-
W magazynie na Florydzie, przeznaczonym na slotharium Sloth World, w wyniku zaniedbań zginęło łącznie 31 leniwców importowanych z Ameryki Południowej.
-
Inspekcja wykazała nieprawidłowości w warunkach przetrzymywania zwierząt, ale postępowanie administracyjne zakończono bez formalnych sankcji.
-
Nie wiadomo, czy obiekt Sloth World zostanie otwarty, a część zwierząt, które przeżyły, trafiła do innych placówek zoologicznych na Florydzie.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Plan był prosty: w Orlando miało powstać pierwsze „slotharium”, czyli stała ekspozycja poświęcona leniwcom. Obiekt o nazwie Sloth World reklamowano jako przestrzeń inspirowaną lasem deszczowym, zaprojektowaną z myślą o dobrostanie zwierząt. Zamiast tego tropikalnym ssakom zgotowano koszmar.
Według ustaleń Florida Fish and Wildlife Conservation Commission wskutek zaniedbań zginęło łącznie 31 leniwców. Zwierzęta transportowano z Ameryki Południowej do USA i przetrzymywano w magazynie na Florydzie przed przeniesieniem do docelowego obiektu.
W grudniu 2024 r., z Gujany przyleciało 21 osobników. Wszystkie padły w ciągu kilku dni. Śledczy ustalili, że magazyn, do którego trafiły, nie był przygotowany na ich przyjęcie. Nie było w nim ani prądu, ani bieżącej wody, a ogrzewanie zapewniały prowizoryczne grzejniki podłączone przedłużaczami z sąsiedniego budynku.
Transport egzotycznych zwierząt i warunki przechowywania
Leniwce to zwierzęta przystosowane do stabilnych, ciepłych warunków tropikalnych. W naturze żyją w temperaturze od 21 do 30 stopni Celsjusza. Tymczasem w grudniu 2024 r. nocne temperatury w rejonie Orlando spadły do około 7 stopni.
Grzejniki, które miały utrzymać odpowiednią temperaturę, przestały działać po wybiciu bezpieczników. Przez co najmniej jedną noc zwierzęta przebywały w nieogrzewanym budynku. Doprowadziło to do gwałtownego wychłodzenia ich organizmów prowadzącego do odrętwienia.
Wiceprezes projektu, Peter Bandre, przyznał w rozmowie z inspektorami, że obiekt nie był gotowy na przyjęcie zwierząt. „Było już za późno, żeby odwołać transport” – miał powiedzieć.
Druga partia leniwców dotarła w lutym 2025 r. z Peru. Z dziesięciu zwierząt dwa były martwe już po przylocie, a pozostałe osiem określono jako skrajnie wychudzone. Wszystkie w krótkim czasie padły.
Problemy z kontrolą i nadzorem nad hodowlą
Inspekcja wykazała także nieprawidłowości w warunkach przetrzymywania zwierząt. W dwóch przypadkach leniwce znajdowały się w klatkach niespełniających wymogów dla dzikich gatunków utrzymywanych w niewoli. Wydano jedynie ustne upomnienie.
Mimo skali tragedii postępowanie administracyjne zamknięto bez formalnych sankcji. Równolegle sprawą zajmują się inne instytucje, w tym lokalne służby budowlane. Te wstrzymały prace w magazynie, wskazując na naruszenia przepisów technicznych.
Kluczowy problem dotyczy luk w systemie nadzoru. Jak zauważyła stanowa deputowana Anna Eskamani, przepisy nie wymagają automatycznego zgłaszania śmierci zwierząt przez posiadaczy zezwoleń. „Gdyby nie osoby, które zgłosiły sprawę, trudno powiedzieć, kiedy władze w ogóle by się o niej dowiedziały” – podkreśliła.
Eksperci: transport zabija leniwce
Organizacje zajmujące się ochroną leniwców od miesięcy ostrzegały przed projektem w Orlando. Wskazywały przede wszystkim na ryzyko związane z transportem i przetrzymywaniem tych zwierząt poza ich naturalnym środowiskiem.
„Gdy leniwce są zabierane z koron drzew i transportowane do Stanów Zjednoczonych, często cierpią na poważne problemy zdrowotne związane ze zmianą diety i sztucznym środowiskiem” – mówi Sam Trull, dyrektorka Sloth Institute. „Dla wielu z nich kończy się to śmiercią”.
Leniwce mają bardzo specyficzne potrzeby: powolny metabolizm, wyspecjalizowaną dietę i dużą wrażliwość na stres. Nawet niewielkie odstępstwa od naturalnych warunków mogą prowadzić do poważnych zaburzeń zdrowotnych.
Przyszłość inwestycji pod znakiem zapytania
Nie wiadomo, czy Sloth World zostanie otwarty. Strona internetowa projektu i profile w mediach społecznościowych zostały wyczyszczone, a część zwierząt, które przeżyły, trafiła pod opiekę innych placówek zoologicznych na Florydzie.
W sprawę zaangażowali się także politycy. Kongresmen Maxwell Frost wezwał federalne instytucje do wszczęcia dochodzenia i objęcia ochroną pozostałych zwierząt.
Na razie projekt, który miał przyciągać turystów egzotyczną ofertą, stał się przykładem tego, jak wygląda transport i komercyjne wykorzystywanie dzikich zwierząt, gdy zawodzi logistyka i nadzór.













