Agnieszka Niesłuchowska, „Wprost”: Prezydent Karol Nawrocki zawetował ustawę o rozwodach pozasądowych, argumentując, że „małżeństwo w stylu Las Vegas” to dobry scenariusz filmowy, ale niepoważne podejście do prawa. Czuje pan duże rozczarowanie, że projekt pana resortu, z trudem wypracowany, bo po drodze jeszcze ludowcy mieli do niego zastrzeżenia, ostatecznie padł?
Arkadiusz Myrcha: Dla mnie to najdziwaczniejsze z dotychczasowych wet Karola Nawrockiego.
Dlaczego?
W tej ustawie nie było okoliczności kontrowersyjnych: nie istniało ryzyko naruszenia dobra dziecka, bo projekt dotyczył bezdzietnych par. Nie było ryzyka naruszenia trwałości małżeństwa, bo mówimy o ludziach zgodnie zdecydowanych na rozstanie. Jedynym efektem tej reformy byłoby to, że sprawy byłyby załatwiane sprawniej i łatwiej.
To pan tak uważa. Karol Nawrocki twierdzi, że dla skrócenia kolejki w sądach o kilka dni, państwo rezygnuje z kluczowej funkcji ochronnej wymiaru sprawiedliwości wobec rodziny. A do tego, małżeństwo to nie banał czy chwilowa zachcianka, tylko instytucja objęta szczególną ochroną państwa.
Mam wrażenie, że pan prezydent chyba nie wczytał się dokładnie w treść ustawy. W projekcie specjalnie wprowadziliśmy roczną karencję od momentu zawarcia małżeństwa, by uniemożliwić pochopne decyzje tuż po ślubie. Dodatkowo procedura wymagała podwójnego złożenia oświadczenia woli z miesięcznym odstępem między pierwszym a drugim krokiem. Chodziło właśnie o to, by uniknąć sytuacji spontanicznych, podejmowanych pod wpływem silnych emocji. W tej ustawie przygotowano naprawdę bardzo dużo bezpieczników.
Pojawiają się głosy, m.in. Marka Sawickiego z PSL, że prezydentowi źle doradzono, a za całą strategią stoi Zbigniew Bogucki, szef kancelarii prezydenta, który chce budować pozycję przyszłego premiera. Pan też odnosi wrażenie, że to weto było prezydentowi suflowane?
To bardzo ciekawa teoria. Rzeczywiście, nie po raz pierwszy pojawia się opinia, że pewne decyzje są panu prezydentowi podsuwane z zewnątrz. Mam poczucie, że o zawetowaniu tej ustawy zadecydowała dość powierzchowna ocena. Sądzę, że gdyby ktoś wnikliwie przeanalizował ten projekt, nie miałby takich wątpliwości. Ustawa, jak mówiłem, wykluczała jakiekolwiek spontaniczne działania.
Bezpieczniki miały gwarantować, że procedura będzie bezpieczna i koncyliacyjna, co pozwoliłoby uniknąć eskalacji konfliktu, która niemal zawsze towarzyszy rozprawom sądowym.















