— Nie będę przecież córce żałować. Syn drugi w kolejce do komunii, za dwa lata będzie miał, to też go odstrzelę, jak małego modela — mówi Dorota. Zaciągnęła pożyczkę, by wyprawić dziecku huczną komunię. To częsta praktyka.
Marta zdecydowała, że komunia dziecka będzie skromnym wydarzeniem. Żadnych upominków dla dziadków, fryzjerów, zapraszania połowy rodziny. Wydała ponad 7 tys. zł. Sama sukienka, rękawiczki i modlitewnik kosztowały 500 zł.
— Buty wzięłam jakieś najtańsze z sieciówki, bo przecież to i tak na raz. Przy kolejnej okazji, na którą można by je założyć, będą już na moją Hankę za małe — mówi.
Wychowawczyni klasy córki zarządziła też zbiórkę na kwiaty dla kościoła, prezenty dla księdza i katechetki, pamiątkowe zdjęcie i różaniec. To kolejne pół tysiąca.
Po komunii oczywiście obiad dla rodziny. Marta uznała, że zrobi skromny i w domu. — Dalej to jednak zakup jedzenia i alkoholu dla 15 osób — mówi.
Chciała też podarować córce wymarzony prezent — iPada. Kosztował 2 tys. zł. — Ale na niego odkładałam już od roku. Naprawdę bardzo się pilnowałam — mówi.
Teraz szkoła zaproponowała organizację rocznicy komunii świętej. Marta twardo protestuje, nie będzie w tym brała udziału. Nie ma zamiaru wydawać kolejnych pieniędzy na uroczystość, która nikomu nie jest potrzebna.
— Trzeba by nowej sukienki, bo Hania wyrosła. Znów zrzutki na prezenty dla księdza. Wolę odpuścić — mówi.
„Zastaw się, a postaw się”
Marta należy do grupy rodziców, którym udało się zorganizować komunię bez brania kredytu. Wielu decyduje się jednak na pożyczkę. Jak wynika z badań przeprowadzonych przez Krajowy Rejestr Długów (KRD), w tym roku na takie rozwiązanie zdecyduje się co czwarta rodzina. Chcą hucznej imprezy.
— Mimo braku środków finansowych, część Polaków nie zamierza rezygnować z wystawnego przyjęcia. Nasze badanie pokazuje, że wciąż żywe jest powiedzenie „zastaw się, a postaw się” — mówi Adam Łącki, prezes KRD.
Dodaje, że na kredyt znacznie częściej decydują się osoby, którym zależy na wystawnej uroczystości. — W tej grupie odsetek osób, które pożyczą pieniądze, wzrasta do jednej trzeciej. Jednak przyjęcia na kredyt nie unikną też rodzice, którym na hucznym świętowaniu wcale nie zależy. W końcu tradycja zobowiązuje. Blisko co dziesiąty rodzic zaciągnie zobowiązanie na organizację komunijnego obiadu — zauważa Łącki.
Z danych KRD wynika, że niemal połowa (47,5 proc.) pożyczających rodziców po pieniądze uda się do banku. Co czwarty zadłuży się u rodziny lub znajomych. Podobny odsetek skorzysta z oferty firmy pożyczkowej (22,5 proc.).
Paintball i mały różaniec
Niektórzy rodzice decydują się na komunijny obiad w wystawnej sali i zapraszają 150 osób. Wtedy sam koszt jedzenia może sięgać od 20 do 30 tys. zł. Aneta i Kamil mówią, że oni to akurat wesela z komunii robić nie będą, ale ze skromnością też nie chcą przesadzać. W końcu to jedyny taki dzień w życiu ich dziecka. Nie chcą podawać, jakie koszty dokładnie poniosą.
— Mogę tylko powiedzieć, że kredytu dobraliśmy jedynie 20 tys. zł, bo mamy jeszcze trochę pieniędzy na koncie oszczędnościowym — wyjaśnia Kamil.
Z żoną zaprosili na komunię dziecka 50 osób. Będą chłopcy w wieku zbliżonym do wieku ich syna. Wymyślili więc, że po kościele można ich zabrać na dwie godziny na paintball. — Dorośli będą mieli czas odetchnąć, a dzieciaki akurat zgłodnieją na obiad — mówi mężczyzna.
Gdy wyrażam obawę, że dzieci bardzo się zabrudzą podczas rozgrywki, odzywa się Aneta. — Ale my mamy wszystko zaplanowane! Salę na obiad mamy przy pięknym hotelu — rezerwowaliśmy ją dwa lata temu. Wynajęliśmy w nim dwa pokoje, żeby młodzi mogli się umyć i doprowadzić do porządku — podkreśla.
Każdy z gości dostanie też robiony na specjalne zamówienie mały różaniec. — Żeby nie zapominać, że świętujemy tu święty sakrament — dodaje Aneta.
