-
Humbak imieniem Timmy kilka razy wpadał na bałtyckie płycizny i był ratowany ciężkim sprzętem.
-
Zorganizowano akcję przetransportowania wieloryba na specjalnej barce przez wody Danii w stronę Morza Północnego.
-
Akcja jest eksperymentalna, jej powodzenie stoi pod znakiem zapytania, a stan humbaka pozostaje bardzo słaby.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
To pierwsza taka akcja ratunkowa w dziejach i rodzaj eksperymentu, co do którego wielu ma poważne wątpliwości. Nie tylko z racji tego, czy w ogóle się uda, ale także dlatego, czy nie jest zbyt dużym obciążeniem dla humbaka imieniem Timmy, który jest ratowany po wejściu na mieliznę u niemieckich wybrzeży Bałtyku.
Timmy na bałtyckie płycizny wpadał kilkukrotnie, odkąd pojawił się w Morzu Bałtyckim pod koniec marca. Humbaki i inne wieloryby nie żyją w tym morzu, jedynym żyjącym na stałe w Bałtyku waleniem jest morświn, zwierzę raptem dwumetrowe.
Dla dużych wielorybów morze oblewające także polskie wybrzeża jest zbyt małe, zbyt płytkie, a – co najważniejsze – za mało słone. Woda o niskim zasoleniu utrudnia waleniom życie, funkcjonowanie organizmu i poszczególnych narządów, źle wpływa na skórę i nawigację zwierząt.
Młody humbak wpadł na mielizny u brzegów Niemiec
To mogło spowodować kłopoty młodego humbaka, który wpłynął na wody bałtyckie pod koniec marca i utknął tu na płyciźnie, najpierw w Niendorf koło Lubeki. Za pomocą ciężkiego sprzętu takiego jak pogłębiarki udało się go uwolnić, ale waleń krótko popływał w otwartym morzu.
Znowu utknął i potem ta sytuacja powtarzała się jeszcze. W końcu Timmy dotarł aż do Zatoki Wismarskiej przy wyspie Poel. To już wschodnie Niemcy, dawne NRD. I tu wydawało się, że los humbaka jest przesądzony.
Po wielu kontrowersjach, nawet sporach w gronie przyrodników zapadła jednak decyzja, by przy wsparciu pieniędzy prywatnego biznesu zorganizować ostatnią akcję ratunkową i tym razem nie zepchnąć wieloryba jedynie na głębszą wodę, ale doholować go aż na Morze Północne i dalej na Atlantyk. Tak, by opuścił Bałtyk raz na zawsze.
Nikt nigdy nie próbował czegoś podobnego i szanse na powodzenie niezwykle trudnej akcji były i są nieduże. Próba została jednak podjęta. Najpierw w grę wchodziły pontony, ostatecznie po zwierzę przypłynęła barka specjalnej konstrukcji.
Zanurza się ona w wodzie, dzięki czemu wieloryb może przemieszczać się zanurzony. To niezwykle ważne. Timmy wciąż żyje, ale jest bardzo osłabiony i poraniony.
„Robin Hood” holuje barkę z wielorybem w środku
Wieloryb został zatem załadowany na barkę transportową i w środę o świcie konwój z ogromnym zwierzęciem znajdował się ok. 11 km na południowy wschód od Fehmarn. To wyspa znajdująca się już bliżej Kilonii, na północ od Lubeki oraz niedaleko duńskiej wyspy Zelandia.

Prowadzący konwój holownik o nazwie „Robin Hood” przejął barkę za wyspą Poel i teraz płynie z nią bardzo wolno, kierując się ku wodom Danii. Konwój ma przepłynąć między duńskimi wyspami w stronę Kattegatu.
Jak podaje niemiecka policja wodna, tempo musi być nieśpieszne i cała operacja potrwa bardzo długo. Prędkość statków wynosiła najpierw trzy węzły, czyli mniej więcej 5 km/h.
Po godzinie 7:00 rano „Robin Hood” przyspieszył do 6,8 węzła, czyli niespełna 13 km/h. Taką informację przekazał „Bild”. Barka przewożąca humbaka jest z jednej strony otwarta i zabezpieczona jedynie siatką. To zapewnia zwierzęciu dostęp do świeżej wody.
Co będzie dalej? Nie wiemy. Na konwój czeka wiele niebezpieczeństw i mielizn już nie w dosłownym, ale metaforycznym znaczeniu. Pogorszenie pogody, sztorm mogą wiele namieszać, ale na razie pogoda jest dobra. Ratownicy wciąż mają nadzieje, aczkolwiek widoki na to, że po wypłynięciu na Morze Północne Timmy zdoła żyć samodzielnie i odpłynie bez problemów są słabe.















