszej bramki i pierwszej asysty. Trudeau — ojciec córki i dwóch synów — zawsze chętnie pokazywał się jako tata. W programie kanadyjskiej prezenterki telewizyjnej i podcasterki Jessi Cruickshank „New Mom, Who Dis?” z rozbrajającą swobodą, uśmiechem, ale i refleksją, opowiadał o codziennym poczuciu winy z powodu tego, że nie zajmuje się dziećmi, bo ma dużo pracy.
— Przegapiłem pierwszą randkę mojego jedenastoletniego syna. Poszli na lody, jego dziewczyna ma dwanaście lat. Chciałem być w domu, kiedy wróci, ale nie udało się — mówił.
Chwilę później atmosfera się zmienia. Jedna z czarnoskórych dziewczynek w studiu pyta wprost o zdjęcia sprzed lat, na których Trudeau ma pomalowaną na czarno twarz. Premier poważnieje. Mówi spokojnie, że był to błąd, że nie rozumiał wtedy, jak bardzo może to ranić innych ludzi. — Nie powinienem był tego robić. Przepraszam ludzi, których to zabolało — odpowiada, dodając, że rozmawiał o tym także ze swoimi dziećmi, bo odpowiedzialność za błędy też jest częścią dorastania.
Scena z dziećmi jest kluczem do zrozumienia fenomenu Trudeau. Pokazuje jego wielki talent: umiejętność bycia jednocześnie premierem i bohaterem kultury internetowej. Jak zauważa Marcin Gabryś, Trudeau bywa nazywany „premierem ery Instagrama”, który zdaje sobie sprawę, że polityka dzisiaj nie polega już tylko na przemówieniach i wywiadach, ale też na produkowaniu obrazów, które mają krążyć, wzruszać, drażnić i budować więź. — Ta zdolność długo działała na jego korzyść. Sprawiała, że Kanada wyglądała świeżo, liberalnie, instagramowo, wręcz atrakcyjnie — mówi Sergiusz Trzeciak. — Ale ta sama cecha stała się później źródłem znużenia. Bo im bardziej polityk opiera się na obrazie, tym łatwiej oskarżyć go o to, że sam jest już tylko obrazem.
Czapka Montreal Expos
Na półce leży też czapka profesjonalnej drużyny baseballowej Montreal Expos, pierwszej drużyny Major League Baseball spoza Stanów Zjednoczonych i jednego z najważniejszych symboli sportowych miasta. Montreal jest dla Trudeau czymś więcej niż adresem. To jego temperament. Francusko-angielski, miejski, trochę ironiczny, trochę teatralny. Expos dawno (w 2004 roku) zniknęli z ligi, ale ich czapka stała się symbolem miejskiej nostalgii i uporu: Montrealczycy wciąż wierzą, że to, co utracone, może wrócić. Trudeau w polityce też długo sprzedawał właśnie taki rodzaj nadziei. Jak zauważa Małgorzata Sidz, reporterka i pisarka mieszkająca od lat w Kanadzie, w 2015 roku był dokładnie tym, co wielu Kanadyjczyków chciało zobaczyć u władzy. — To był moment, kiedy wielu ludzi naprawdę wierzyło, że to jest przyszłość. Młody, przystojny, progresywny, mówiący o klimacie, prawach mniejszości, nowych technologiach, legalizacji marihuany, nowym początku — mówi Sidz.
Jej zdaniem Trudeau był symbolem liberalnego optymizmu połowy poprzedniej dekady. Tyle że dziś kraj jest już w trochę innym miejscu.
54 sekundy
Justin Trudeau często podkreślał, że fundamentem kanadyjskiej polityki powinna być ochrona praw mniejszości. W listopadzie 2015 roku, krótko po objęciu urzędu premiera, podczas konferencji prasowej w Parliament Hill wypowiedział jedno z najbardziej znanych zdań swojej kariery: „Diversity is our strength” („Różnorodność jest naszą siłą”). Dwa lata później, 28 listopada 2017 roku, w tym samym parlamencie wygłosił emocjonalne przemówienie, przepraszając osoby LGBT za wieloletnie prześladowania ze strony państwa kanadyjskiego. Te dwa momenty dobrze pokazują jego wizję Kanady jako kraju, który nie tylko mówi o różnorodności, ale też próbuje rozliczyć własne błędy wobec mniejszości.
