Pod koniec tego tygodnia odbędzie się w Polsce międzynarodowa konferencja dotycząca odbudowy Ukrainy. Pojawiła się niepewność, czy przyjedzie na nią prezydent Wołodymir Zełenski. A jeżeli nie przyjedzie, to co z tego wyniknie?
Takie pozbawione racjonalnych przesłanek spekulacje wzbudzają zupełnie niepotrzebne emocje i nie służą sprawie. Nie ma możliwości, żeby prezydent Zełenski nie pojawił się na kolejnej konferencji poświęconej odbudowie Ukrainy. Czy był to Berlin, Londyn czy Rzym – każda przynosiła nowe uzgodnienia i projekty związane z procesem odbudowy. Poza tym jest to konferencja Ukraina-Polska-Świat. Już wiemy, że będzie na niej reprezentowanych ponad 50 państw, weźmie w niej udział 4,5 tys. uczestników. Nie wyobrażam sobie, żeby prezydent Zełenski ustawił się plecami do całego świata.
Ale stosunki polsko-ukraińskie zdecydowanie popsuły się za sprawą prezydenta Zełenskiego, który nadał imię bohaterów UPA elitarnej jednostce wojskowej. W odpowiedzi prezydent Karol Nawrocki zaczął się publicznie zastanawiać, czy nie odebrać Zełenskiemu orderu Orła Białego. To nie jest sprzyjający klimat do rozmów o Ukrainie.
Po pierwsze, to nie będą tylko rozmowy, ale też wiele bardzo ważnych wydarzeń istotnych dla biznesu i przedsiębiorców. Nie do przecenienia jest budowany podczas takich konferencji networking. Co do tego pogorszonego klimatu, to rzeczywiście zepsuł się zdecydowanie w wymiarze publicznym i politycznym. Ale w biznesie się tego nie odczuwa. W Izbie obserwujemy na co dzień ogromne zaangażowanie polskich i ukraińskich firm. Burze dzieją się ponad nami – my robimy swoje!
Czyli przedsiębiorcy są zainteresowani udziałem w ewentualnej odbudowie?
W rok po wybuchu wojny Polska Agencja Inwestycji i Handlu uruchomiła zapisy firm zainteresowanych udziałem w procesie odbudowy Ukrainy. I proszę sobie wyobrazić, że dzisiaj ta lista to ponad 3 tys. przedsiębiorstw. W czasie wojny nasze firmy zainwestowały w Ukrainie ponad 200 mln dol., mimo ryzyka związanego z konfliktem. W Banku Gospodarstwa Krajowego trwają bardzo intensywne prace z przedsiębiorcami, którzy chcieliby realizować konkretne projekty. Zatem proces przygotowania do odbudowy idzie pełną parą.
Czy przedsiębiorców nie zraża chociażby spór krakowskiej spółki Control Process SA z władzami Lwowa? Firma miała budować zakład przetwarzania odpadów, a władze Lwowa zerwały kontrakt i zablokowały jej sprzęt. I to mimo korzystnych dla firmy decyzji sądów arbitrażowych.
Z tego co wiem, jeżeli chodzi o postępowanie arbitrażowe, temat nie jest zakończony. Dotychczasowe decyzje są cząstkowe. Poza tym strona ukraińska też ma swoje argumenty w tej sprawie. Szkoda, że tego konfliktu nie udało się rozwiązać przy stole, w negocjacjach. Ale nie nam oceniać, jak ten proces przebiegał wcześniej. Pewne jest, że strona ukraińska ma pełną świadomość, iż takie historie nie tworzą dobrego klimatu dla inwestycji zagranicznych.
Z drugiej strony gdyby oceniać sytuację globalnie, to żadna polska firma prowadząca działalność gospodarczą w Ukrainie nie wycofała się z tego kraju w czasie wojny. Co więcej, Polacy zarejestrowali sporo spółek kapitałowych w formie startupów. Firmy polskie po prostu przygotowując się do godziny zero, czyli do momentu zakończenia wojny, mają już zarejestrowane spółki kapitałowe po to, aby szybciej i sprawniej wejść w proces odbudowy.
Firmy uważnie obserwują też sytuację w Ukrainie pod kątem korupcji. Przecież nie sposób nie wrócić tutaj do sytuacji z przełomu lipca i sierpnia ubiegłego roku, kiedy to Wołodymyr Zełenski próbował ograniczyć samodzielność dwóch kluczowych instytucji antykorupcyjnych – NABU i Prokuratury Antykorupcyjnej – specjalnie powołanych do walki z łapownictwem.
Co pokazała tamta historia?














