Fala gniewu wyborców wobec ogromnych projektów budowy centrów danych zaczyna zupełnie przekształcać amerykańską scenę polityczną. Lokalni urzędnicy i wpływowi politycy tracą stanowiska, bo poparli inwestycje związane z boomem sztucznej inteligencji.
Stuart Adams — przewodniczący stanowego Senatu w Utah i jeden z najbardziej wpływowych republikanów w tym stanie — przegrał w prawyborach. Wcześniej poparł budowę dużego centrum danych w pobliżu Wielkiego Jeziora Słonego. To jeden z najbardziej widocznych dotąd sygnałów, jak duże polityczne ryzyko zaczyna wiązać się z branżą AI.
— Czy uważam, że głosowanie za budową centrum danych kosztowało mnie wygraną w wyborach? Tak — przyznał Lee Perry, były komisarz hrabstwa Box Elder po uznaniu porażki w prawyborach. On także zagłosował za realizacją tego projektu.
Porażki Adamsa i kilku innych urzędników hrabstwa związanych z projektem pokazują, że sprzeciw wobec centrów danych nie ogranicza się już tylko do sporów planistycznych, lecz staje się realnym tematem kampanii, który może wpływać na wyniki wyborów.
Sprzeciw wobec centrów danych
Kontrowersje w Utah wywołały plany budowy rozległego kompleksu centrów danych w pobliżu Wielkiego Jeziora Słonego. Określany jako jedno z największych centrów danych na świecie Projekt Stratos miał zająć dziesiątki tysięcy akrów w dolinie Hansel w hrabstwie Box Elder. Jak wylicza „The Guardian”, do funkcjonowania potrzebowałby nawet 9 gigawatów mocy. To więcej energii niż obecnie zużywa cały stan Utah. Inwestor Kevin O’Leary w rozmowie z NBC News zadeklarował jednak, że byłby skłonny ograniczyć skalę projektu.
Gdy Adams jako przewodniczący stanowego organu poparł inwestycję i zatwierdził wstępne plany zagospodarowania tego terenu, okoliczni mieszkańcy zaczęli go krytykować, stwierdzając, że władze zupełnie zignorowały obawy lokalnej społeczności. A te szybko przełożyły się na skutki polityczne. Adams, który dotąd nie miał problemów z reelekcją, tym razem został pokonany przez rywala, który sprzeciwiał się budowie centrum. W prawyborach przegrało także wielu innych urzędników, którzy głosowali za inwestycją.
Centra danych — niegdyś przedstawiane przez polityków jako szansa dla lokalnej gospodarki — stają się w całych Stanach Zjednoczonych wyborczym balastem, łącząc ludzi ponad podziałami partyjnymi i wpływając na wyniki głosowań w sposób, jakiego jeszcze rok temu niewielu się spodziewało. Czerwcowe badania Reuters/Ipsos pokazuje, że 57 proc. Amerykanów sprzeciwia się budowie centrum danych w swojej okolicy, a jedynie 14 proc. nie miałoby nic przeciwko mieszkaniu niedaleko takiego obiektu. Z kolei według sondażu Gallupa z początku roku aż siedmiu na dziesięciu Amerykanów sprzeciwia się powstawaniu lokalnych centrów danych, co pokazuje rosnącą przepaść między krajowym zapotrzebowaniem na infrastrukturę AI a akceptacją w społecznościach lokalnych.
Opór w całych Stanach Zjednoczonych
Inwestycje te obiecują nowe miejsca pracy i wpływy podatkowe, w tym samym czasie wywołując jednak niepokoje związane ze zużyciem wody, zapotrzebowaniem na energię, zagospodarowaniem terenu i dotacjami z pieniędzy publicznych. Te kwestie obecnie napędzają zorganizowany opór, a coraz częściej także oddolne ruchy wyborcze.
Jak wykazało przeprowadzone wśród ponad 8,5 tys. dorosłych Amerykanów badanie Pew Research Center, Amerykanie zdecydowanie częściej negatywnie postrzegają centra danych w kontekście wpływu na rachunki za prąd, środowisko i warunki życia w sąsiedztwie. Spora część z nich uważa także, że szkodzą one środowisku i podnoszą koszty energii.
Opór wobec centrów danych szybko przybiera na sile w całych Stanach Zjednoczonych. A wraz z rosnącym sprzeciwem Wiele miast i lokalnych władz decyduje się ograniczać lub wstrzymywać prace nad nowymi projektami. W kwietniu w Missouri wyborcy odwołali połowę członków rady miasta Festus, bo poparli oni wart 6 mld dol. projekt budowy takiego obiektu. Rick Belleville, jeden z lokalnych kandydatów, który pokonał radnego opowiadającego się za inwestycją, określił wynik wyborów jako „bunt”.
Centra danych stają się także orężem w kampaniach przed wyborami śródokresowymi. James Fishback, republikański kandydat na gubernatora Florydy, wykorzystał ten temat do ataku na swojego rywala Bryona Donaldsa w jednym ze spotów wyborczych.
— Jakie pomysły ma Byron Donalds dla Florydy? Chce budować centra danych w każdym hrabstwie — mówi w nagraniu. — Jako gubernator bym ich zakazał.
Tekst opublikowany w amerykańskim „Newsweeku”. Tytuł, lead i śródtytuły od redakcji „Newsweek Polska”.