Dlatego jednym z najbardziej znaczących przedmiotów w jego biblioteczce jest zegarek otrzymany od organizacji Fierté Montréal jako symbol walki o prawa osób LGBT. Jego mechanizm działa nietypowo: minuta trwa tylko 54 sekundy, a brakujące sześć ma przypominać, że osoby LGBT statystycznie żyją krócej z powodu przemocy i dyskryminacji. Ważnym elementem jego polityki było także pojednanie z rdzenną ludnością Kanady. — Trudeau wielokrotnie mówił, że relacje z Pierwszymi Narodami powinny być „najważniejszą relacją rządu federalnego” — mówi dr Marcin Gabryś. — W pierwszych latach rządów jego gabinet przeznaczył miliardy dolarów na programy społeczne, infrastrukturę i rozliczenie historycznych krzywd wobec społeczności rdzennych. Jednocześnie wiele organizacji zarzucało mu, że gesty i deklaracje nie zawsze przekładały się na realne zmiany.
Zegarek Wilfrida Lauriera
Na tej samej półce, na której leży czapka, jest także (niedziałający) kieszonkowy zegarek Wilfrida Lauriera, liberalnego premiera z przełomu XIX i XX wieku. To symbol kanadyjskiej ciągłości: polityki nowoczesnej, ale zakorzenionej w historii państwa. Laurier należy już do epoki archiwów i podręczników, Trudeau — do świata mediów społecznościowych i obrazów krążących w sieci. W tym miejscu biblioteczka staje się bardziej polityczna. Między pamiątkami osobistymi leżą bowiem przypinki ze szczytów G7, G20 i NATO, a także polityczne rekwizyty nowej Kanady. Trudeau bardzo wcześnie postawił też na technologię i AI. Już od 2017 roku Kanada pompowała miliardy w rozwój sztucznej inteligencji i czystych technologii, a sam premier zachęcał do inwestowania w nie: — Mamy znakomite uczelnie, innowacyjne firmy, świetne inkubatory technologiczne i jedną z najlepiej wykształconych sił roboczych w krajach OECD. To u nas pracowali ludzie, którzy współtworzyli fundamenty nowoczesnej AI: Yoshua Bengio, Geoffrey Hinton, Rich Sutton — przekonywał. — Mamy też zasoby potrzebne do zbudowania tej rewolucji: minerały krytyczne, kompetencje półprzewodnikowe, jedną z najczystszych sieci energetycznych na świecie. A poza tym, i mówię to pół żartem, pół serio, w Kanadzie jest zimno, co dla inwestorów w AI oznacza tańsze chłodzenie centrów danych. Kanada jest też krajem o silnej pozycji w energetyce jądrowej. I powiem to wprost: dla mnie ta debata jest już rozstrzygnięta. Duże reaktory jądrowe muszą być częścią przyszłości, bo jeśli nie będziemy gotowi ich zaakceptować, to przyszłe dekady ukształtuje sztuczna inteligencja zasilana węglem w innych częściach świata, i to będzie znacznie gorszy scenariusz — wyjaśniał podczas AI Action Summit 2025 w Paryżu.
Zanim został premierem, Trudeau uczył francuskiego i matematyki w szkole. Należał do pierwszego pokolenia nauczycieli, które musiało zmierzyć się z Google’em w klasie. Szybko uznał, że nie ma sensu walczyć z technologią: trzeba nauczyć się jej używać, a młodym ludziom zaszczepić krytyczne myślenie.
— Kiedyś śmiałem się jako nauczyciel matematyki, że przecież nikt nie będzie chodził przez całe życie z kalkulatorem w kieszeni. Dziś oczywiście wszyscy to robimy. Tak samo będzie z AI — przekonywał w podkaście technologicznym Hard Fork, tworzonym przez dziennikarzy „The New York Times”. — Nie mam złudzeń: AI będzie coraz potężniejsza. Dlatego przewaga w AI nie może oznaczać tylko wyścigu o zysk, skalę i dominację. Dla mnie przewaga oznacza coś więcej: zbudowanie takiego ekosystemu, w którym najlepsi badacze nie będą musieli wybierać między sensownym życiem a ogromnymi pieniędzmi gdzie indziej. Jeśli AI ma naprawdę zmienić świat, to chciałbym, żeby zmieniała go w taki sposób, który daje ludziom więcej sprawczości, więcej bezpieczeństwa i więcej szans: a nie tylko więcej zysków tym, którzy już dziś mają najwięcej.