Garnitur szyty na miarę
Ignacy pójdzie do komunii w garniturze szytym na miarę. Wydali na niego ponad 2 tys. zł, ale to ważne dla Kamila. — Pierwszy poważny garnitur, to trochę taki symbol stawania się mężczyzną. Chcę, żeby syn to czuł. I żeby wyglądał jak trzeba. Ja widziałem, że często chłopców puszcza się jak takich obdartusów, bo ważne jest tylko, żeby dziewczynka była odstrojona. Mój syn żadnym obdartusem nie będzie — wyjaśnia.
Jak mówi małżeństwo, w kwestii prezentu jednogłośnie zdecydowali, że wybiorą tradycyjny prezent. Syn dostanie nowy rower.
— Wielu rodziców lub chrzestnych kupuje teraz hulajnogi elektryczne. Słyszałam na zebraniu klasowym rodziców. Moim zdaniem trzeba nie mieć wyobraźni, żeby taki prezent dać. Przecież to nie jest sprzęt dla dzieci. To może prowadzić do tragedii — uważa Aneta.
Wtrąca się Kamil: — I jeszcze mówią, że 20 km na godz. to żadna prędkość i że dziecko tylko koło domu pojeździ. A przecież ono nawet dobrze utrzymać takiej hulajnogi nie da rady.
Zastrzegli też w rodzinie, żeby nikomu nie przyszło do głowy kupować czegoś takiego. Lepiej, żeby dali coś przydatnego albo rzeczywiście wymarzonego przez Ignacego. Nowy laptop, smartwatch albo kurs angielskiego.
— Zrobiliśmy listę, ale tylko jako taką sugestię, więc właściwie nie wiemy, kto co ostatecznie kupi — mówi Aneta. I dodaje: — Fajnie, żeby się postarali, bo jednak robimy im nie byle jaką imprezę. Będzie dobre jedzenie, DJ będzie grał, a dla tych, którzy zostaną na wieczór, chcemy jeszcze zrobić małe ognisko, bo na terenie hotelu jest na to miejsce.
„Chcę pokazać rodzinie byłego męża, że mamy się dobrze”
Dziecko Doroty też będzie miało niebawem komunię. Kobieta nie chce robić specjalnego zamieszania wokół obiadu. Zarezerwowała salę w restauracji, żeby wszyscy mogli się po prostu spotkać.
— Uznałam, że nie będę się wysilać, skoro mój były mąż też nie zamierza. Wiem, że gdybym chciała coś większego, to cała organizacja leżałaby na mojej głowie, a ja nie mam na to ochoty — mówi.
Dorota zadba jednak o siebie i o córkę. Pójdą razem na makijaż, do fryzjerki i na paznokcie. — Oczywiście młoda będzie miała wszystko robione w wersji light. Ale chcę pokazać rodzinie byłego męża, że mamy się dobrze. Bo oczywiście tam opowiadają, że jestem złą matką, że niewystarczająco dbam o dzieci — wyjaśnia.
Dorota kupiła też córce przepiękną sukienkę, w której ta „wygląda jak księżniczka”. Na początku było założenie, że wszystkie dziewczynki w klasie będą miały jednakowe stroje, ale kilku rodziców się wyłamało.
— Czuję, że będzie mały pokaz mody, bo przecież każdy chce, żeby to jego dziecko wyglądało najlepiej — śmieje się kobieta. Zaraz jednak poważnieje: — Pożyczkę na ten pokaz to ja będę teraz spłacać przez cztery lata. Ale przecież nie będę córce żałować. Syn drugi w kolejce do komunii, za dwa lata będzie miał, to też go odstrzelę, jak małego modela.
Dorota podkreśla, że nie chodzi o zwykłą próżność. Tylko o moment satysfakcji, kiedy zobaczy miny byłego i jego rodziny. Wyjaśnia, że zrobili jej wiele złego i chociaż w ten sposób może się jakoś odegrać.
Tym samym Dorota dołączy do grupy osób, które pomogą podnieść się branży beauty po pandemii. To jeden z sektorów, który na tegorocznych komuniach bardzo skorzysta. KRD wskazuje bowiem na wyraźny trend: wielu rodziców chce zachwycić bliskich nie tylko obiadem, ale i wyglądem swoich podopiecznych.
Marta, która organizowała komunię rok temu, mówi, że jej takie pomysły nie przyszłyby do głowy.
— Przecież za kilka lat i tak nikt tej imprezy nie będzie pamiętał. Dla dzieci to też nie ma takiego znaczenia, czy będą mieć sukienkę za 2 tys. zł, czy 500 zł. Ten cały blichtr jest dla rodziców, żeby mogli się popisać — podsumowuje kobieta.




