„Nie wierzę w wizję, wierzę w ten człowiek” – mówił kilka lat temu Luke Nosek. Krótka, 10-minutowa rozmowa przed kamerami z dziennikarką TVP to jedyny wywiad, jakiego udzielił polskim mediom. Ten jego językowy lapsus nie jest powodem do żartów. Gdy mówił o wierze, miał na myśli Elona Muska, którego teraz zna cały świat, a w którego Łukasz uwierzył jeszcze zanim tak się stało. Dziś ta wiara sprawia, że Nosek wylądował na szczycie Listy 100 najbogatszych Polaków „Wprost”.
Mały myśliciel
Łukasz Nosek nie urodził się w Zgłobicach, maleńkiej wiosce na przedmieściach Tarnowa, jak podaje wiele źródeł, ale w samym Tarnowie. – Nie wiem skąd wzięły się te Zgłobice. Może dlatego, że jego rodzice przez pewien czas wynajmowali tam mieszkanie i to się gdzieś jakoś utrwaliło. Ale później mieszkali przecież przy ulicy Grottgera w Tarnowie – tłumaczy Janusz Gładysz, tarnowski przedsiębiorca, a prywatnie wujek Łukasza Noska. – Moja żona ma na panieńskie Nosek. Jest siostrą Romana Noska, czyli taty Łukasza – dodaje.
Z Łukaszem mają stały kontakt. Rozmawiają od czasu do czasu przez telefon, piszą do siebie wiadomości. Mówią tylko po polsku. Bratanek nie chce przestawiać się na angielski, tylko ćwiczyć ojczysty język.
– Zaskoczył mnie przede wszystkim gotowością udzielenia wywiadu w języku polskim. Był w stanie i przede wszystkim chciał rozmawiać po polsku na tematy biznesowe – wspomina Agata Konarska, która jako jedyna polska dziennikarka przeprowadziła z nim wywiad.
Jako mały chłopiec Nosek wyróżniał się na tle innych rówieśników. Był takim małym myślicielem. Popadał w zadumę, zawieszał wzrok, potrafił długo patrzeć się w niebo i zatapiać się we własnych myślach. Janusz Gładysz dzisiaj trochę się tego wstydzi, ale przyznaje, że fatalnie oceniał wtedy chłopaka. Zwracał uwagę jego rodzicom, że Łukasz zamiast urwisować jak inne dzieci, to ciągle kontempluje.
Wyjazd na narty