Głupie bokserskie trofeum
Walka odbyła się 31 marca 2012 roku w Ottawie podczas charytatywnego wydarzenia Fight for the Cure, mającego na celu zbiórkę funduszy na walkę z rakiem. Trudeau zmierzył się z konserwatywnym senatorem Patrickiem Brazeau, który był faworytem: był młodszy, cięższy i miał doświadczenie w sztukach walki. W pierwszej rundzie Brazeau rzeczywiście dominował i trafiał częściej. Trudeau przetrwał jednak początek pojedynku, a w kolejnych rundach zaczął przejmować inicjatywę, wykorzystując lepszą kondycję. W trzeciej rundzie zasypał przeciwnika serią ciosów przy linach i sędzia przerwał walkę, ogłaszając techniczny nokaut na korzyść Trudeau. Dla wielu obserwatorów był to moment, w którym polityk, wówczas jeszcze mało znany poseł, po raz pierwszy pokazał, że potrafi wygrać z dużo silniejszym przeciwnikiem.
W filmiku na YouTube „Justin Trudeau’s Bookshelf” opowiada o swoim pucharze z tabliczką upamiętniającą walkę. Nazywa go „jednym z tych trochę głupawych trofeów”, ale dodaje, że ma dla niego dużą wartość, bo to pierwsza prawdziwa nagroda sportowa, jaką zdobył w życiu. — Trudeau wygrał wtedy pojedynek i wygrał także narrację. To był początek wejścia do dużej polityki. Udowodnił, że jest zdolny, uparty, że nie jest tylko na chwilę — mówi dr Marcin Gabryś.
Boks jest ważny nie tylko jako anegdota, ale także metafora. Trudeau bywa postrzegany jako miękki, ale jego charakter często okazuje się bardziej twardy, niż chcieliby sądzić przeciwnicy i sympatycy.
— Wbrew miłemu wizerunkowi jest w nim rys człowieka walczącego, a część współpracowników wspominała nawet bardziej autorytarny styl niż można by się spodziewać po polityku tak ostentacyjnie feministycznym i wrażliwym. Ring był więc nie tyle odstępstwem od jego natury, ile ujawnił tę jej część — dodaje dr Marcin Gabryś.
Justin Trudeau był premierem Kanady od 4 listopada. W styczniu 2025 roku ogłosił, że zrezygnuje z funkcji lidera Liberalnej Partii Kanady i premiera po wyborze swojego następcy. W ten sposób zakończył niemal dziesięcioletni okres rządów. — Sprostał wymogom chwili historycznej: liberalnej, postępowej, ufnej w technologię, wierzącej, że zielona transformacja i polityka tożsamości wystarczą do zorganizowania nowoczesnego państwa. Później świat się zmienił. Wojna wróciła do Europy. Energia i żywność podrożały. Mieszkania stały się towarem luksusowym. Wtedy styl Trudeau zaczął wyglądać dla wielu ludzi nie jak obietnica przyszłości, lecz jak dekoracja z minionej dekady — ocenia Małgorzata Sidz.
Czy Trudeau spróbuje wrócić do wielkiej polityki, czy raczej zamieni ją na rolę globalnego mówcy i komentatora świata? Polityk lubi mówić, że przyszłość nie polega na zatrzymywaniu zmian, lecz na nauczeniu się życia z nimi. — Pytanie nie brzmi, czy zatrzymać sztuczną inteligencję, tylko jak znaleźć w niej miejsce dla ludzkiej przewagi: dla osądu, odpowiedzialności, wrażliwości i wyobraźni — mówił w podkaście technologicznym Hard Fork.
Być może to zdanie okaże się kiedyś najlepszym podsumowaniem jego własnej historii: polityka, który próbował znaleźć miejsce dla człowieka w świecie gwałtownych zmian.
Justina Trudeau będzie można posłuchać na żywo 13-14 maja w Poznaniu podczas 1 Impact’26.
Tekst pochodzi z „Impact Magazine”, specjalnego dodatku do majówkowego wydania „Newsweeka”. Wydarzenie Impact ’26 odbędzie się 13-14 maja w Poznaniu




